Reklama

Tajemnica śmierci gen. Sikorskiego rozwiązana?

"Śmierć nastąpiła w wyniku katastrofy lotniczej" - to krótkie zdanie mocno ostudziło atmosferę sensacji. Czy jednak wyniki sekcji wyjaśniają niejasności?

Głównym celem badań zleconych przez prowadzącą śledztwo Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach pozostawała identyfikacja na podstawie kodu DNA, sądowo-lekarskie oględziny oraz badania radiologiczne i sekcja ciała Naczelnego Wodza. Wnioski zostały przedstawione przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Johna Sehna w Krakowie 23 stycznia 2009 r. w ramach kompleksowej opinii skierowanej do IPN. Poniżej przedstawiamy skrótowe omówienie wyników tych badań.

Ciało w stanie rozkładu

Wydobyta z wawelskiej krypty drewniana trumna, a następnie ukryta w jej wnętrzu metalowa, zostały otwarte na terenie Instytutu Ekspertyz Sądowych. Odsłonięto w ten sposób gruby, biały, foliowy worek na zwłoki, w którym owinięty w dwa zielonkawo-brunatne marynarskie koce spoczywał gen. Sikorski. Wyniki badań genetycznych, przy których porównano materiał genetyczny pobrany od rodziny w "linii matczynej" oraz z przedmiotów osobistych generała przechowywanych w Muzeum Wojska Polskiego, z 99,92 proc. dokładnością pozwoliły potwierdzić autentyczność szczątków.

Reklama

Ciało znajdowało się już w stanie daleko posuniętego rozkładu o dużym stopniu zróżnicowania, nastąpiło przy tym prawie całkowite zeszkieletowanie lewej ręki i obydwu podudzi i stóp. Pod zwłokami znaleziono wąski, płaski, kilkucentymetrowy fragment drewna i drobne drewniane drzazgi, guzik oraz fragmenty metalowego lutu, jakim zabezpieczono trumnę podczas pierwszej ekshumacji w latach 90. Generał ubrany był w koszulę z dwiema kieszeniami zapinanymi na guziki, podkoszulek oraz spodenki. Materiał był w bardzo złym stanie i dosłownie rwał się przy każdym dotyku. Nogi poniżej kolan były luźno związane fragmentem materiału.

Odłamki ze skrzyń po pomarańczach

Już wstępne oględziny uwidoczniły ranę głowy, która przez wiele lat była obiektem różnego rodzaju domniemań. Lekarz brytyjski, oficer RAF, mjr Daniel Canning, badający ciało Sikorskiego w Gibraltarze określił ją, w 1967 r. w rozmowie z Davidem Irvingiem, jako rozcięcie długości jednego cala. Relacje innych świadków, m.in. mjr. Anthonego Quayle'a, opisywały tę ranę jako czysty otwór. Ponieważ w Gibraltarze ciało Naczelnego Wodza nie zostało poddane sekcji, wielu badaczy starało się samodzielnie wyjaśnić jej pochodzenie (patrz: przypis nr 1).

Najbardziej niewiarygodną, ale zyskującą liczne grono wyznawców, była hipoteza wysunięta przez Tadeusza Kisielewskiego. Twierdził on, że rana mogła zostać odniesiona w wyniku postrzału! Tymczasem podczas sekcji krakowscy specjaliści mogli stwierdzić wyraźnie: "(...) W obrębie twarzoczaszki po stronie lewej widoczne złamanie połączone z włamaniem w głąb zatoki czołowej fragmentu kości górnej ściany lewego oczodołu przyśrodkowo, na obszarze o wym. około 3 x 1,5 cm. W części przyśrodkowej włamania tkwi zaklinowany, drążący do zatoki czołowej, płaski, drobny fragment drewna, który zabezpieczono".

W toku późniejszych badań dendrologicznych udało się określić ten gatunek drewna jako daglezję, pozostałe fragmenty drewna w trumnie pochodziły z drzew iglastych bądź liściastych, najprawdopodobniej cyprysu i wiązu. Biorąc pod uwagę wszystkie relacje pochodzące z roku 1943 okazuje się, że najbardziej zbliżonym do prawdy świadkiem opisującym obrażenia Sikorskiego pozostaje por. Ludwik Łubieński, który twierdził, iż Naczelny Wódz, oprócz połamanych rąk i nóg, miał ranę oka i nosa a ze skroni sterczały drewniane drzazgi pochodzące, jak domniemywał Łubieński, z przewożonej na pokładzie samolotu jednej ze skrzyń po pomarańczach (patrz: przypis nr 2).

Obrażenia wystarczające do zgonu

W trakcie sądowo-lekarskich oględzin i sekcji, którą wykonali w 2008 r. lekarze: dr med. Adam Gross, dr med. Tomasz Konopka, dr med. Krzysztof Woźniak okazało się, że ciało Naczelnego Wodza odniosło o wiele większą liczbę obrażeń niż zostały opisane w dokumentach i wspomnieniach świadków. Ciało zostało dosłownie zmasakrowane, odnosząc w sumie następujące możliwe do stwierdzenia obrażenia: "ranę powłok lewej strony twarzy; w obrębie czaszki - ograniczone złamania stropu i ścian lewego oczodołu oraz włamanie fragmentu kostnego stanowiącego dolną ścianę zatoki czołowej, z utkwieniem w nim fragmentu drewna; złamanie barkowego końca prawego obojczyka; złamania sześciu prawych żeber, w tym jednego dwukrotnie; złamania dziesięciu lewych żeber, w tym trzech dwukrotnie i jednego trzykrotnie; złamanie trzonu prawej kości łokciowej z powstaniem odłamu pośredniego o charakterze klinowatym; złamanie spiralne trzonu prawej kości udowej, z powstaniem odłamów pośrednich; złamanie prawej kości piętowej w obrębie podpórki kości skokowej; ponadto jak wynika z b. radiologicznych, stwierdzono złamanie wyrostków poprzecznych kręgów lędźwiowych po stronie prawej oraz złamanie dystalnej części prawej kości strzałkowej". Takiego rodzaju obrażenia kości musiały spowodować rozległe obrażenia narządów wewnętrznych, łącznie z silnym krwotokiem i obrażeniami mózgowia, wystarczającymi do zgonu.

Złamania charakterystyczne dla żywego

Analizując mechanizm powstania obrażeń, zespół lekarski stwierdził, iż: "złamanie czaszki powstało w wyniku urazu godzącego w rejon lewego oczodołu, (spowodował je drewniany przedmiot z daglezji - przyp. Ł.O). Siła urazu działała z dołu do góry, względnie głowa uderzająca o nieruchomy przedmiot poruszała się w dół; złamanie spiralne trzonu kości udowej spotykane jest najczęściej (...) u ofiar wypadków komunikacyjnych, względnie przy upadku z wysokości na wyprostowaną kończynę; złamania żeber (...) powstają przy masywnych urazach wielonarządowych, np. wypadkach komunikacyjnych i upadkach z wysokości; złamania są skutkiem wtedy deformacji klatki piersiowej w chwili urazu (...)".

Opisując charakter urazów, lekarze musieli odpowiedzieć jeszcze na jedno ważne pytanie: czy obrażenia odniosła osoba żyjąca, czy też, jak chcieli zwolennicy teorii spiskowej, zamordowany już generał. Wobec rozkładu zwłok i niemożliwości przebadania zmian skórnych sprawiło to pewne trudności. Lekarze oparli się jednak na charakterystycznych cechach złamań: "(...) mechanizmy dwóch spośród stwierdzonych złamań - spiralnego złamania trzonu kości udowej oraz złamania podpórki kości skokowej, przemawiają za tym, iż w momencie ich powstania było zachowane napięcie mięśni kończyny dolnej. Przy braku napięcia mięśni stabilizujących kończynę, siła działającego urazu spowodowałaby raczej jej ugięcie w stawach lub powstanie złamań innego typu. Również do powstania złamań wyrostków poprzecznych kręgów lędźwiowych konieczne jest silne napięcie mięśni: wyrostki te ulegają bowiem złamaniu wskutek nagłego skurczu mięśni lędźwiowych". Dodatkowo, ww. złamanie trzonu kości łokciowej mogło powstać w trakcie odruchowego zasłonięcia się ręką przed uderzeniem w twardą powierzchnię żywego, a nie martwego człowieka.

Śmierć w momencie uderzenia

Badania toksykologiczne przeprowadzone przez biegłych z zakresów trucizn organicznych i nieorganicznych, nie ustaliły obecności żadnej możliwej do wykrycia trucizny. Nie stwierdzono również jakiegokolwiek rodzaju śladów wskazujących na przebywanie ciała w pobliżu źródła eksplozji np. materiału wybuchowego.

Ostatecznie końcowe wnioski całej kompleksowej opinii brzmiały: "Obecność licznych złamań kości, o takim charakterze i lokalizacji (...) pozwala na przyjęcie, że zgon Władysława Sikorskiego nastąpił w wyniku obrażeń doznanych wskutek urazu wielonarządowego o znacznej energii, a nic nie sprzeciwia się, że nastąpiło to w przebiegu katastrofy lotniczej. (...) Zgon wskutek obrażeń wielonarządowych następuje zazwyczaj szybko (w czasie mierzonym w minutach). W niniejszym przypadku, wobec faktu, że samolot zanurzył się w wodzie, w mechanizmie śmierci spodziewać się można współistnienia utonięcia. (...) rozważanie innych sposobów wcześniejszego pozbawienia życia uważamy za bezprzedmiotowe".

Wspomnianej w raporcie możliwości przyspieszenia zgonu poprzez utonięcie, przeczy jednak brak w organizmie okrzemków (jednokomórkowych glonów występujących w wodzie), których obecność jest charakterystyczna właśnie dla sytuacji, gdy ofiara umiera w wyniku utopienia. Ostatecznie wg wszystkich cytowanych analiz i pracy krakowskich lekarzy, śmierć gen. Sikorskiego nastąpiła najprawdopodobniej w momencie uderzenia Liberatora o powierzchnię morza.

Oczywiście możemy spodziewać się pytania, które z pewnością postawią zwolennicy tezy o zamachu: czy w przypadku łagodnego wodowania - co mieli potwierdzać niektórzy świadkowie odnalezieni przez Dariusza Baliszewskiego oraz ekspertyza prof. Jerzego Maryniaka (mimo wielu zastrzeżeń kierowanych pod jej adresem przez różnego rodzaju osoby, nie została ona oficjalnie obalona) - było możliwe odniesienie tak dużych obrażeń? Na to pytanie odpowie każdy, kto zapoznał się choćby z jednym z licznych poglądowych filmów prezentujących zachowanie bezwładnego ciała pasażera samochodu, nie zapiętego pasami, gwałtownie zatrzymującego się na przeszkodzie przy niewielkiej stosunkowo prędkości rzędu 50-60 km/h. A trudno uwierzyć, aby nawet najlepiej i najsprawniej przeprowadzone wodowanie odbyło się mniej gwałtownie niż takiego rodzaju wypadek.

Śledztwa ciąg dalszy

Trwające już od września 2008 roku śledztwo IPN obnażyło z pewnością rażące zaniedbania jakie stały się udziałem polskich historyków i czynników rządowych. Okazuje się, że obecne w archiwach dokumenty dotyczące obu brytyjskich śledztw (z 1943 i 1969 r.), nie zostały prawdopodobnie, mimo ich ujawnienia, dokładnie przebadane przez jakiegokolwiek polskiego badacza! A jeśli już ktoś się tym zajął, to wnioski i ocenę zawartych tam materiałów zachował całkowicie dla siebie. Dzięki temu opinia publiczna od wielu lat mogła być karmiona fałszywymi informacjami o "kolejnym przedłużeniu utajnienia archiwów brytyjskich".

Tymczasem materiały te są całkowicie dostępne. Jedynym wyjątkiem mogą być materiały śledztwa prowadzonego, prawdopodobnie, przez brytyjski kontrwywiad w 1943 r., których oficjalnie nigdzie nie ma. Pozostają one w sferze domniemań i spekulacji opartych na założeniu, że takie śledztwo obok prac oficjalnej komisji zostało w ogóle przeprowadzone. Brak profesjonalnego historycznego opracowania, analizującego stan źródeł dotyczących wydarzeń w Gibraltarze spowodował również niestety to, że w opinii większości Polaków ugruntowały się jedynie dwa stanowiska: "spiskowo-zamachowe" oparte na artykułach, programach telewizyjnych D. Baliszewskiego i książkach T. Kisielewskiego oraz "racjonalne", przyjmujące za pewnik hipotezę o przypadkowej katastrofie samolotowej i pozostawiające większe lub mniejsze niejasności bez komentarzy.

Choć tych ostatnich w dalszym ciągu pozostaje sporo. Jedna z nich staje się wbrew pozorom dużo bardziej wyrazistsza nawet na podstawie wyników ekshumacji. Skoro bowiem relacja por. Łubieńskiego dotycząca wyglądu ran gen. Sikorskiego okazała się najbardziej wiarygodna, to jak traktować podaną przez niego inną informację, zapisaną w brudnopisie swojego raportu z lipca 1943 r., że pozostałe ciała ofiar były "trudne do rozpoznania z powodu braku jakiejkolwiek odzieży na sobie" (patrz: przypis nr 3) Czy pozostałe osoby przygotowywały się do spoczynku jak odnaleziony bez munduru generał Sikorski? W każdym razie śledztwo IPN trwa dalej, i nic nie zapowiada, aby miało się w niedługim czasie skończyć. Obecnie prowadzący sprawę prokuratorzy IPN: Dariusz Psiuk i Piotr Nalepa, koncentrują się na gromadzeniu i analizie wspomnianych wyżej materiałów archiwalnych zarówno polskich jak i brytyjskich oraz na rozstrzygnięciu niezwykle palącego pytania o wygląd i wyposażenie Liberatora AL 523.

Dziękuję za pomoc i udostępnienie materiałów prok. Dariuszowi Psiukowi i prok. Piotrowi Nalepie z OKŚZ p. NP w Katowicach.

Łukasz Orlicki

Cytaty pochodzą z udostępnionej dzięki Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach "Opinii Kompleksowej" opracowanej przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Johna Sehna w Krakowie, Kraków dnia 23.I.2009 roku.

Przypisy:

1 D. Irving, "Accident"? s. 73, 194-195

2 Nie jest jednak przy tym wolny od pomyłki. Wspominał bowiem w raporcie z 1943 r. o prawej stronie twarzy, podczas gdy rany były po stronie lewej. T. Kisielewski "Zabójcy", str. 239

3 Brudnopis sprawozdania por. Łubieńskiego z Polskiej Misji Wojskowej w Gibraltarze z lipca 1943 r. Fotokopia dokumentu publikowana w książce "Zabójcy" T. Kisielewskiego. Oryginał: Zbiory Polskie Hoover Institution Archives.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy