Reklama

Polski rząd współpracuje z Microsoftem

Dlaczego minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn spotyka się z wiceszefem Microsoftu Kevinem Turnerem i ile wydaje państwo na zakup komercyjnych programów?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji udzieliło odpowiedzi na te pytania po zgłoszeniu interpelacji poselskiej przez posła Marka Biernackiego. Interpelacja została złożona 9 stycznia br. i nawiązywała do spotkania ministra MSWiA z wiceszefem Microsoftu Kevinem Turnerem.

Biernacki zapytał m.in. o to, w jaki sposób minister MSWiA pragnie pogodzić ˝nadrzędną zasadę neutralności technologicznej państwa˝ z powołaniem Centrum Otwartych Rozwiązań dla e-Administracji (CORA), w którym pierwszy projekt będzie finansowany przez Microsoft, a więc - jak domyśla się Biernacki - oparty na zamkniętych rozwiązaniach tej firmy.

Reklama

Biernacki pytał również o to, jakie konkretne działania i projekty prowadzone przez CORA pozwolą zmniejszyć samorządom koszty wdrażania rozwiązań informatycznych. Pytał też, czy w Polsce istnieje konieczność wydawania pieniędzy na drogie i zamknięte systemy.

"Neutralność technologiczna" wg MSWiA

Co na to ministerstwo? W zasadzie nie udzielono dokładnej odpowiedzi na pytania posła. W odpowiedzi na interpelację czytamy m.in., iż minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o rozszerzeniu współpracy pomiędzy polską administracją publiczną a Microsoftem oraz o podpisaniu umowy dotyczącej Government Security Program (GSP), dzięki której polska administracja "uzyska dostęp do nowych technologii i szerokiej wiedzy technologicznej".

Umowa GSP ma gwarantować m.in. dostęp do kodu źródłowego oprogramowania z rodziny Microsoft Office oraz Windows Vista. Ma także umożliwiać administracji publicznej wprowadzenie własnych systemów kryptograficznych do systemu Windows, co oznacza możliwość stosowania własnych metod i narzędzi kryptograficznych zintegrowanych z systemem operacyjnym.

Według MSWiA, takie podejście do sprawy nie jest sprzeczne z nadrzędną zasadą neutralności technologicznej państwa, gdyż minister do spraw informatyzacji działał "bez preferowania określonych podmiotów, jak i ich dyskryminacji". W dokumencie MSWiA znajdują się bardzo ogólnikowe stwierdzenia dotyczące korzyści, jakie przyniesie CORA.

Windows i MS Office za miliony złotych

Mimo, że MSWiA twierdzi, iż nie preferuje i nie dyskryminuje nikogo, to jednak trzeba przyznać, że obraz rozwiązań informatycznych w polskiej administracji przedstawia raczej rynek dla jednej firmy.

Przedstawiciele MSWiA przyznają w odpowiedzi na interpelację, iż w urzędach zdecydowanie dominuje system Windows, który jest zainstalowany na 94 proc. do 98 proc. urządzeń w zależności od województwa. Oprogramowanie z otwartym kodem zyskuje jednak na popularności i jest wprowadzane zwłaszcza w urzędach gminnych.

W pracy biurowej urzędnicy zdecydowanie częściej korzystają z pakietu Microsoft Office niż OpenOffice.org. W dokumencie czytamy, iż "średnia liczba pakietów MS Office we wszystkich badanych urzędach wyniosła 47,91 proc. w porównaniu do średniej liczby pakietów biurowych Open Office - 12,39 proc.". Prawdopodobnie należy przez to rozumieć, że odsetek komputerów w urzędach, na których zainstalowano wymienione oprogramowanie wynosi odpowiednio 47,91 proc. i 12,39 proc..

Przedstawiciele MSWiA podkreślili, że pojęcie "otwarte oprogramowanie" nie oznacza oprogramowania darmowego. Przyznali co prawda, że część oprogramowania otwartego dystrybuowana jest przy niskich lub zerowych kosztach, ale ich zdaniem wobec tego nie jest możliwa precyzyjna analiza szacunków oszczędności, która uwzględniałaby koszty migracji oraz integracji różnych systemów istniejących w gospodarce.

W dokumencie znajdujemy również informacje o wydatkach administracji na oprogramowanie. Wyniosły one około 330 milionów złotych, przy czym większość z nich przypadała na... systemy operacyjne i aplikacje biurowe.

Marcin Maj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama