To dzięki należącemu do Amerykańskiej Agencji Kosmicznej robotowi Opportunity potwierdziliśmy swoje przypuszczenia, że na Czerwonej Planecie istniały kiedyś rzeki i morza, a stąd już blisko do rozkwitu biologicznego życia, które miało tam idealne warunki ku temu ponad 3 miliardy lat temu. Łazik odkrył na powierzchni też najdziwniejsze formacje skalne, a nawet kosmiczne skały pochodzące z głębi kosmosu. Ukazał nam też niezwykłe oblicze tej planety, jakiego nikt nigdy nie widział, a nawet sobie nie wyobrażał.
Opportunity został zaprojektowany i zbudowany w ten sposób, by funkcjonował na powierzchni tej niegościnnej planety mniej więcej 90 dni. Okazało się jednak, że użyte technologie i mnóstwo szczęścia pozwoliło przetrwać mu blisko 15 lat. W tym czasie w swojej eksploracji planety pokonał blisko 45 kilometrów i wysłał na Ziemię 218 tysięcy zdjęć. Niestety, w końcu poległ na skutek najbardziej groźnego i dynamicznego zjawiska, które od czasu do czasu występuje na Marsie.
Mowa tutaj o globalnych burzach pyłowych. Powstają one na małym obszarze i z biegiem tygodni rozprzestrzeniają się na całą planetę, ostatecznie pogrążając większą jej część w mroku. To bardzo ekstremalne warunki dla łazików, które były zasilane energią dostarczaną za pośrednictwem paneli solarnych znajdujących się na ich pokładach.
Robot przeżył kilka tego typu zjawisk i dalej normalnie eksplorował powierzchnię. Jednak burza pyłowa, która szalała w atmosferze Czerwonej Planety pomiędzy majem a wrześniem ubiegłego roku, tym razem mocno dała się we znaki Opportunity. Naukowcy wprowadzili urządzenie w stan uśpienia, by zaoszczędzić energię, ale po ustaniu burzy już nie udało im się go wybudzić. Specjaliści z NASA mieli nadzieję, że diabełki pyłowe oczyszczą panele, jak to bywało w przeszłości, ale tak się nie stało.
W ciągu ostatnich 8 miesięcy podjęto ponad 800 prób zawiązania kontaktu z łazikiem, ale wszystkie okazały się bezskuteczne. Zespół odpowiedzialny za obsługę misji z NASA-JPL wczoraj poinformował, że oficjalnie kończy pracę łazika MER-B. Na obszarze, gdzie znajduje się robot, w najbliższych tygodniach nadejdzie zima. Wówczas temperatura spadnie do minus 100 stopni Celsjusza, więc jeśli w akumulatorach łazika jest jeszcze trochę energii, to takie warunki ostatecznie je rozładują, a wtedy nie będzie już żadnej nadziei na możliwość nawiązania kontaktu z Ziemią.
Źródło: GeekWeek.pl/ / Fot. NASA








