Reklama

Nowy koronawirus wykryty w Szwecji. Czy jest groźny?

Nowy gatunek koronawirusa wykryto u gryzoni pospolitych także w Polsce. Nie ma jednak powodów do obaw. Warto jednak zachować ostrożność w kontakcie z dzikimi gryzoniami z innych powodów.

Koronawirus SARS-CoV-19, który spowodował światową pandemię pochodził od nietoperzy. Zanim zaczął zakażać ludzi, trafił też do łuskowców. Nie są to jednak jedyne zwierzęta, które mogą przenosić koronawirusy.

Badacze ze Skandynawii odkryli, że w pospolitych nornicach rudych ukrywa się nowy, dotąd nieznany szczep koronawirusa. Nazwali go wirusem Grimsö, od nazwy miejscowości na zachód od Sztokholmu, gdzie go znaleziono.

Nornice to pospolite w Europie gryzonie. Żyją także w Polsce. Czy mamy się czego obawiać? Zdecydowanie nie, a na pewno nie teraz.

Reklama

Betawirusy, jak wirus z Grimsö, nornice przenoszą od lat

Badania prowadzone w latach na 450 nornicach jeszcze w latach 2015-2017 wykazały, że co trzydziesty gryzoń jest nosicielem betakoronawirusów. To ta sama rodzina wirusów, które wywołują zwykłe przeziębienia i do której należy także SARS-CoV-2.

To, że betakoronawirusy zakażają nornice wiadomo zatem już od wielu lat. Nic groźnego w tym czasie się nie stało. Wirusy podobne do wirusa z Grimsö krążą wśród nornic od Francji, przez Niemcy, po Polskę, jak wynika z badań opublikowanych w "Viruses".

Warto jednak dmuchać na zimne. Naukowcy będą baczniej obserwować nornice i wirusa z Grimsö. Z pewnością zechcą poznać jego genetyczny kod.

Gorączka krwotoczna w Polsce? Tak, przenoszą ją nornice - ale jest łagodna

Powinniśmy unikać nornic z innego powodu. Te urocze gryzonie przenoszą wirusa Puumala, który wywołuje gorączką krwotoczną z zespołem nerkowym (hemorrhagic fever with renal syndrome, HFRS).

W porównaniu do innych wirusów z tej grupy (hantawirusów), ten jest dość łagodny. U większości osób wywołuje on objawy podobne do zwykłego przeziębienia lub grypy. Średnio ciężki przebieg HFRS z zaburzeniami pracy nerek zdarza się rzadko. Śmiertelność nie przekracza 0,5 proc. (przypadku azjatyckiego wirusa hanta jest to nawet 20 procent).

Wirus nie przenosi się z człowieka na człowieka, groźne są odchody i wydzieliny gryzoni. Pierwsze potwierdzone zachorowanie na HFRS w Polsce odnotowano na Podkarpaciu od 2004 roku. Zachorowania ograniczają się do Polski południowo-wschodniej, w szczególności Bieszczadów.

Na terenie Polski zidentyfikowano też inny wirus z tej rodziny, Dobrava-Belgrad, który przenoszą myszy leśne. Teoretycznie zaś każde zwierzę stałocieplne może przenosić wściekliznę. Nowy wirus z Grimsö nie jest więc jedynym potencjalnym zagrożeniem, jakie przenoszą rodzime dzikie gryzonie. 

Ciekawostką jest, że większość zachorowań ma miejsce rok po tym, gdy owocują buki (co dzieje się raz na kilka lat). W latach gdy bukowych orzeszków jest pod dostatkiem rośnie populacja gryzoni. Gdy w kolejnym ich zabraknie, w poszukiwaniu pożywienia nornice i myszy częściej odwiedzają ludzkie siedziby.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy