Byłem w mieście duchów. Czas w Warosii zatrzymał się pół wieku temu
Złote plaże, turkusowe morze i luksusowe kurorty. Taki obraz Cypru znają turyści. Jest jednak miejsce, które opowiada zupełnie inną historię. Famagusta w Cyprze Północnym (nieuznawanej przez świat tureckiej części wyspy) jest uśpionym świadkiem tragicznych wydarzeń sprzed pół wieku. Południowa część, dzielnica Warosia, to prawdziwe miasto widmo. Setki opuszczonych hoteli, willi, małych biznesów, porzucone samochody. Wszystko to opowiada o dramacie, który na zawsze zmienił losy wyspy. Co wydarzyło się w 1974 roku, że zatrzymało czas w tym niezwykłym miejscu? Poznaj historię miasta duchów na Cyprze, do niedawna niedostępnego. Ponownie otwarto go cztery lata temu. Mogą odwiedzać je turyści przyjeżdżający na północną część wyspy.

Spis treści:
Od lat 60. do 1974 roku Warosia (tur. Maraş) była prężnie rozwijającym się kurortem z wysokimi hotelami, luksusowymi dzielnicami handlowymi i piaszczystymi plażami. Miejsce było uważane za najlepsze na Cyprze. Generowało ponad połowę dochodów z turystyki całej wyspy. Wszyscy nazywali je Copacabaną czy Vegas Morza Śródziemnego.
W 1974 roku, w budowie wciąż było 380 obiektów.

W czasach świetności Warosii bywały tutaj gwiazdy światowego kina: Richard Burton, Elizabeth Taylor czy Brigitte Bardot. Jedna z posiadłości należała do Sophii Loren.
Plotka głosi, że w Golden Sands (Złote Piaski) - pierwszy na świecie siedmiogwiazdkowy hotel zainwestował sam król Karol III. Co ciekawe, to jedyne miejsce w przeciwieństwie do innych, które do dziś nie zostało rozgrabione. Jest pilnie strzeżone, a w środku wciąż znajdują się meble w pokojach hotelowych. Brytyjska rodzina królewska zaprzecza doniesieniom, ale władze Cypru Północnego podtrzymują, że hotel należy do króla.
Zamach stanu, inwazja Turcji, opuszczone miasto widmo na Cyprze
Warosię zamieszkiwali głównie Grecy cypryjscy (Turcy cypryjscy żyli w Starej Famaguście).
Idylla skończyła się 51 lat temu, w połowie 1974 roku. W lipcu opozycja dokonała zamachu stanu i obaliła legalne władze Cypru. Celem zamachu była natychmiastowa unia Cypru z Grecją.
Fakt ten wykorzystała Turcja, która przypuściła inwazję na Cypr (operacja Atilla). Zajęła kilka strategicznych punktów na północy wyspy, w tym Warosię.
Doszło do podziału wyspy, który trwa do dziś (choć przez lata podejmowane były próby zjednoczenia).

Po tureckiej inwazji, Warosia znalazła się w strefie działań wojennych. W obliczu nadciągających wojsk, tysiące mieszkańców - zarówno Grecy, jak i Turcy cypryjscy - w panice opuszczali swoje domy, hotele i sklepy. Zabrali tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Wielu z nich wierzyło, że wrócą w ciągu kilku dni lub tygodni, gdy sytuacja się uspokoi. Niestety, mylili się.
Po zakończeniu działań wojennych, Warosia znalazła się pod kontrolą Turków. Na mocy rezolucji ONZ z 1983 roku, tereny te miały zostać zwrócone prawowitym właścicielom, jednak nigdy do tego nie doszło. Obszar został otoczony murem i drutem kolczastym. Kurort stał się enklawą, strefą buforową, zamrożoną w czasie.
Wstęp do miasta duchów jeszcze do niedawna był zakazany. Poza tureckimi żołnierzami niewielu zapuszczało się do środka. Ci, którzy to robili, opisywali niezwykłe widoki, jak na przykład salon samochodowy zapełniony samochodami z rocznika 1974, czy wystawy sklepowe z manekinami ubranymi w dawno zapomniane stroje.
W 2021 roku Warosia została zdemilitaryzowana i udostępniona dla turystów. Tylko w pierwszym roku odwiedziło ją ponad pół miliona osób. Obecnie to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w północnej części wyspy.
Zielona Linia dzieli Cypr na pół
Do Famagusty i miasta duchów wyruszam z Larnaki w południowej, unijnej części wyspy. Oba miasta dzieli 50 kilometrów. Do Zielonej Linii i granicy, która dzieli Cypr od Cypru Północnego docieram po kilkudziesięciu minutach.
Warto przy tej okazji wspomnieć, że do przekroczenia granicy potrzebny jest dowód osobisty albo paszport, a - jeśli ktoś wypożyczył samochód - musi wykupić na granicy ubezpieczenie za 25 euro (popularną u nas "Zieloną Kartę").
Pas przygraniczny to pas ruin. Mijam ogrodzone, opuszczone budynki. Znaki na polach informują o minach. Życie tu zamarło. Miejsca formalnie strzegą siły ONZ.
Warosia. Zwiedzanie miasta duchów na Cyprze
Docieram do Famagusty, miasta w Cyprze Północnym. Wejście do Warosii znajduje się przy ulicy Kemal Server (punkt Kapalı maraş). Obok znajduje się duży parking.
Wstęp do Warosii jest bezpłatny. Można tam wejść pieszo, a następnie wypożyczyć rower, hulajnogę albo melex z kierowcą. To rozległy obszar, więc jeśli jest gorąco, nie warto oszczędzać. Ja wybieram hulajnogę (wypożyczenie to koszt około 60 zł na 2 godziny) i ruszam z mapą.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to to, że matka natura przejęła kontrolę nad miastem.
Krzewy i drzewa zarastają przestrzeń. Niektóre wręcz owinęły się wokół opuszczonych budynków, co widać szczególnie przy jednej z luksusowych rezydencji.
W przeciwieństwie do Famagusty, gdzie życie toczy się normalnie, tutaj panuje cisza, przerywana jedynie szumem wiatru i głosem przewodników oprowadzających grupy.

Wzdłuż trasy turystycznej mijam witryny opuszczonych sklepów. Nad nimi wyblakłe neony (jak stary znak Philipsa czy Kodaka albo wejście do klubu nocnego z napisem Disco nad drzwiami). W supermarkecie dostrzegam lady sklepowe z wagami. Nieco dalej na ścianie logotypy 7up czy Coca-Coli sprzed pół wieku.

Mijam centrum kultury i kino z zawaloną ścianą. Drzwi w wielu miejscach zabite są deskami.
Tuż obok dawne kawiarnie (w tym popularna Edelweiss Cafe), w niektórych miejscach pozostawione krzesła i stoły.

Docieram do siedziby Banku Cypru, przy którym dostrzegam znaną z londyńskich ulic typową brytyjską skrzynkę pocztową. Nieopodal Barclays Bank, którego wejście strzeże zasunięta krata i budka strażnika przy skrzyżowaniu (lokalsi mogą tu jeździć autem, gdy mają zezwolenie).

Po drugiej stronie ulicy salon Toyoty z charakterystycznym logotypem marki na dachu budynku. Miejsce, przy którym gromadzi się chyba najwięcej turystów. Każdy chce tu zdjęcie. Nie dostrzegam jednak starych, 50-letnich samochodów. Być może są ukryte gdzieś w garażu budynku albo zostały zwyczajnie usunięte.

Ruszam w stronę plaży. Po drodze widać jeszcze hotele w budowie. Nad jednym wciąż góruje wielki, zardzewiały dźwig.

Docieram blisko plaży. Tu góruje hotel za hotelem. Przez okna hotelu Asterias, w których wybite zostały szyby, rozpościera się piękny widok na turkusowe Morze Śródziemne.

Ściana innego hotelu, Argolis, została porośnięta gigantycznym pnączem. Widok jak z postapokaliptycznych seriali "The Last Of Us" czy "The Walking Dead".

Docieram do plaży w Warosii. Kolejne miejsce, do którego powoli wkrada się komercja.
Ratownik, nowoczesne leżaki i beach bar. Tylko nie ma tu tłumów, jak w innych miejscach na Cyprze. Krystalicznie czysta woda, która niegdyś była magnesem na turystów, dziś obmywa właściwie pusty brzeg.

Spacer po Warosii to podróż w głąb najnowszej historii Cypru. To nie tylko zwiedzanie opuszczonych ruin, ale też refleksja nad politycznymi konfliktami. Delikatna kwestia, która dzieli Turków i Greków cypryjskich.
Mimo że została otwarta turystyczna trasa, to miasto-widmo nadal pozostaje w sercu nierozwiązanego konfliktu.







