Reklama

Józef Uznański i historyczny skok z kolejki na Kasprowy Wierch

Józef Uznański - prawdziwa legenda Tatr /GÓRY TV /YouTube

Reklama

Przynajmniej kilka postaci zapisało się złotymi zgłoskami w historii Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jedną z nich był Józef Uznański, znakomity narciarz, kurier tatrzański i uznany ratownik. W ucieczce przed niemiecką obławą skoczył z wagonika kolejki zmierzającej na Kasprowy Wierch.

O tym się nie mówi. Katastrofa ekologiczna w Tatrach

Józef Uznański urodził się wraz z nadejściem wiosny 1924 roku. 

Mały zakopiańczyk, zwany Ujkiem, prędko objawił narciarski talent. Pierwsze zawody - bieg na stumetrowym dystansie na Lipkach - wygrał w wieku zaledwie czterech lat. Z czasem dorobił się pozycji czołowego narciarza młodego pokolenia. Marzył o starcie w mistrzostwach świata FIS, które w lutym 1939 roku rozegrano w Zakopanem, ale regulamin nie dopuszczał do rywalizacji zawodników poniżej szesnastego roku życia.

Reklama

Narciarz na kurierskim szlaku

Dalsze ambitne plany sportowe Ujka pokrzyżowała wojna.

W trakcie niemieckiej okupacji spora grupa czołowych narciarzy, przewodników, ratowników i taterników ruszyła na kurierskie szlaki, przenosząc przez zaśnieżone góry rozkazy, dokumenty, broń, gotówkę, często też - eskortując polityków lub żołnierzy aż na Węgry.

Chociaż w razie wpadki najniższą z możliwych kar były tortury w zakopiańskiej placówce gestapo (Palace: Symbol okrucieństwa Niemców na Podhalu) lub odesłanie do więzienia czy obozu, chętnych nie brakowało. Do służby zgłosił się również Ujek, w trakcie II wojny światowej żołnierz Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego z czasem na Armię Krajową.

Na kurierskim szlaku Józefa Uznańskiego spotkało zapewne wiele niebezpiecznych przygód, jednak żadna scena z jego życiorysu nie przebiła się tak mocno do masowej wyobraźni, jak słynny skok z wagonika kolejki zmierzającej na Kasprowy Wierch.

Skok, który przeszedł do historii

Działo się to zimą 1944 roku. 

Ujek zmierzał na Słowację na spotkanie z leśniczym. W związku z tym, że poprzedniej nocy spadło sporo śniegu, postanowił skorzystać z kolejki, zamiast brnąć godzinami w odbierającym siły gęstym białym puchu. 

Wyjazd na Kasprowy Wierch nie był zarezerwowany wyłącznie dla Niemców (napis Nur für Deutsche “zdobił" za okupacji liczne budynki, miejsca użyteczności publicznej i środki transportu), ale Józef Uznański miał pecha. Trafił na patrol.

"Przy drzwiach stał gestapowiec. Polak, który poszedł na usługi Niemców. Znał mnie. (...) Byłem pewny, że wysiądę na Myślenickich Turniach i pójdę swoją drogą. Drzwi były jednak zamknięte, po peronie spacerowali żandarmi. Nie było wyjścia, trzeba było jechać na Kasprowy. (...) Kolega konduktor podpowiedział mi, że nie ma mowy o tym, bym przeszedł na Kasprowy, tak Niemcy pilnowali" - wspominał w rozmowie z Agnieszką Szymaszek dla serwisu NaszKasprowy.pl.

To konduktor narażając się na represje ze strony okupantów (był później przesłuchiwany) powiedział Ujkowi, że otworzy drzwi i umożliwi mu skok. W wagoniku było niewiele osób, dzięki czemu narciarze mogli zabrać ze sobą deski do środka. Zazwyczaj wożono je w koszach na zewnątrz. 

W odpowiedniej chwili, kiedy wagonik znajdował się nad Żlebem pod Palcem, konduktor odsunął drzwi i dał znak do skoku. Józef Uznański mocno złapał narty i... tyle go widzieli.

"Kilka metrów mogło być, ale to było po dużych opadach śniegu, było bezpiecznie. I znałem ten zjazd. Trenowałem tam z Bronkiem Czechem. Wiedziałem, że mogę tam zjechać. Bałem się, bo jechałem za szybko, ale wszystko skończyło się dobrze" - opowiadał Ujek.

Znacznie bardziej wyczerpujący od samego zjazdu okazał się marsz w grząskim śniegu. Józef Uznański wspominał, że szedł całą noc, byle dalej od oczu nieprzyjaciela. Nad ranem dotarł na Halę Gąsienicową. Przez dzień ukrywał się w starym schronisku. Wieczorem, kiedy zorientował się, że nikt go w tej części Tatr nie szuka, pomknął za swoimi sprawami.

***Zobacz także***

Pozostałe ucieczki Józefa Uznańskiego

Nie była to jedyna ucieczka Ujka przed okupantem. 

W kolejnych latach wyrywał się z rąk komunistów. Po raz pierwszy - tuż po wojnie - zbiegł z transportu odjeżdżającego ze Słowacji na Sybir. Niedługo później wpadł w ręce NKWD, ale znów dopisało mu szczęście. Jeszcze w 1945 roku wrócił do Zakopanego, ale brak perspektyw w połączeniu z przynależnością do AK zmusiły go do wyjazdu na Ziemie Odzyskane, gdzie rygory były niższe, a możliwość ukrycia się zdecydowanie większa.

Przynajmniej w teorii. W praktyce i tu znaleźli go komuniści. Aresztowany w Gorzowie Wielkopolskim, maltretowany w trakcie przesłuchań, Ujek znów zbiegł prześladowcom. Wrócił do Zakopanego, gdzie ukrywał się do 1954 roku.

Chociaż miał już 30 lat, z powodzeniem wystartował w mistrzostwach Polski w narciarstwie zjazdowym, plasując się w czołowej dziesiątce. Zdając sobie sprawę, że metryki nie oszuka, coraz więcej czasu zaczął poświęcać nie sportowi, lecz ratownictwu.

A jakim był ratownikiem? Koledzy mówią o nim krótko: legenda.

"Odważny człowiek gór, przewodnik pierwszego psa lawinowego w Polsce, uczestnik ponad 300 wypraw ratunkowych w Tatrach w tym w szeregu tych najtrudniejszych - po taterników potrzebujących pomocy w największych ścianach tatrzańskich. Doskonały instruktor, wychowawca wielu pokoleń ratowników górskich - po prostu: Ujek. Przy tym niezwykle skromny i otwarty człowiek, wspaniały kompan nie tylko w górach" - czytamy na stronie internetowej TOPR.

Józef Uznański zmarł 20 lutego 2012 roku w Zakopanem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL