Reklama

Europejska choroba

Zamach terrorystyczny w Norwegii każe zastanowić się nad kondycją Europy.

Anders Behring Breivik to nie islamski radykał, jak sądzili eksperci od terroryzmu i niektórzy publicyści, przynajmniej do czasu identyfikacji sprawcy śmierci kilkudziesięciu Norwegów. Zamachowiec okazał się wysokim niebieskookim blondynem, rodowitym Norwegiem, który postanowił wybawić swój naród od "kulturowego marksizmu" i "muzułmańskiej zarazy". Zaczął od młodych socjalistów. Czy bestialski akt neonazistowskiego terroryzmu zainspiruje innych do dokończenia dzieła? Czy przyczyni się do przebudzenia Europy tkwiącej w pełnym obłudy marazmie? A może zwiastuje kres idei wielokulturowości? Z pewnością oznacza kompromitację dotychczasowego dyskursu.

Reklama

Kres wielokulturowości

Na niespełna pięć milionów mieszkańców Norwegii przybyszów z krajów muzułmańskich jest nieco ponad sto tysięcy, a zatem niewiele. Problem w tym, że w ostatnich latach ich liczba znacznie wzrosła, co przyzwyczajeni do swej europejskości Norwegowie muszą zauważać. Imigranci osiedlają się przeważnie w Oslo.

Obecnie co dziesiąty mieszkaniec stolicy to muzułmanin. Nie zmienia to faktu, że w Norwegii żyje dużo mniej muzułmanów niż we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii.

A jednak to tam eksplodował ukryty konflikt, który od pewnego czasu zatruwa zachodnią Europę. Spośród wymienionych krajów jedynie Brytyjczycy nie mają poważniejszych kłopotów z imigrantami, co w dużej mierze zawdzięczają innej polityce. Nie oznacza to, że nie dotykają ich żadne problemy - co pewien czas słyszymy o islamskim duchownym, który, próbując zaistnieć w mediach, grozi Zachodowi, domaga się wprowadzenia prawa muzułmańskiego czy wypowiada świętą wojnę. Są to jednak przypadki odosobnione, nie polaryzują społeczeństwa tak jak na kontynencie.

Mieszkańcy głosowali nogami

Islamofobia tak w Norwegii, jak i w innych europejskich krajach zaczęła nasilać się po terrorystycznych atakach z 11 września 2001 roku. Wzmacniały ją kolejne zamachy - w Madrycie i Londynie. Specjaliści zaczęli stawiać pytania: co jest nie tak z naszym modelem wielokulturowości, z europejskimi politykami migracyjnymi? Problem dotknął głównie Francuzów, Niemców i Holendrów, odbił się echem w Belgii, Szwajcarii, Danii i Szwecji.

Spośród wielu głosów na ten temat wyróżniają się wyważone opinie holenderskiego socjologa Paula Scheffera (autora książki "Druga ojczyzna - imigranci w społeczeństwie otwartym"). Scheffer, odpowiedzialny miedzy innymi za głośny artykuł "Klęska multikulturalizmu", którym w 2000 roku wywołał burzliwą debatę, przeanalizował polityki migracyjne w Europie na wielu płaszczyznach. Wypowiadając się na temat nierówności, stwierdził, że "segregacja stłumiła na jakiś czas wszelkie konflikty: poszczególne grupy niemal nie stykały się ze sobą, a tam, gdzie do tego dochodziło, rdzenni mieszkańcy głosowali nogami.

Zakłócenie spokoju autochtonów

Z pewnością do zmian zaistniałych w ubiegłych latach przyczyniło się to, że obecna imigracja dotyczy również klasy średniej: przestało się sprawdzać unikanie konfliktów poprzez prowadzenie odseparowanego życia, zakres imigracji stał się bowiem zbyt wielki". Nie udało się zatem utrzymać błędnego modelu getta, polegającego na zepchnięciu imigrantów w otchłań homogenicznych wspólnot zamieszkujących przedmieścia, gdzie nie mieli szans na pełną integrację ze społeczeństwem.

Przyjmując imigrantów - szczególnie z byłych kolonii francuskich oraz Turcji - liczono na to, że tania siła robocza (jak ich wówczas postrzegano) ulotni się, gdy tylko przestanie być potrzebna. Tak się jednak nie stało. Ludzie ci ściągnęli rodziny, co zakłóciło spokój autochtonów. Rdzenni Europejczycy - karmieni antyimigracyjną i antymuzułmańską propagandą lokalnych populistów - boją się zarówno o własne bezpieczeństwo (wszak wielu przestępców pochodzi z biednych, imigranckich rodzin), jak i o pogorszenie dotychczasowego statusu społeczno-ekonomicznego (imigranci zabierają pracę).

Gorliwe odkrywanie religii

Tymczasem jedną z przyczyn przemocy ze strony imigrantów jest właśnie bieda, brak perspektyw awansu społecznego, "szklane sufity" i gorsze wykształcenie młodzieży, będące efektem niedostatku rodziców i słabej znajomości języka. Koło się więc zamyka - z biedy ciężko się wydostać, szczególnie w dobie globalnego kryzysu gospodarczego, co dodatkowo potęguje frustrację ludzi i pcha ich na ścieżkę bezprawia. Młode, zagubione i wykorzenione dzieci imigrantów, które urodziły się już na europejskiej ziemi, ale z powodu braku wzorców (nieobecność lub wycofanie się ojca) oraz odpowiedniego zaplecza materialnego wracają często do tego, co wydaje im się najbliższe, do korzeni. Z neoficką gorliwością odkrywają religię przodków.

Są przy tym wabieni przez liderów radykalnych ugrupowań, którzy w pozyskaniu tych ludzi mają własne interesy. Tak zasilają szeregi organizacji ekstremistycznych. Nie ma ich wprawdzie wiele, ale już sama ich obecność budzi lęk autochtonów i gniew skrajnie prawicowych aktywistów pokroju Breivika.

Renesans nazizmu

Islamofobia czy raczej głęboka i wzbierająca niechęć do muzułmanów przypomina nieco niegdysiejszą nienawiść do Żydów, która zakończyła się katastrofą. Jak widać, Europa nie wyleczyła się w pełni z rasizmu i szowinizmu. Zepchnęła je tylko na margines, bagatelizując narastający problem. W takich okolicznościach odradzał się nazizm. Jego przedstawiciele nie widzą w Europie miejsca dla osób pochodzących z innych kontynentów, zwłaszcza muzułmanów, których jest coraz więcej.

Działalność Al-Kaidy dodała im wiatru w żagle, w związku z czym słuszne wydaje się stwierdzenie, że częściową winę za obecny stan rzeczy ponosi bin Laden i spółka. Reszta odpowiedzialności spada jednak na nas - Europejczyków.

Neonazizm w XXI wieku jest zróżnicowany i niezwykle eklektyczny, przez co wymyka się prostym sądom. Jeszcze w XX wieku utożsamiano go z hitleryzmem, ksenofobią, rasizmem, szowinizmem, oddawaniem czci führerowi i antysemityzmem. Co najciekawsze - ostatni wątek częściowo się zdezaktualizował. Miejsce Żydów zajęli muzułmanie, a Izrael stał się dla niektórych obiektem uwielbienia. Neonazizm - głównie za sprawą rosyjskich Żydów - istnieje też w Izraelu, co w pierwszej chwili wydaje się niepojęte. Sam Breivik jawi się jako oczytany pseudomyśliciel, swobodnie i wybiórczo czerpiący z wielu źródeł (również z tradycji masońskiej), który chce być postrzegany jako mesjasz, obrońca i zbawiciel chrześcijańskiej Europy. Nie można go jednak traktować jako odosobnionego szaleńca.

Groźny margines

Organizacje neonazistowskie istnieją bodaj w każdym europejskim państwie, rzadko jednak ich członkowie podnoszą na kogoś rękę. Symbolika hitlerowska jest zakazana, więc od niej stronią. Koncentrują się na agitacji i działalności publicystycznej. Widoczne są między innymi w krajach germańskich i skandynawskich - Austrii, Niemczech,

Szwecji, Danii oraz Belgii, ale też w Wielkiej Brytanii i Francji. Spekuluje się, że Breivik miał styczność zarówno z brytyjskimi, jak i szwedzkimi przeciwnikami islamu.

Z pierwszymi miał się spotkać kilka lat temu, kiedy (rzekomo) obmyślano plan sprowokowania dżihadystów do "przesadnej reakcji".

Według niemieckich służb wywiadowczych w RFN działa około 25 tysięcy skrajnie prawicowych aktywistów, w tym niespełna sześć tysięcy neonazistów. W Skandynawii mamy do czynienia z neonazistowskimi bojówkami ze Szwedzkiego Ruchu Oporu, odpowiedzialnymi za wiele aktów przemocy i morderstwo. W Danii działają nie tylko organizacje, lecz także neonazistowska partia polityczna - Ruch Narodowo-Socjalistyczny Danii.

Takich organizacji i partii politycznych jest w Europie wiele, ale dotychczas były traktowane jako niegroźny margines. W najnowszym raporcie Europolu na temat działalności terrorystycznej w UE podano, że w 2010 roku nie było żadnego aktu terroryzmu związanego z działalnością skrajnie prawicowych ugrupowań, podczas gdy zanotowano trzy o charakterze islamistycznym. Neonaziści organizowali jedynie marsze i manifestacje. Zwiększa się też ich aktywność internetowa.

Nie każdy muzułmanin jest kryptoterrorystą

To samo dotyczy jednak i innych grup, szczególnie separatystów, którzy mają na koncie znacznie więcej przewinień. A zatem zarówno kwestia ekstremizmu islamistycznego, jak i problem neonazistów są dziś wyolbrzymiane, co nie zmienia faktu, że konflikt i polaryzacja społeczna na tym tle narastają. Islamofobia osiągnęła niebezpieczny wymiar, a świadczy o tym choćby to, że wielu publicystów oraz ekspertów uznało, iż zamachu w Norwegii najpewniej dokonali islamiści.

Uświadomienie sobie, że bestialskiego morderstwa dokonał rodowity Norweg, nienawidzący muzułmanów i lewicowych aktywistów, powinno skłonić nas do bardziej merytorycznej dyskusji i zrewidowania krzywdzących stereotypów. Tak jak nie każdy szczery patriota jest potencjalnym mordercą, tak nie każdy muzułmanin jest kryptoterrorystą.

Michał Lipa, doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zajmuje się systemami politycznymi, stosunkami międzynarodowymi oraz procesami społeczno-gospodarczymi na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Publicysta portalu Mojeopinie.pl.

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

Polska Zbrojna
Dowiedz się więcej na temat: zamachy | Anders Breivik | muzułmanie | Norwegia | terroryzm | Europa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy