Reklama

Kręta ścieżka sojuszu

Rację mieli eksperci i komentatorzy spraw międzynarodowych, którzy przewidywali, że rozpoczęcie dyskusji nad nową koncepcją strategiczną sojuszu otworzy puszkę Pandory.

Sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen przedstawił sojusznikom do dyskusji liczący kilkanaście stron projekt nowej koncepcji strategicznej (NSC). Choć negocjacje nad jej ostatecznym kształtem będą zapewne toczyły się do ostatnich chwil przed posiedzeniem Rady Północnoatlantyckiej w Lizbonie, już dziś jasne jest, że nie wszystkie delegacje powitają przyjęcie tego dokumentu z równym entuzjazmem. Od nowej koncepcji strategicznej oczekuje się przede wszystkim, że wyeksponuje sojuszniczą solidarność i podkreśli związki transatlantyckie.

Sporny artykuł

Nie ulega wątpliwości, iż jedną z najistotniejszych osi sporu pomiędzy państwami członkowskimi jest kwestia zwrócenia się NATO w kierunku jego tradycyjnych funkcji sojuszu obronnego. Na obecnym etapie dyskusji żadne z państw otwarcie nie kwestionuje potrzeby utrzymania większej równowagi w działaniach sojuszu, a polityczna poprawność nakazuje w tej chwili potwierdzać konieczność przygotowania NATO zarówno do zapewnienia bezpieczeństwa swoim członkom, jak i podejmowania rozmaitych misji poza jego granicami.

Większość państw zdaje się uznawać również jeden z najistotniejszych argumentów tej dyskusji, który wskazywał na potrzebę większej rozwagi politycznej przy podejmowaniu decyzji o angażowaniu się w operacje poza obszarem traktatowym, tak by w rezultacie, poprzez zaniedbania na własnym podwórku, NATO nie osłabiło pozycji na obszarze euroatlantyckim.

Reklama

Zabiegi państw środkowoeuropejskich

Tyle teoria. Choć w nowej koncepcji strategicznej bez wątpienia znajdzie się cały rozdział o zobowiązaniach wynikających z artykułu V i konieczności ich priorytetowego traktowania w najbliższych latach, poglądy niektórych państw sojuszu, prezentowane przy mniej oficjalnych okazjach nakazują wątpić, że tak zwane "reassurance package" (planowanie scenariuszy obronnych na wypadek wystąpienia zagrożenia konwencjonalnego, jakościowe wzmocnienie obecności wojskowej NATO oraz organizowanie manewrów, szkoleń i wspólnych ćwiczeń wojskowych na terytoriach nowych członków) doczeka się pełnej realizacji.

Zabiegają o to przede wszystkim państwa środkowoeuropejskie, choć także na przykład Norwegia chciałaby w obronie swoich interesów ekonomicznych w regionie Arktyki korzystać ze wsparcia sojuszu. Mimo że pierwsze reakcje na propozycje NSC w tej materii są pozytywne (przychylnie wypowiadał się o nich prezydent Bronisław Komorowski), dla państw zabiegających o podkreślenie wagi artykułu V istotne będzie raczej to, jak w najbliższej przyszłości zapisy nowej strategii będą przekładane na język praktyki oraz tempo ich realizacji.

Globalny aktor

Niezależnie od faktu, że NATO przez kolejne (dwa-trzy?) lata wciąż będzie podejmowało heroiczne próby doprowadzenia misji afgańskiej do satysfakcjonującego końca, w sojuszu panuje głębokie przekonanie, iż kolejna operacja tego typu nie powinna stać się jego udziałem w dającej się przewidzieć przyszłości. Nikt już dzisiaj nie ukrywa, że nakłady, które ponieśli sojusznicy (zwłaszcza ci najbardziej zaangażowani w działania bojowe w południowych prowincjach kraju), są niewspółmierne do efektu, jaki udało się do tej pory osiągnąć. Bez wątpienia NATO podejmie jeszcze wiele prób ustabilizowania sytuacji w Afganistanie, zanim zapadnie decyzja o ostatecznym wycofaniu wojsk.

Misja afgańska stała się katalizatorem kilku istotnych dla sojuszu zjawisk. Niewątpliwie przyczyniła się do wielu rozczarowań po obu stronach Atlantyku. Ze względu na stosowaną przez niektóre państwa "politykę caveats" (ograniczeń narodowych dotyczących działalności kontyngentów) i niechęć do podjęcia koniecznego ryzyka, fakt, że NATO jest poważnie zaangażowane w działania w Afganistanie, w ogóle nie funkcjonuje w świadomości wielu wysokich rangą amerykańskich dowódców.

Operacje z dala od własnych granic

Z drugiej strony, Europejczycy do dziś nie zapomnieli Amerykanom, że tuż po zamachach terrorystycznych w USA i przywołaniu artykułu V administracja George'a W. Busha odrzuciła możliwość uczynienia z NATO lidera operacji przeciwko Al-Kaidzie i jej zwolennikom, by kilka lat później, kiedy stało się jasne, że misja ta będzie trudniejsza niż przewidywano, obwiniać europejskich partnerów o powstrzymywanie się od większego zaangażowania w Afganistanie.

Co istotne, wiele państw, zwłaszcza tych zaangażowanych, zdało sobie również sprawę z istotnych ograniczeń, jakie wiążą się z prowadzeniem wieloletnich operacji z dala od własnych granic. Dość wspomnieć, że nawet opublikowany kilka tygodni temu brytyjski przegląd bezpieczeństwa i obrony (SDSR) potwierdza, iż misja afgańska była zbyt poważnym obciążeniem dla brytyjskiego wojska, zarówno operacyjnie, jak i finansowo. Mimo to nie należy oczekiwać, że nowa koncepcja strategiczna określi sztywne kryteria zaangażowania NATO w operacje poza terytorium traktatowym.

To, czy sojusz podejmie jakiekolwiek nowe zobowiązania w tej sferze, zawsze będzie wypadkową decyzji politycznej i możliwości realizacji określonych działań. Nowa koncepcja bez wątpienia zapewni jednak, że sojusz nie będzie mógł spełniać się w roli "globalnego żandarma" ani konkurować z innymi organizacjami, choć, jak podkreślał ostatnio Ivo Daalder (ambasador USA przy NATO), pozostanie "globalnym aktorem", którego interesy wykraczają poza strefę euroatlantycką i który musi współpracować z takimi państwami, jak Brazylia, Chiny czy Indie.

Nowi-starzy partnerzy

Zaangażowanie sojuszu w misje międzynarodowe poza jego granicami będzie również do pewnego stopnia pochodną tego, jak ułożą się relacje NATO z innymi organizacjami (z Unią Europejską i ONZ) oraz państwami, które dzięki potencjałowi politycznemu i ekonomicznemu mają istotny wpływ na sytuację w swoim regionie. W latach dziewięćdziesiątych sojusz nerwowo i nieco po omacku poszukiwał nowej tożsamości, wychodząc poza tradycyjne obszary zainteresowań. Budowanie sieci partnerstw miało, z jednej strony, pomóc mu w sprawnym poruszaniu się w nowych realiach geopolitycznych, z drugiej zaś - w pozyskaniu cennych zasobów dla prowadzonych misji (w operacjach na Bałkanach i w Afganistanie uczestniczyła liczna grupa państw spoza NATO).

Obecnie dominująca wydaje się być tendencja odwrotna - oczekuje się, iż partnerzy ułatwią sojuszowi rezygnację z niektórych obciążeń, które, może zbyt pochopnie, wziął on na swoje barki w ostatnich latach.

Czytaj więcej w 47. numerze "Polski Zbrojnej".

Beata Górka-Winter, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, gdzie kieruje programem "Bezpieczeństwo międzynarodowe", autorka licznych publikacji dotyczących polskiej polityki bezpieczeństwa, tarczy antyrakietowej, zaangażowania Polski w operacje międzynarodowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy