Świstak przemówił. Szykujcie się na więcej zimy
Tradycji stało się zadość. 2 lutego w miasteczku Punxsutawney w stanie Pensylwania na scenie pojawił się najbardziej znany meteorolog wśród gryzoni - świstak Phil. Gdy tylko został wyciągnięty z nory, ujrzał swój cień, co oznaczać ma sześć kolejnych tygodni zimy.

Phil przepowiada pogodę nieprzerwanie od końca XIX wieku, a jego występ co roku przyciąga tłumy i kamery. Zgodnie z tradycją, jeśli zobaczy swój cień, zima będzie trwać, a jeśli nie, jest szansa na szybsze przyjście wiosny.
Świstak, który częściej się myli niż trafia
Choć dla Amerykanów Phil jest niepodważalnym symbolem zimowej prognozy, jego skuteczność pozostawia wiele do życzenia. Według danych NOAA, w ciągu ostatnich 20 lat trafił tylko w 35 proc. przypadków - mniej niż gdyby po prostu rzucał monetą.
W zeszłym roku zapowiadał długą zimę, tymczasem luty był niemal w normie, a marzec okazał się szóstym najcieplejszym w historii USA. Trudno więc uznać, że świstak ma lepszy dostęp do danych meteorologicznych niż satelity.
Kiedy tradycja zderza się z nauką
Podczas gdy Phil cieszy się swoim pięć minut sławy, prawdziwi meteorolodzy z National Weather Service przedstawiają nieco bardziej złożony obraz lutowej aury - zwłaszcza że w tym roku zima w USA przypomina dwie równoległe rzeczywistości.
Na wschód od Gór Skalistych panują mrozy i śnieżyce, które przynoszą nawet śmiertelne ofiary, a na zachodzie, w tym w Phoenix i Las Vegas, notują najcieplejszą zimę w historii.
Dane NOAA nie pozostawiają też wątpliwości - zima jest najszybciej ocieplającą się porą roku na 75 proc. terytorium USA. To efekt globalnego wzrostu temperatur i zmian klimatycznych, które czynią ekstremalne mrozy coraz rzadszym zjawiskiem.










