Byłem w tajnej szkole operatorów dronów w Ukrainie. To przyszłość wojny?
Drony stały się jednym z symboli wojny w Ukrainie. Z często cywilnych narzędzi, zostały zmienione w prawdziwe maszyny zniszczenia. Podobnie jak ich operatorzy, którzy ze zwykłych obywateli musieli stać się skutecznymi żołnierzami. W czwartą rocznicę wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie sam zobaczyłem, jak wygląda szkolenie operatorów dronów i sprawdziłem, jak od 2022 roku zmieniło się wykorzystanie dronów na polu walki.

W skrócie
- Dronarium Academy szkoli operatorów dronów w Ukrainie, wykorzystując doświadczenia z frontu.
- Od 2022 roku w ośrodkach akademii przeszkolono 18 tysięcy osób, zarówno żołnierzy, jak i ochotników.
- Szkolenia obejmują obsługę różnych typów dronów oraz techniki unikania zagrożeń na froncie.
- Trwają przygotowania do otwarcia centrum szkoleniowego Dronarium Academy w Polsce.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Konglomerat dronowy
W tym miejscu wiele osób mówi o "poprzednim życiu" - życiu przed pełnoskalową wojną z Rosją. Towarzyszy mi Igor, który w poprzednim życiu był pilotem wojskowego śmigłowca. Jak słyszę, to jeden z nielicznych, który jeszcze żyje. Wojnę zaczynał w służbie, latając na większych maszynach, został przeniesiony do latania dronami. Obok niego jest też Stas, który w poprzednim życiu był fotografem, filmowcem i dziennikarzem. Dziś swoje oko do szczegółów wykorzystuje do tłumaczenia, jak dobrze prowadzić obserwację z drona. Towarzyszy mi także osoba, która tak jak ja nie ma "poprzedniego życia" - Polak, Marek Ptak. Właściciel firmy z branży bezpieczeństwa, który dużą część swojego życia poświęca teraz temu miejscu - Dronarium Academy.
Gdyby Rosjanie poznali jego dokładną lokalizację, szybko chcieliby je zrównać z ziemią. Szkoli się tu być może jednych z najgroźniejszych ludzi w ukraińskiej armii. Dronarium Academy to specjalna szkoła obsługi bezzałogowców, bazująca w dużej mierze na doświadczeniach z frontu rosyjsko-ukraińskiego. Ćwiczą tu żołnierze odesłani na specjalny kurs operatora dronów oraz ochotnicy, którzy chcą lub myślą zostać takim operatorem.
Dziś Dronarium Academy ma kompleksy w kilku ukrytych lokalizacjach. Od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, wyszkolono w nich aż 18 tys. osób. Obok akademii, Dronarium ma także część zajmującą się produkcją dronów na potrzeby ukraińskiej armii. To już swoisty konglomerat dronowy, choć zaczynał tylko od...kilku osób.
- Przed wybuchem pełnoskalowej wojny ta grupa już zajmowała się dronami. Chcieli więc wykorzystać swoje umiejętności, aby pomóc w obronie. Pierwsze kursy bojowego użycia dronów organizowane były już w marcu 2022. Część zespołu też zaciągnęła się do armii. Na bazie doświadczenia swojego i kursantów programy były udoskonalane. Aż powstała inicjatywa Army of Drones i pozwoliła masowo szkolić żołnierzy- tłumaczy mi Marek Ptak.
Czy łatwo zostać pilotem drona?
W kompleksie, który odwiedziłem, oferowane są kursy na podniebne drony FPV oraz DJI Mavic. W Kijowie Dronarium Academy szkoli dodatkowo z obsługi m.in. bezzałogowców morskich oraz naziemnych czy tzw. dronów Baba Jaga - subklasy większych konstrukcji, mogących nawet przenosić człowieka. Operowanie takimi dronami wymaga już większego doświadczenia, ze względu na ich wartość na polu walki. Wiele z tych maszyn ratowało żołnierzy na froncie, przenosząc im zaopatrzenie i medykamenty.

Przed wizytą w Dronarium Academy nigdy nie latałem dronem. Był to więc sprawdzian, czy osoba nawet "wzięta z ulicy" może zostać operatorem. Na początku dostałem najłatwiejszą opcję do latania - drona DJI Mavic. To jeden z najpopularniejszych cywilnych dronów na świecie. W Ukrainie wykorzystywany jest przede wszystkim do zwiadu. Kurs na niego trwa w Dronarium tydzień. Większość rzeczy jak utrzymanie wysokości czy stabilizację lotu zrobi sam. Chwila wystarczyła, aby załapać, na czym to polega. Widać od razu, że jeśli ktoś miał doświadczenie z graniem na konsoli, bardzo szybko zrozumie podstawy i wyuczy się responsywności. Uzmysławia to, dlaczego drony stały się tak popularną bronią na wojnie. Większość potencjalnych poborowych już intuicyjnie załapie ich sprawną obsługę.
Inaczej sprawa wyglądała z kursem na FPV. Tego rodzaju drony są tańsze i mogą kosztować paręset złotych, gdzie dla porównania Mavic - ponad 10 tysięcy. Przez to nie ma nich tak dużo technologii i wymagają bardziej manualnej pracy. Sami musimy na nich kontrolować utrzymanie w powietrzu i są bardzo responsywne na każdy ruch i siłę zewnętrzną. Dlatego kurs na te drony trwa już trzy tygodnie i zaczyna się od symulatora. W Dronarium wykorzystuje się do tego grę LiftOff oraz standardowe kontrolery (znów konsolowość). Początki są trudne i wymagane jest wyrobienie w sobie wprawy, precyzji i nawyków, zaczynając nawet od dobrego chwytu. Ostatecznym testem sprawdzającym nasze umiejętności jest przelot nad specjalnym torem przeszkód w odpowiednim czasie.

Co jednak ciekawe, na kursie DJI prowadzone są też częściowe szkolenia podstawowego z modyfikowania dronów. De facto dotyczy to...obchodzenia zabezpieczeń producenta. Jednak jak słyszę od Stasa to właśnie jest potrzebne do zmiany cywilnych dronów w maszyny wojny.
- Taki standardowy DJI Mavic ma mnóstwo ograniczeń. Nie polecimy nim powyżej określonej wysokości albo w miejscach z zakazaną strefą lotów. Dużym problemem będzie też włączona lokalizacja drona, która od razu zdradzi naszą pozycję. Aby więc można było go wykorzystać na froncie, trzeba obejść te zabezpieczenia - tłumaczy mi Stas.
Wojna dronowa rozwija się szybciej
Szkolenia z obsługi dronów to jednak nie tylko kwestie lotów i techniki. Dronarium Academy kładzie duży nacisk także na wytłumaczenie jak nie stać się łatwym celem na froncie. To już zupełnie inny aspekt kursu, ale jest równie ważny, jeśli nie najważniejszy niż wiedza na temat technologii czy sposobu użycia dronów. Wszystko dlatego, że na polu walki drony są jednym z najbardziej zmieniających się elementów współczesnej wojny.
W mediach najczęściej słyszy się o technologicznym wyścigu zbrojeń. W Dronarium słyszę, że jeszcze dwa lata temu na froncie najpopularniejsze były 7-calowe drony FPV o krótkim zasięgu, które wykorzystywano praktycznie wszędzie. To właśnie tego typu konstrukcje ma na myśli m.in. Wojsko Polskie, gdy mówi o chęci umasowienia wykorzystania dronów. Niemniej z doświadczenia osób związanych z Dronarium wynika, że gdy polska armia szkoli się na konstrukcjach FPV o zasięgu do 2 kilometrów na światłowodzie, na froncie Ukrainy już regularnie wykorzystuje się większe konstrukcje FPV lecące na 20 czy nawet 30 kilometrów. Coś co ma więc dziś mały zasięg jest wręcz przestarzałym pomysłem, mimo że mówimy o czymś co dominowało pole walki jeszcze dwa lata temu. A mówimy tu tylko o jednym fragmencie tego dronowego wyścigu zbrojeń, gdzie dochodzi już m.in. powszechne wykorzystanie terminali Starlink czy eksperymentowanie z AI do nawigacji. Wszystko, aby zdobyć chociaż namiastkę przewagi.
Sama technologia to też tylko jeden z elementów, który zmienia się z dnia na dzień w wykorzystaniu dronów. Jednym z najważniejszych na froncie jest także taktyka. Chociażby sposób poruszania się operatorów zmienił się diametralnie od początku pełnoskalowego konfliktu. Kwestia jak z myśliwego nie stać się ofiarą jest ważnym aspektem w przygotowaniu przyszłych operatorów w Dronarium Academy. Wszystkie te zmiany wyznaczają kierunek projektu, który posiada nawet specjalną komórkę specjalistów, która zbiera informacje z frontu na temat tego, co, jak i z jakim efektem jest wykorzystywane w dziedzinie dronów. Na bazie tego kursy są regularnie zmieniane, a nawet redefiniowane.
- Mieliśmy grupę kursantów z państw bałtyckich, którzy po zrobieniu szkolenia postanowili do nas wrócić po roku na dodatkowy trening. Jakich było ich zaskoczenie, gdy po tym roku musieli się uczyć praktycznie wszystkiego od nowa. Jednak w ciągu tego roku działania na froncie tak się zmieniły, że musieliśmy zmienić cały program - tłumaczył mi Igor.
Naj(nie)bezpieczniejsza specjalizacja
Jak mówi mi Stas, który jest jednym z pierwszych instruktorów, na brak nowych kursantów w Dronarium nie ma co narzekać, nawet pomimo czwartego roku wojny. Każdy ma w tym swój cel i motywację. Jednak wszyscy którzy tu przychodzą mają przekonanie, jak ważna dziś może być umiejętność sprawnego operowania dronem.
- Połowa naszych kursantów to osoby, które już służą w armii i zostały wysłane na szkolenie lub planują najpierw nauczyć się obsługi dronów, a potem zaciągnąć się do wojska jako operatorzy. Druga połowa to najczęściej osoby, które myślą zrobić kurs, aby w razie poboru mieć papier, który da im funkcję operatora, zamiast szturmana. Przy tym niektórzy chcą nawet wykorzystać te umiejętności na rynku cywilnym np. w fotografii - mówi mi Stas.
Można wywnioskować, że wśród Ukraińców, którzy mogą zostać przymusowo zaciągnięci do armii, funkcja operatora drona jawi się jako bezpieczna przystań. Na froncie dobrzy piloci dronów są na wagę złota, ze względu na to, jak dużo strat mogą zadać wrogowi niewielkim kosztem. Do tego uznaje się, że nie są tak narażeni na niebezpieczeństwo, jak "zwykły żołnierz", bo dowództwo będzie dbało o to, aby służyli jak najdłużej. Muszą to robić, bo operatorzy dronów są priorytetowym celem, co paradoksalnie podnosi ryzyko śmierci.
- W rosyjskiej i ukraińskiej armii jest system swoistych punktów za zniszczenie zasobów lub zabicie specjalistów wroga, za które można dostać nagrody. W obu armiach najwięcej punktów dostaje się za zabicie operatora dronów. Jeśli tylko jest informacja, że gdzieś może znajdować się jeden taki operator, od razu zaczyna się polowanie. Jeśli jest potwierdzenie, że w jakiejś wiosce bazuje grupka operatorów w mgnieniu oka równa się ją z ziemią - mówią mi Igor.

Sam chcę walczyć
Przez Dronarium Academy przechodzą jednak nie tylko obywatele Ukrainy. Kursy odbywają też ochotnicy z wielu krajów m.in. Polski, Stanów Zjednoczonych, Australii czy państw bałtyckich. Jak słyszę, wielu z nich po kursie zaciąga się do legionów międzynarodowych, które walczą po stronie Ukrainy. Niektórzy wykazują się ogromną motywacją w osiągnięciu tego celu.
- Pamiętam, jak odbyłem tu swój pierwszy kurs, to był jeden Amerykanin. Miał ponad 50 lat. Naprawdę chciał walczyć po stronie ukraińskiej armii. Miał jednak duży problem z trzęsącymi się dłońmi. Jednak nawet to mu nie przeszkodziło zostać operatorem. Sam opracował własny sposób latania i zakończył kurs. Z tego, co wiem, zaciągnął się do Legionu Międzynarodowego i tam służył - opowiada mi Marek.
Motywacje, dlaczego ktoś z zagranicy sam chce przyjechać do Ukrainy, szkolić się z wojskowego wykorzystania są różne. O taką motywację spytałem jednego kursanta z Polski, którego poznałem podczas mojej wizyty.
- Wcześniej przyszedłem tutaj, aby zobaczyć, jak to wygląda, jak w praktyce wykorzystuje się drony. Teraz zastanawiam się, aby samemu zgłosić się do legionów zagranicznych. Sam uważam, że nieważna jest taka dokładna motywacja. Myślę, że ważne jest, aby zrozumieć, jak takie użycie dronów w walce wygląda i aby mieć pojęcie oraz umiejętności, jak to wykorzystać. Szczególnie w sytuacji, gdzie jesteśmy naprawdę blisko potencjalnego zagrożenia - powiedział mi.
Lekcje dla Polski?
Towarzyszący mi Marek jest jedną z osób spoza Ukrainy, które do Dronarium też trafiły przez ciekawość. Jak mówi, od zawsze pasjonował się militariami. Chciał zobaczyć na własne oczy, jak wygląda w praktyce "wojna dronowa" o której tyle się mówi. Gdy to poznał, postanowił sam działać w kierunku rozpowszechnienia wiedzy z Dronarium Academy w Polsce.
Obecnie Marek działa wraz z Dronarium oraz Ukraińskim Stowarzyszeniem Pilotów Dronów Gnizdo Ltd, aby uruchomić punkt szkolenia operatorów dronów w Polsce. Pierwsze publiczne informacje o tej inicjatywie pojawiły się już we wrześniu 2025 roku. Głównym celem jest zwiększenie liczby kursantów zza granicy, którzy nie chcą lub nie mogą podróżować do Ukrainy.
- Jesteśmy już prawie gotowi. Pierwsze centrum szkolenia w Polsce chcemy uruchomić w okolicach Częstochowy. Już mamy wstępne zgłoszenia chętnych, nawet od strony armii jednego państwa, która chce wyszkolić swoich instruktorów, ale poza terenem działań wojennych. Niewątpliwie jednym z celów jest także rozpowszechnienie wiedzy na temat bojowego wykorzystania dronów w Polsce, na bazie realnych i sprawdzonych doświadczeń - podsumowuje Marek Ptak.
Oglądając Dronarium od środka i słysząc wnioski obecnych tam ludzi, może być przed nami naprawdę dużo nauki.




![Wstyd nie znać tych faktów o naszej historii. 6/10 to dobry wynik [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MJN1BW51N740M-C401.webp)




