Reklama

Oto innowacyjny test na malarię. Wystarczy przykleić plaster i już mamy wynik

O uniwersalności stosowania plastrów z mikroigłami pisaliśmy już wielokrotnie, a dziś dostajemy tego kolejny przykład - mowa o nowej formie testów wykrywających malarię.

Malaria to najczęściej występująca na świecie choroba zakaźna, na którą co roku choruje ponad 220 mln osób - dla przykładu w 2018 roku było to 228 milionów zachorowań, które doprowadziły do 405 tysięcy zgonów. Zachorowania poza terenami endemicznego występowania tej choroby (warto zaznaczyć, że kiedyś należała do nich również Polska!) spotykane są stosunkowo rzadko, więc jak łatwo się domyślić są regiony, gdzie jest ona prawdziwą plagą. I tak jest właśnie w Afryce, gdzie obserwujemy 93% wszystkich przypadków i 94% zgonów. Jak w przypadku wielu chorób kluczowe jest tu szybkie działanie, ale niestety testy w kierunku malarii oznaczają konieczność pobrania próbki krwi, przebadania jej w laboratorium i oceny lekarzy.

Reklama

Mówiąc krótko, trwa to często za długi, szczególnie w afrykańskich warunkach, dlatego inżynierowie z Rice University postanowili to zmienić i zaprezentowali nowe urządzenie testowe, które przybiera formę plasterka z mikroigłami, potrafiącego zidentyfikować kluczowe dla malarii markery bez pobierania krwi. Tak jak w przypadku innych plastrów z mikroigłami, jak te do podawania leków na czerniaka i inne choroby czy szczepionek, całość została zaprojektowana tak, żeby proces badania był bezbolesny. 

Na każdym testowym plasterku znajduje się 16 maleńkich igiełek, które delikatnie przebijają skórę, ale nie w sposób powodujący dyskomfort. Wszystko dlatego, że igły mierzą tylko 375 mikronów szerokości i naprawdę delikatnie pobierają materiał z płynu zewnątrzkomórkowego otaczającego komórki naszej skóry, który może zawierać pewne markery zdradzające obecność choroby: - Xue i ja nakładaliśmy plaster na swoją skórę i nie czuliśmy żadnego bólu w porównaniu do nakłuwania palca czy pobierania krwi. To mniej mniej bolesne niż drzazga w palcu - powiedziałbym, że to uczucie, jakby przykleić taśmę do skóry, a następnie ją oderwać - tłumaczy Peter Lillehoj, jeden z autorów badań. 

Poza igłami plaster posiada również test paskowy analizujący płyn, który zawiera przeciwciała, reagujące w obecności pewnych biomarkerów - w tym przypadku charakterystycznych dla malarii. Urządzenie jest w stanie przeprowadzić cały test i dostarczyć wyniki, w postaci pasów w czerwonym kolorze, w dosłownie 20 minut. Co równie ważne, rozwiązanie ma być bardzo tanie i szacuje się, że każdy plaster to koszt ok. 1 dolara, a po użyciu można go po prostu oderwać i wyrzucić. Dzięki temu rozwiązanie ma szansę zrewolucjonizować wykrywanie malarii w regionach, gdzie jest problem z dostępności profesjonalnej opieki medycznej. Naukowcy podkreślają też, że pracują nad plastrami reagującymi z innymi biomarkerami, w tym również Covid-19.

Źródło: GeekWeek.pl/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy