Reklama

Polski szpieg w mundurze nazisty

Głęboko zakonspirowany agent, etatowy pracownik Abwehry, kierownik kilku siatek wywiadowczych - oto kapitan Władysław Boczoń ps. "Pantera", który bezlitośnie walczył z Gestapo.

Jego zagadkowe losy prowadziły przez meandry największych tajemnic polskiej konspiracji i bezlitosnej walki prowadzonej z Gestapo, poprzez Polskę, Niemcy, słoneczną Grecję i granice neutralnej Turcji, aż do finału w styczniu 1945 roku. Finału, który okazał się jedynie wstępem do kolejnej, tym razem powojennej tajemnicy.

Zawiodło go szczęście

Postawny, dobrze ubrany mężczyzna z lekką nadwagą szedł szybkim, sprężystym krokiem, czujnie rozglądając się na boki. Normalnie, o tej porze, na opustoszałych tuż przed godziną policyjną ulicach, towarzyszyło mu dwóch ochroniarzy - zwolenników idei kolaborowania z Niemcami - Goralenvolk. Co prawda od dłuższego czasu nie dochodziły już do niego ostrzeżenia kierowane przez podziemne organizacje, ale wiedział, że to złudna cisza. W dzień, wśród przyjaciół czy w gwarnej restauracji, zagrożenie malało. Wystarczyło jednak, gdy znalazł się wieczorem na pustawej ulicy, a strach nieodmiennie powracał.

Reklama

Z naprzeciwka minął go mężczyzna z wysoko podniesionym kołnierzem płaszcza, sekundę później usłyszał cichy, metaliczny szczęk odwodzonego zamka pistoletu i pytanie: "Wacław Krzeptowski"? Brzmiało ono raczej jak ponure oznajmienie... Przewodniczący Goralisches Komittee - Góralskiego Komitetu, zamienił się w przerażony słup, do chwili, gdy usłyszał następne kliknięcie i suchy odgłos niewypału. Nie oglądając się, rzucił się do ucieczki.

Po kilku krokach wraz z hukiem wystrzału koło ucha świsnęła mu kula. Zaczął krzyczeć o pomoc, biegł i biegł, nie myśląc o spoczywającym w kaburze Waltherze. Pragnął tylko jednego - znaleźć się jak najdalej. Ale nikt go nie ścigał. W przeciwną stronę szybkim krokiem odchodził zamachowiec. Kapitan Władysław Boczoń klął niczym szewc. Klął amunicję i swojego pecha. Nie był to jego pierwszy osobiście wykonywany wyrok śmierci, ale pierwszy raz tak bardzo zawiodło go szczęście. Może zbytnio go przez ostatnie lata nadużywał?

Bezwzględny oprawca

Od kilku miesięcy tkwił w Zakopanem. Oficjalnie jako dr Richard Wagner, etatowy pracownik wrocławskiej Abwehry, pozostawał na urlopie zdrowotnym po nieudanym zamachu na jego życie, jaki miał miejsce w Warszawie. Kilka dni wcześniej zginął jego współpracownik, Volksdeutsch Arnold Kröger, czyli por. Stanisław Szczepański ps. "Robak" (został zastrzelony przez oddział dywersyjny AK w wyniku fatalnej w skutkach pomyłki).

Szef wrocławskiej Abwehry, kpt. Becker, który zastąpił przeniesionego na Bałkany mjr. Fabiana i jego zastępca kpt. Hoffrichter, ze zrozumieniem i współczuciem przyjęli raport swojego pracownika. Bez wahania wyrazili zgodę na kilka miesięcy urlopu, dla uspokojenia skołatanych nerwów i odsunięcie się od niebezpiecznej pracy w terenie. Pobyt Władysława Boczonia w Zakopanem został w pełni sformalizowany. Już w pierwszych dniach odwiedził szefa owianego złą sławą zakopiańskiego Gestapo, Hauptsturmführera Roberta Weissmana, bezwzględnego i inteligentnego oprawcę, któremu w SS wróżono szybką karierę. Nie zdawał on sobie sprawy, że w jego urzędzie pracował agent zwerbowany przez "Panterę" jeszcze w 1940 roku - SS-Scharführer Martin Schmidt.

Zdjęcia po pretekstem RTG

Boczoń starał się utrzymywać dobre stosunki z Weissmanem, który został rok później mianowany szefem Gestapo w Krakowie, co pozwoliło uzyskać później kilka bardzo ważnych informacji, m.in. dotyczących aresztowanego w czerwcu 1943 roku gen. Grota-Roweckiego. Władysław Boczoń przez cały czas swojego pobytu w Zakopanem organizował wykonywanie wyroków sądów specjalnych i brał udział w kilkudziesięciu akcjach dywersyjnych, wywiadowczych i kontrwywiadowczych, m.in. wykorzystując specjalnie wbudowany w szpitalny rentgen zwykły aparat, wykonał wraz z bratem dr. Tadeuszem Boczoniem około 100 zdjęć funkcjonariuszy Gestapo, pod pozorem okresowych badań przeciwko gruźlicy. Jednoczenie Boczoń często jeździł do Krakowa, gdzie kontrolował stworzoną przez siebie potężną sieć kontrwywiadowczą KOP o kryptonimie "Niezapominajka", która w wyniku akcji scaleniowej została przekazana w całości ZWZ-AK. Jednak miesiące oficjalnej "bezczynności" urlopowanego dr. Wagnera zbliżały się ku końcowi...

W lekko zadymionej sali konferencyjnej gliwickiego lokalu Gestapo dominowały szare mundury Sicherheitsdienstu, z charakterystycznym rombem i haftowanymi literami SD, wśród słuchaczy znalazło się też kilku oficerów Wehrmachtu i cywilów. Była to już druga w 1943 roku konferencja zorganizowana przez Hauptsturmführera dr Alfreda Spielkera ze specjalnej komórki Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy - Sonderkommando IV AS .

Pierwsza konferencja odbyła się miesiąc wcześniej w Radomiu i dotyczyła koordynacji działań podejmowanych przez Gestapo w Generalnej Guberni, w tym przede wszystkim między najbardziej prężnymi ośrodkami: radomskim kapitana Fuchsa oraz warszawską grupą dr. Spielkera. W Gliwicach na spotkanie zaproszono przedstawicieli Abwehry i Gestapo z Wrocławia, którzy od dłuższego czasu działali przeciwko polskiemu podziemiu.

Mimo stosunkowo niskiego stopnia - kpt. SS Spielker był ważną figurą w świecie służb specjalnych, prawdopodobnie jedną z najważniejszych w Generalnej Guberni. Nikt z zebranych tego dnia w Gliwicach funkcjonariuszy niemieckich nie wątpił w to. Wszyscy z uwagą słuchali metodycznego, pozbawionego emocji głosu. "Sytuacja na frontach, choć z pewnością doprowadzi do ostatecznego zwycięstwa, chwilowo może stać się przyczyną pozostawienia pewnych terytoriów pod kontrolą bolszewików. Naszym zadaniem jest również przygotować cały kraj na objęcie go ewentualną okupacją sowiecką, wykorzystamy przy tym najlepsze sztuczki stosowane wcześniej przez Polaków. Z polecenia Berlina będę kierował opracowaniem takiego studium".

Niebezpieczne dla organizacji

Trwająca przez wiele godzin konferencja miała na celu ustalić taktykę działania wobec polskiego podziemia. Ostatni rok wydawał się przynosić pozornie wiele sukcesów - stworzono, zarówno z inicjatywy Abwehry, jak i Gestapo, kilka prowokacyjnych organizacji, które kontrolowane przez Niemców miały doprowadzić do przejęcia kontaktów i rozpracować istniejące i prężnie działające polskie podziemie. Największym sukcesem według Spielkera stała się sprawa "Nadwywiadu", która zaskoczyła początkowo swoim błyskawicznym rozwojem nawet samych Niemców.

Szef Sonderkommando IV AS nawiązywał też do innego celu, który zamierzał do połowy roku osiągnąć, schwytać Komendanta Głównego AK gen. Grota-Roweckiego. Dla siedzącego w jednym z rzędów dr. Richarda Wagnera (kpt. Wł. Boczonia) była to najbardziej sensacyjna informacja, którą natychmiast po spotkaniu przekazał swojemu krakowskiemu łącznikowi z KG AK.

Wobec urlopowanego dr. Wagnera wysunięto trzy propozycje, o których wstępnie go poinformowano. Wrocławska Abwehra w osobach kpt. Beckera i por. Hoffrichtera chciała, aby objął on kierownicze stanowisko w sekcji III Wi, zajmującej się ochroną przemysłu zbrojeniowego i kontrolą robotników przemysłowych. Natomiast krakowski ośrodek Gestapo widziałby Boczonia na stanowisku szefa siatki kontrwywiadowczej na tym terenie, nastawionej na zwalczanie polskiego podziemia. To zdecydowanie nie odpowiadało "Panterze". Było zbyt niebezpieczne, zarówno dla niego, jak i dla krakowskich organizacji podziemnych, w których strukturach pełnił kierownicze stanowiska.

Wojna służb

Jednak Spielker miał w zanadrzu jeszcze jedną propozycję, która spodobała się również przełożonym Boczonia z krakowskiej ZWZ-AK mjr. Czerwińskiemu "Łomnicy" i płk. Wajdzie "Odwetowi". Richard Wagner, delegowany ponownie z wrocławskiej Abwehry, miał trafić pod Berlin do specjalnego ośrodka szkoleniowego R.S.H.A. Amt 6, czyli wywiadu SS. Po rocznym pobycie miał zostać wysłany ze specjalną misją, prawdopodobnie za granicę.

25 lipca 1943 roku kpt. Boczoń wysiadł z wagonu Nur für Deutsche w Berlinie na Ostbahnhof. Udał się pod wskazany adres, gdzie miała mieścić się centrala niemieckiego wywiadu na Bliski Wschód. Tam poznał swojego "opiekuna" na następny rok - por. Hansa Bellinga. Ośrodek, do którego go skierowano, znajdował się w Lechnitz pod Oranienburgiem.

VI Departamentem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, czyli wywiadem SS, od 21 czerwca 1941 r. kierował Walter Schellenberg. W 1944 roku prowadzona od kilku lat rozgrywka pomiędzy służbami wywiadu wojskowego (Abwehry) i wywiadu zagranicznego SD i SS zakończyła się pełnym zwycięstwem Heinricha Himmlera. 18 lutego 1944 r. Hitler podpisał dekret o powołaniu jednolitej służby wywiadowczej podporządkowanej Reichsführerowi SS. Faktycznie oznaczało to wcielenie Abwhery do Siecherheitsdienst jako Amt Mil, Canaris został zwolniony ze swojego stanowiska, a szefem całego wywiadu mianowano SS-Oberführera Waltera Schellenberga. Nowo wykształcona służba przygotowywała kadry mające przejąć, bądź zreorganizować dotychczasowe ośrodki wywiadu Abwehry, której do końca już nie ufano.

Nazwiska z pamięci

Boczoń, który znalazł się w ośrodku szkoleniowym pod swoim węgierskim nazwiskiem Toni'ego Barcklay'a zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Z pewnością zachowania poszczególnych kursantów były pilnie obserwowane, sam wytypował kilku z nich, którzy mogliby pełnić rolę informatorów SD. Dlatego przez pierwsze miesiące starał się zachowywać niezwykle ostrożnie. Przebywał w pokoju z francuskim kolaborantem, który regularnie wyjeżdżał na niedzielne przepustki do Berlina. W tym czasie "Pantera" mógł spokojnie pracować.

Z pamięci spisywał nazwiska i wszystkie zaobserwowane szczegóły dotyczące całej grupy kursantów, materiał uzupełniał o raporty odnoszące się do tematyki i metod szkoleń. Na razie wszystko lądowało w pomysłowej skrytce jaką przygotował. Wraz z Boczoniem kurs rozpoczęło ponad 50 agentów z różnych rejonów świata. Byli tam Arabowie - Hamil Balul, używający niemieckiego nazwiska Stein; Abdul Azis, Algierczyk, więziony przez francuski wywiad 18 miesięcy, oraz dwóch innych. Wszyscy należeli do Proniemieckiej Ligi Arabskiej i mieli zostać skierowani jako agenci na tereny Egiptu i Syrii.

Cel rozpracowania

Byli też Norwegowie - nominalnie członkowie ruchu oporu Sereusen, Eriksen, Ringvold, faktycznie gorliwi naziści i agenci niemieccy. Zamierzano przerzucić ich do Finlandii. Irlandczyk John Codd i Collins, zawodowy bokser wagi półciężkiej. Holender Bakker Ferdynad. Duńczycy - Christensen, Jakobsen, Fin - Krauze, który jeszcze przed wojną pracował dla Niemców w Estonii. Francuzi Steigert, De Poitiers, którego po dwóch miesiącach nagle wysłano do Afryki.

Wśród agentów była jedna Volksdeutschka z poznańskiego - Gerda Rosig, która również została nagle wycofana z kursu i wysłana ze specjalną misją do Klagenfurtu. Osobną grupę stanowiło kilku Rosjan, m.in. kapitanowie Armii Czerwonej Kotelnikow i pochodzący z Kaukazu Jussupow, który trafił do niewoli na początku 1941 roku, potem pacyfikował Ukrainę i udawał na Kresach zbiega z niewoli, wydając sporą grupę członków AK. Jeździł też jako tłumacz, werbując w obozach oficerów do armii Własowa. Pracował dla wywiadu przeciwko ZSRR, stykając się bezpośrednio z kierownictwem w Berlinie. Był jednym z tych, których Władysław Boczoń próbował dokładniej rozpracować, zdobywając kilka jego fotografii. Latem 1944 roku Jussupow mianowany został podporucznikiem SD...

CDN

Łukasz Orlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy