Błędna diagnoza raka płuc w pandemii. Operacja na podstawie przypuszczeń?
Erica Hay, 53-letnia Brytyjka, przeżyła dramatyczną pomyłkę medyczną podczas pandemii COVID-19, gdy błędnie zdiagnozowano u niej raka płuc zamiast zapalenia płuc. Z konieczności poddała się poważnej operacji, która nie była potrzebna, co wpłynęło negatywnie na jej zdrowie i życie zawodowe.

Pewna Brytyjka, matka trójki dzieci, otrzymała diagnozę raka płuc. Z powodu obowiązujących wówczas ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 nie można było wykonać biopsji, jednak lekarze wyrazili 99,9 proc. szans na to, że się nie mylą. Dwa tygodnie po wycięciu części dolnego płuca powiedziano 53-letniej Erice Hay, że nie ma raka, a guz w jej płucu powstał w wyniku zapalenia płuc.
Brak odpowiedniej diagnostyki z powodu pandemii
Kobieta po raz pierwszy zgłosiła się na oddział ratunkowy Doncaster Royal Infirmary w lipcu 2020 r. z bólem w ramieniu i klatce piersiowej. Wykonano szereg badań i lekarze stwierdzili, że na 99,9 proc. jest to rak - jednak nie można było tego zweryfikować z powodu obostrzeń.
Tomografia komputerowa i tomografia PET wykazały obecność masy w dolnym płacie prawego płuca. Pomimo że Hay nie paliła, specjaliści podejrzewali raka płuc, który rozprzestrzenił się na węzły chłonne. Mieli nadzieję, że wykryli chorobę we wczesnym stadium.
- Musiałam wrócić do domu i powiedzieć dzieciom i rodzicom, że mam raka. Starałam się być dla nich silna, ale po prostu się załamałam - powiedziała w wywiadzie dla BBC. - Słyszysz słowo rak i automatycznie myślisz, że umrzesz.
Osiem tygodni po postawieniu diagnozy przeprowadzono operację, podczas której usunięto połowę chorego płuca i otaczające je węzły chłonne.
- W pełni zaufałam ich planowi opieki i zgodziłam się na wszystko, co uznali za najlepsze dla mnie, tak jak zrobiłaby większość osób. To ich zawód i specjalizacja, więc dlaczego miałabym kwestionować ich decyzje?
Fatalna pomyłka lekarzy kosztowała pacjentkę zdrowie
Po operacji Hay nie mogła chodzić na dłuższe dystanse ani ćwiczyć. Od 17. roku życia ma astmę, a usunięcie części płuca bardzo pogorszyły jej problemy z oddychaniem. Stała się bardziej zależna od inhalatora.
- Byłam równie zszokowana, gdy dowiedziałam się, że nie mam raka, jak wtedy, gdy po raz pierwszy mi o nim powiedziano. Koniec końców, infekcję można leczyć farmakologicznie - nie potrzebowałam operacji, która zmieniła moje życie.
Miało to także wpływ na jej karierę jako asystentki pielęgniarki neonatologicznej - obecnie 53-latka rozważa przejście na wcześniejszą emeryturę ze względów zdrowotnych.
Po wyjściu sprawy na jaw kobieta wniosła sprawę o zaniedbanie w leczeniu do kancelarii prawnej Medical Solicitors. Pomimo że żadna z zaangażowanych placówek szpitalnych nie przyznała się do odpowiedzialności ani związku przyczynowego, sprawa została rozwiązana na drodze ugody.
- Nigdy nie chodziło o pieniądze, chodziło o uznanie tego, co się stało, i ułatwienie życia w miarę pogarszania się mojego stanu zdrowia - stwierdziła Erica, dodając, że obecnie może jedynie spacerować przez krótkie chwile, a z powodu uszkodzenia nerwu ciężko jej nawet gotować. - Ma to wpływ na moją pracę, moje codzienne życie i czasami sprawia, że czuję się niekompetentna jako matka i żona.












