Reklama

Jak działa internet w samolocie? Sieć WiFi na wysokości 12 kilometrów

Dostęp do internetu podczas długich lotów samolotem oferuje coraz więcej przewoźników. WiFi w chmurach nie jest tak prostą sprawą, jak się wydaje. Zapomnij o prędkości przesyłania danych, jaka jest dostępna na ziemi.

Jeszcze kilka lat temu nikt nie mógł nawet marzyć o tym, aby podczas lotu samolotem nad oceanem można było odpowiadać na e-maile, komentować wpisy na portalach społecznościowych czy oglądać film z sieci. Od kilku lat na pokładach samolotów trwa prawdziwa internetowa rewolucja, a kolejni przewoźnicy oferują w cenie biletu (lub za opłatą) dostęp do WiFi na pokładzie. Rynek związany z usługą dostępu do sieci na pokładach samolotów już dziś jest oceniany na 5 miliardów dolarów, a w roku 2030 wzrośnie nawet do 12 miliardów. Pasażerowie są gotowi dopłacić nawet 50 dolarów do ceny bilety, aby w czasie długiej podróży nadrobić na laptopie zaległości i obejrzeć film w sieci, na co ciągle nie było czasu.

Reklama

Pierwsze WiFi nad chmurami

Choć trudno w to uwierzyć, ale pierwszy dostęp do internetu na pokładzie samolotu zaoferowała niemiecka Lufthansa w 2004 roku. Usługa znana pod nazwą "Connexion" została opracowana przez Boeinga i nie przyjęła się ze względu na wysokie ceny. Była dostępna podczas lotu samolotami Lufthansy na trasie Monachium - Los Angeles, ale zrezygnowano z niej w 2006 roku. Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z nadejściem ery smartfonów i mediów społecznościowych.

WiFi na pokładzie. Jak to działa?

Istnieją dwa sposoby na zapewnienie na pokładzie lecącego samolotu stałego połączenia z internetem. Pierwszy jest znany jako "powietrze-ziemia" lub ATG. Działa w podobny sposób jak internet podczas jazdy samochodem. Do samolotu są przymocowane bardzo silne anteny telefonii komórkowej, które są w stanie z wysokości nawet 12 kilometrów wychwycić sygnał z wież komórkowych na ziemi. To rozwiązanie ma bardzo duże minusy, gdyż transmisja jest narażona na zakłócenia. System "ziemia-powietrze" przestaje działać wtedy, kiedy samolot znajduje się nad oceanem lub pustynią. Jest także mało wydajny - maksymalne prędkości dla systemów ziemia-powietrze wynoszą 5 Mbit/s (megabitów na sekundę), co i tak musi być dzielone przez wszystkich pasażerów.


Satelity zmieniły wszystko

Prawdziwa rewolucja nastała wraz z pojawieniem się na orbicie satelitów do przesyłania internetu typu Starlink Elona Muska. Samoloty są wyposażone w specjalny moduł z anteną, który łączy się z satelitą i jest w stanie przesyłać dane z prędkością 100 Mbit/s. System łączności typu powietrze-powietrze zapewnia stabilny internet i decydują się na niego kolejne linie lotnicze. Wystarczy wymienić Intelsat, który posiada sieć 50 satelitów i korzystają z niego tacy giganci wśród przewoźników jak American, Delta czy British Airways. 


Nie oczekujcie, że podczas lotu internet będzie działał tak, jak na ziemi. Satelitów jest wciąż zbyt mało, aby można było zapewnić stabilną transmisję danych.

Kolejną sprawą są ceny usług podniebnego dostępu do sieci. Nie wszyscy są gotowi płacić więcej za bilet, aby móc na pokładzie serfować po internecie. Rozwiązaniem mogą być reklamy pokazujące się na ekranach komputerów czy smartfonów wyłącznie podczas lotów, dzięki czemu dostęp do usługi WiFi będzie bezpłatny. 

Firmy zajmujące się instalacją modułów satelitarnych na pokładach samolotów zapewniają, że ta technologia robi ogromny postęp. Już wkrótce pasażerowie samolotów nie będą w stanie odróżnić połączenia za pomocą szybkiego internetu w samolocie od tego, który mają u siebie w domu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy