Reklama

Afganistan zaczyna bronić się sam

Afgańczycy powoli przejmują odpowiedzialność od żołnierzy korpusu. To oni pierwsi wchodzą do wiosek i nawiązują kontakty, przełamują bariery związane z uprzedzeniami.

Szef oddziału logistyki Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego pułkownik Bogdan Dawidczyk opowiada: "W trakcie naszej misji zdarzały się ostrzały rakietowe i samobójcze ataki. W jednym z nich zginęło dwóch kierowców, którzy jechali właśnie po mnie i kolegę. W Kabulu działali kierowcy-samobójcy, przed którymi nas ostrzegano". Pułkownik, wraz ze 130 kolegami, wrócił we wrześniu z Afganistanu.

Zmiana strategii

Podczas powitania żołnierzy w Koszarach Bałtyckich dowódca korpusu, generał broni Rainer Korff, przypomniał, że jego podwładni służyli w Kabulu w czasie, gdy wdrażano nową strategię. Jej celem było rozszerzenie współpracy z armią i policją afgańską, które wraz z władzą cywilną mają przejąć pełną kontrolę nad krajem. Zgodnie z założeniami nowej strategii rola Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) w tym procesie ma ograniczać się do udzielania pomocy administracji i armii.

Reklama

Oficerowie i podoficerowie MNC NE (Multinational Corps Northeast) przez pół roku pracowali w Dowództwie ISAF i Połączonym Dowództwie ISAF (IJC), które zaczęły funkcjonować jako nowa struktura dowodzenia operacją w Afganistanie. Żołnierze korpusu zajmowali stanowiska w komórkach logistycznych, personalnych, finansowych, planowania operacji i rozpoznania. Niektórzy zajęli się rozwijaniem współpracy cywilno-wojskowej oraz kontaktami z afgańskimi armią i policją.

Zadaniem kierowanej przez pułkownika Dawidczyka sekcji planowania logistycznego było monitorowanie zaopatrzenia w środki materiałowe i techniczne baz, za których funkcjonowanie odpowiada bezpośrednio IJC. "Ponieważ logistyka tego przedsięwzięcia opiera się na kontraktach opłacanych ze wspólnego budżetu NATO, to jej znaczenie jest dominujące", mówi pułkownik. "Zleceniobiorca odpowiada za dostawy, a pion logistyki - za nadzór nad sprawnym i skutecznym działaniem zleceniodawcy".

Dobra logistyka to podstawa

Ten nadzór nie mógł odbywać się wyłącznie zza biurka, stąd konieczność częstych wyjazdów w teren, które mimo policyjnych i wojskowych patroli na każdym kabulskim skrzyżowaniu wiązały się z dużym niebezpieczeństwem. Znaczenie logistyki w Afganistanie podkreśla generał brygady Josef Heinrichs, który szefował Oddziałowi Planowania Logistycznego (CJ4) w IJC. Zwraca on uwagę na to, jak ważne dla logistyków były punkty przekraczania granic i kontakty z władzami sąsiednich krajów: Pakistanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu, które zabezpieczały u siebie szlaki lądowe, wykorzystywane do zaopatrywania sił ISAF.

"Na przykład sierpniowa powódź w Pakistanie miała natychmiastowy wpływ na płynność zaopatrzenia dla ISAF". Generał podkreśla, że jednym z podstawowych elementów pracy logistyka były wyjazdy w teren; do obozów, na szlaki, na spotkania z osobami odpowiedzialnymi za przepływ zaopatrzenia na granicach. "Tam nie wystarczy kontakt telefoniczny czy e-mail. Trzeba fizycznie być i przekonać tych ludzi, że muszą pomóc w zapewnieniu ciągłości dostaw".

Pomoc i nauka

Pułkownik Dawidczyk i generał Heinrichs wskazują na powiązanie współpracy logistycznej z afgańską armią i policją z nową strategią przekazywania władzy tego kraju jego mieszkańcom. "Spotykaliśmy się co tydzień z szefami armii i policji, by wspólnie ustalić, w jaki sposób Afgańczycy mogą lepiej rozwiązywać swoje problemy logistyczne i jak my możemy im w tym pomóc", wyjaśnia generał Heinrichs.

To była - zdaniem generała - zasadnicza różnica w porównaniu z poprzednią misją kadry korpusu w 2007 roku. W trakcie zakończonej właśnie tury żołnierze MNC NE oraz inni sztabowcy w Kabulu starali się wyrobić i ukształtować w Afgańczykach poczucie samowystarczalności oraz przygotować ich do sprowadzenia ISAF do roli pomocnika i doradcy. Najbardziej widoczny postęp widać było w policji, która nie radziła sobie z własną logistyką i prawie całkowicie polegała na siłach ISAF. W formacji liczącej ponad 130 tysięcy funkcjonariuszy nie było żadnych oddziałów logistycznych zajmujących się dostarczaniem zaopatrzenia dla posterunków w głębi prowincji. "Kiedy wyjeżdżaliśmy, policja dysponowała już oddziałami, których codziennym zadaniem było zaopatrywanie placówek w otoczeniu Kandaharu, Kabulu, Mazar-e Sharif i Heratu w amunicję, broń oraz posiłki".

Żołnierze korpusu pomagali również w przełamywaniu stereotypu myślenia w kategoriach tylko następnego dnia. "Jeśli posterunek liczy sześciu policjantów, to potrzebuje nie dwunastu posiłków na dwa dni, lecz zestawu na cały miesiąc", przekonuje generał Heinrichs. "Głodny policjant nie będzie się dobrze bronił. Muszą to zrozumieć i my im w tym pomagamy. Gdy porównuję rok 2007 z 2010, to postęp jest niesamowity".

Marceli Kwaśniewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy