Reklama

Tajemnice Kamiennej Góry

O kamiennogórskich podziemiach na przestrzeni ostatnich lat napisano i powiedziano wiele. O wiele więcej niż tak naprawdę wiadomo.

Zapewne już wkrótce sytuacja ta ulegnie zmianie i temat zaskoczy nas nowymi informacjami, gdyż w listopadzie br. ruszyły przygotowania do otwarcia trasy turystycznej w sztolni pod Górą Parkową.

Niemieckie plany projektowe

Próba odtworzenia wydarzeń mających miejsce w czasie ostatniej wojny w Landeshut (niemiecka nazwa Kamiennej Góry), podobnie jak w przypadku większości dolnośląskich miast i miasteczek jest niezwykle trudna. Przyczyną jest najczęściej niezwykle skąpy zasób materiałów źródłowych. Dzisiaj na podstawie tych szczątkowych informacji próbuje się sklecić choć fragmentaryczny opis. Wspomnienia, relacje, zeznania, strzępy drugorzędnych dokumentów, to wszystko na co można liczyć.

Całość wrzucona do jednego, informacyjnego garnka, wymieszana, podawana jest od lat na 100 sposobów. Cóż, i my dołączamy się do tego grona, starając się jednak dorzucić do kotła nieco świeższych informacji i materiałów. Przede wszystkim będą to dwa oryginalne, niemieckie plany projektowe kamiennogórskich obiektów - pod Górą Parkową przy ul. Lubawskiej oraz pod Górą Zamkową przy ul. Księcia Bolka (dawnej ul. Cmentarnej). Poza tym sprawdzimy, co Kamienna Góra miała wspólnego z procesem Adolfa Eichmanna, a także uporządkujemy wiele innych utartych stereotypów.

Reklama

Więźniowie z Gross-Rosen

Począwszy od 1940 roku do Kamiennej Góry zaczęto ściągać jeńców wojennych, którzy jako tania siła robocza wykorzystywani byli przy budowie dróg, regulacji rzeki oraz w rolnictwie. Z czasem pojawili się również robotnicy przymusowi z krajów okupowanej przez Niemców Europy. Na ich potrzeby powstawały kolejne obozy pracy. Systematycznie zastępowali oni wysyłanych na fronty miejscowych pracowników lokalnych firm włókienniczych i tekstylnych. W połowie lipca 1944 roku zorganizowana została filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.

Więźniowie tam przetrzymywani, wykorzystywani byli głównie do pracy przy produkcji łożysk kulkowych i zapewne przy drążeniu wielu niewspółmiernie, do potrzeb niewielkiego Landeshut, rozbudowanych obiektów podziemnych o nieznanym przeznaczeniu.

Natychmiastowe przeniesienie produkcji

Jedną z nielicznych informacji źródłowych na temat profilu produkcji zbrojeniowej w Kamiennej Górze przytacza prof. Alfred Konieczny w opracowaniu "Śląsk a wojna powietrzna lat 1940-1944". Autor oparł się bowiem na niezbyt często wykorzystywanych przez historyków dziennikach wojennych Inspekcji Zbrojeniowej VIII Okręgu Wojskowego, z siedzibą we Wrocławiu, dotyczących bezpośrednio, m.in. procesu przenoszenia zakładów zbrojeniowych z głębi III Rzeszy na Dolny Śląsk: "9 IV 1943 roku Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy zapowiedziało natychmiastowe przeniesienie zakładów produkcji łożysk kulkowych ze Schweinfurtu na Śląsk.

Już pięć dni później przedstawiciele Ministerstwa, wraz z gauleiterem Hankem i rzeczoznawcą z Inspekcji Zbrojeniowej VIII a, wizytowali zakłady tekstylne w Kamiennej Górze celem wyszukania odpowiednio dużej powierzchni produkcyjnej dla firmy Kugelfischer ze Schweinfurtu. (...) 18 maja zapadła decyzja Ministerstwa Lotnictwa o skierowaniu do Kamiennej Góry, prócz firmy Kugelfischer, także firmy VKF (Vereinigte Kugellager-Fabriken) ze Schweinfurtu. (...) W dniach 1-7 czerwca sfinalizowano rozmowy z VKF, której dano do dyspozycji 25 000 m kw. powierzchni, a Kugelfischer otrzymał na razie 15 000 m kw.".

Naloty bombowe na Schweinfurt

Co ciekawe, do tej pory często prezentowany był pogląd, jakoby przeniesienie obu zakładów miało miejsce w konsekwencji nalotów bombowych na Schweinfurt, którego celem były m.in. tamtejsze fabryki łożysk kulkowych wytwarzające 50% całości produkcji tego kluczowego komponentu w Niemczech. Tymczasem wspomniane bombardowania miały miejsce kilka miesięcy później - w sierpniu i październiku 1943 roku. Co prawda ich efekt pozostaje do dziś dyskusyjny, lecz faktem jest, że przyspieszyły adaptację na potrzeby przedsiębiorstw Kugelfischer i VKF trzech kamiennogórskich zakładów włókienniczych należących do firmy Schlesische Textilwerke Kramst Methner u. Frahne AG.

W nieco innym świetle ta kwestia wygląda w inwentarzach archiwum International Tracing Center w Bad Arolsen, gdzie możemy znaleźć listę nazwisk zagranicznych robotników przymusowych pracujących dla firmy Kugelfischer w Kamiennej Górze pomiędzy kwietniem 1941 roku, a końcem maja 1944 roku. Sugeruje to więc istnienie filii tych zakładów w Landeshut znacznie wcześniej.

Biuro konstrukcyjne

Z całą pewnością na terenie Kamiennej Góry ulokowane było jedno z biur konstrukcyjnych firmy lotniczej Arado Flugzeugwerke GmbH. Trudno obecnie ustalić, gdzie firma mogła mieć swoją siedzibę (zakłady Rinkel AG) oraz jaki był szczegółowy zakres prowadzonych prac. Wiadomo jednak, że zatrudnieni tam inżynierowie opracowywali m.in. projekty rozwojowych wersji odrzutowego samolotu rozpoznawczo-bombowego Ar 234 Blitz.

Projektowali także bardziej zaawansowane konstrukcje, które jednak pozostały jedynie na deskach kreślarskich. Jako ciekawostkę warto przytoczyć, często powtarzane w literaturze, powiązanie kamiennogórskiej filii Arado z jednym z najbardziej awangardowych projektów lotniczych III Rzeszy, jakim był odrzutowy bombowiec w układzie latającego skrzydła Arado E 555 - futurystyczny i wybiegający zaawansowaniem technologicznym daleko poza swoją epokę, nawet jak na dzisiejsze standardy. Na tyle, że istnieje przypuszczenie, iż tak naprawdę powstał już po wojnie... wylansowany przez dziennikarzy złaknionych sensacji technologicznych.

W lutym 1945 r. biuro z Landeshut zostało ewakuowane do Brandenburgii. W opracowaniach, również naukowych, dotyczących m.in. obozów pracy w Kamiennej Górze znajduje się informacja, jakoby w 1944 r. funkcjonował tam Lager der Arado-Werk Landeshut, gdzie zatrudnieni mieli być robotnicy z Francji. Czyżby zatem, obok biura konstrukcyjnego istniały inne oddziały firmy lotniczej?

Śmiertelna pułapka w sztolni

Kamiennogórskie podziemia pojawiają się w kilku zachowanych relacjach byłych więźniów AL Landeshut oraz innych obozów koncentracyjnych. W różnym kontekście, jednak kilka opowieści nawiązuje do tego samego tragicznego wydarzenia, które miało miejsce na przełomie stycznia i lutego 1945 roku w jednej ze sztolni.

7 VI 1961 roku podczas procesu zbrodniarza nazistowskiego Adolfa Eichmanna, zeznania obciążające go złożył dr Aharon Beilin. Jako lekarz miał wiele do powiedzenia na temat nieludzkich warunków jakie panowały w Auschwitz. Wśród wielu tematów, które poruszał w swych zeznaniach, z naszego punktu widzenia najbardziej interesujący jest jeden z epizodów mający miejsce podczas marszu ewakuacyjnego na Zachód: "Gdy przechodziliśmy przez Landeshut na Dolnym Śląsku (obecnie Kamienna Góra w Polsce) wepchnięto nas po zmroku do potężnego schronu. Przy jego wejściu było napisane: >Wstęp wzbroniony z rozkazu policji<, lecz zauważyliśmy tę tabliczkę dopiero następnego ranka, już po tragedii, która rozegrała się tej nocy. Były to rozległe podziemia przypominające wielki labirynt rozchodzący się na wszystkie strony. (...) Pół godziny po wpędzeniu nas do podziemi, wąskie drzwi zostały zamknięte i zablokowane. Niedługo później poczuliśmy, że zaczyna brakować powietrza i powoli dusimy się. Najgorzej miała grupa więźniów w głębi schronu, najbardziej oddalona od wejścia. Podziemia stopniowo wypełniały się gwarem, jękami, a w końcu przerażającym krzykiem, rozpaczliwym wołaniem o życiodajny tlen. SS-mani oczywiście nie reagowali. Otworzyli drzwi dopiero o 6, następnego ranka. (...) Wyciągnęliśmy ze środka około 1000 ciał. Koszmarnie powykręcanych nagich szczątków, w nienaturalnych pozach przedśmiertnej agonii duszących się ludzi. Wielu skonało na kolanach, z ustami przy betonowej posadzce (...). Kiedy wynieśliśmy już wszystkie ciała, widziałem jak przybył na miejsce oficer policji. Słyszałem jak ów porucznik miał pretensje do niego: >jak śmiałeś umieścić ludzi w obiekcie, do którego wstęp był jednoznacznie zakazany przez władze< grzmiał wyraźnie wzburzony. Niewzruszony SS-man, odpowiedział z uśmiechem: >Poruczniku to są tylko Żydzi<. Kłamał, ponieważ wśród ofiar było wielu Polaków, Niemców i Czechów, nie tylko Żydów, lecz dla nich było to zapewne bez znaczenia".

Niemcom nie chciało się wracać

Na trop, jak się wydaje, tego samego zdarzenia natrafiamy w oświadczeniu Romana Granowskiego, który podczas marszu ewakuacyjnego znalazł się w tym samym miejscu i czasie co Aharon Beilin: "W styczniu 1945 roku w Kamiennej Górze zostaliśmy zapędzeni na drogę gorszej klasy przebiegającą tuż nad potokiem. Po lewej stronie znajduje się dość wysoka góra. Było to już na peryferiach Kamiennej Góry. Załoga eskortująca nas - SS-mani - postanowili abyśmy nocowali w tunelu, który nie był przebity do końca, bez drugiego wylotu. Zauważyłem chyba majstra z organizacji Todt, który jakby się opierał SS-manom przed wpuszczeniem nas do tego tunelu, jednak SS-mani nakazali nam do niego wejść. Po krótkim czasie przyniesiono nam zupę z filii obozu Gross-Rosen, znajdującego się w Kamiennej Górze. Wyszliśmy na pole tuż przed tunel, a ja po wypiciu zupy odniosłem wraz z innymi kolegami kocioł. Niemcom nie chciało się wracać, pozostawili nas pod strażą w baraku dla robotników przymusowych. Ok 4-5 rano zbudzono nas, że w tunelu ludzie się duszą. Popędzono nas pod tunel, a ja po pewnym czasie i jeden Holender, jako umiejący obchodzić się z aparatami tlenowymi, weszliśmy z lampami do tunelu i wyciągaliśmy kogo jeszcze można było - razem kilkadziesiąt osób. Nie wiem dokładnie, ale chyba od kilku do kilkunastu kolegów udusiło się, względnie potem umarło".

Tą samą tragedię relacjonuje więzień AL Landeshut Antoni Grządka: "Oglądaliśmy z przerażeniem przeciągające gromady ewakuowanych więźniów z Auschwitz i innych obozów położonych na wschód od nas. Widzieliśmy jak wpędzano te gromady na noc w lochy wyżłobione w pobliskim zboczu wzgórza, skąd po każdym takim noclegu wynoszono kupy trupów uduszonych brakiem powietrza". Na koniec jeszcze jeden fragment, tym razem listu opublikowanego w 2000 r. w "Słowie Polskim", autorstwa niejakiego dr Artura Juranda: "Jako więzień Auschwitz znalazłem się w marszu ewakuacyjnym w waszym mieście. Gdy noc zapadła, Niemcy zapędzili całą naszą kolumnę (około 1000 więźniów) do podziemnego korytarza nieczynnej wtedy kopalni jakichś minerałów, pozostawiając paru wartowników przy jedynym wejściu do tego korytarza. Z powodu dużej liczby więźniów i jednocześnie braku odpowiedniej wentylacji w tym korytarzu, około północy zaczęliśmy się dusić z powodu braku tlenu. Opuścić kopalni nie mogliśmy, bo SS-mani pilnowali wyjścia. Wnet po wschodzie słońca zostaliśmy wypuszczeni na zewnątrz, (...) około 250 więźniów, okazało się, poległo w tym korytarzu z powodu uduszenia". Zastanawiające jest, czy świadkowie opisują jedno i to samo zdarzenie, czy też pewną serię podobnych, tragicznych wypadków... Jedno jest pewne, mimo udokumentowania wydarzenia wieloma podobnymi relacjami świadków prawdopodobnie nigdy, np. GKBZHwP nie próbowała sprawy zbadać.

Powojenne losy podziemi...

Obiektami podziemnymi w Kamiennej Górze interesowano się zapewne po wojnie, lecz wydaje się, że w sposób umiarkowany. Na jeden z najwcześniejszych udokumentowanych tropów, natrafiamy w sprawozdaniu inspektora Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych M. Białasika z 18 IX 1948 roku: "(...) w m. Kamienna Góra stwierdziłem w ciągu dnia 17.09.48 r., że tunele i schrony, jak je opisywał Niemiec inż. Hild z Wałbrzycha mają wymiary i położenie opisane - jednak wymurowanie hali wewnątrz nie zostało wykończone, z czego należy wnioskować, że na cele składów nigdy nie były użyte. Z burmistrzem miasta, dyrektorem przedsiębiorstw miejskich i komendantem MO odbyłem konferencję dnia 18.09 przed południem. Tunele i schrony wyżej wspomniane znają ci panowie z opowiadań >Śmiałków<, którzy się tam zapuszczali. Wiedzą poza tem, o innej partii schronów spenetrowanych niedawno przez wojsko, gdyż były pogłoski, że są zaminowane (min wojsko nie odkryło). Ponieważ nikomu tu nic nie jest wiadomo o istnieniu jakiś ukrytych poniemieckich remanentów, żadnych prac tu prowadzić nie potrzeba".

Tajemnicza działalność

Trzeba przyznać, że marginalizowanie, czy wręcz zignorowanie możliwości penetracji tutejszych, jakże rozległych podziemi przez Inspektora PPT, wydaje się być dość zastanawiające. Tym bardziej, że autor opracowania, z którego zaczerpnięto powyższy cytat (Marek Lubicz-Woyciechowski "Tajemnicza działalność PPT w świetle zasobów archiwum Państwowego we Wrocławiu") odnalazł owe sprawozdanie dołączone do materiałów dotyczących... Kowar, które przy okazji w tym samym czasie były w zainteresowaniu PPT. Jedno jest pewne, gdyby był choć cień szansy na pozyskanie z kamiennogórskich podziemi remanentów, PPT przedsięwzięłoby jakiekolwiek działania. Tymczasem, przynajmniej w świetle dostępnych materiałów, nic takiego nie miało miejsca.

Dopiero w kwietniu 1970 roku dokonano pierwszej inwentaryzacji podziemi. Przeprowadzili ją oficerowie Wojska Polskiego z jednostki w Żarach, badając jednocześnie możliwości zaadaptowania wyrobisk na potrzeby militarne, tudzież obrony cywilnej. Poszczególne obiekty otrzymały wówczas metryki z opisem i podstawowymi informacjami na ich temat, a także wykonano proste plany i profile wyrobisk.

Skrzętnie zamazany podpis autora

Podczas nieustających poszukiwań interesujących nas archiwaliów, w Instytucie Pamięci Narodowej po raz kolejny udało się natrafić na niezwykle ciekawe materiały dotyczące działań eksploracyjnych prowadzonych w latach 70. Tym razem są to trzy teczki zatytułowane, kolejno: "Sztolnia Brodno /Breitenau/"; "Sztolnia przeciwlotnicza, wzgórze porfirowe /Burgberg/" oraz "Sztolnia pod Górą Kościelną /Klein-Zieder/". Zawierają one pochodzące z lat 70. opisy i charakterystyki 3 obiektów podziemnych w Kamiennej Górze wraz z ich planami.

Co ciekawe, w dwóch przypadkach, tj. sztolni pod Górą Zamkową oraz Kościelną są to oryginalne niemieckie plany projektowe w postaci odbitek ozalidowych w skali 1:300 - Luftschutzstollenbau Burgberg oraz Luftschutzstollenbau Klein-Zieder. Pozostałe trzy mapy, to wykonane w lipcu 1972 roku, przez Dział Mierniczo-Geologiczny Dolnośląskiego Zagłębia Przemysłu Węglowego, odbitki oryginalnych planów niemieckich z naniesionym stanem zachowania poszczególnych wyrobisk.

Analizując powyższe materiały, w pierwszej chwili trudno ustalić okoliczności ich powstania oraz kontekst, gdyż jedyne co może sugerować wytwórcę, to trójkątna pieczątka Komendy Miejskiej i Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Wałbrzychu. Nawiasem mówiąc identyczna z prezentowaną dwa miesiące temu przy okazji omawiania sprawy "Sztolni Rycerskiej" w masywie "Dzikowca" ("Odkrywca" nr 10/2010). Podobnie jak tam, podpis autora został skrzętnie zamazany. Dodatkowo, w materiałach znalazła się jednak notatka służbowa pracownika GKBZHwP Romana Polkowskiego z 8 IX 1972 r. z wyjazdu do Wałbrzycha i Kamiennej Góry. Ten ostatni dokument jednoznacznie naprowadził na trop, pozwalający ustalić okoliczności powstania materiałów.

Inwentaryzacja obiektów

Od końca lat 60. XX w. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu prowadziła szereg śledztw dotyczących funkcjonowania KL Gross-Rosen oraz jego licznych filii, m.in. również AL Landeshut w Kamiennej Górze. Jedną z przesłanek dochodzenia, było określenie zakresu prac jakie wykonywali więźniowie podczas drążenia kilku obiektów podziemnych w tej miejscowości. Przynajmniej oficjalnie.

Tak czy inaczej, sprawa musiała mieć zapewne kluczowe znaczenie, gdyż pod koniec czerwca 1972 roku dyrektor GKBZHwP Czesław Pilichowski porozumiał się z I z-cą Ministra Górnictwa i Energetyki Erykiem Porąbką w kwestii zainicjowania szeroko zakrojonych badań trzech kamiennogórskich sztolni. Sprawa załatwiana na tak wysokim szczeblu, z miejsca nabrała tempa. Już 4 VII 1972 r. w siedzibie OKBZH we Wrocławiu odbyło się pierwsze posiedzenie, na którym powołano sztab operacyjny. Do realizacji akcji pod kątem prac górniczych została zaangażowana dyrekcja Dolnośląskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego udostępniająca swoich specjalistów do wykonania inwentaryzacji obiektów oraz przeprowadzenia prac strzałowych. Śląski Okręg Wojskowy przydzielił saperów z jednostki w Brzegu w celu zabezpieczenia na wypadek natrafienia na pułapki minowe.

Mapy załatwiał kapitan SB

Do kompletu oczywiście nie mogło zabraknąć funkcjonariuszy SB oraz MO zapewniających ochronę, a i zapewne "odpowiedni nadzór" nad działaniami. Mieli oni również wspomagać akcję techniką dochodzeniową, a także... materiałami archiwalnymi. OKBZH we Wrocławiu zajęła się koordynacją całości projektu oraz kwestiami formalno-prawnymi przedsięwzięcia. W środowisku eksploracyjnym przeważa pogląd, iż rzeczywistym inicjatorem podjętych wówczas działań był kapitan SB Stanisław Siorek, który miał jako pierwszy dotrzeć do oryginalnych planów niemieckich kamiennogórskich podziemi.

Sam tak zresztą twierdził w swych niezwykle emocjonalnych, nie opublikowanych memorandach z początku lat 90. Po weryfikacji dostępnych materiałów, trudno ten pogląd potwierdzić, zwłaszcza, że w dostępnych protokołach posiedzeń mapy owszem załatwiał kapitan SB, lecz nie Siorek, a Adam Jaros z komendy w Wałbrzychu. Co więcej, wspomniany kpt. Siorek nie wszedł wówczas w skład grupy roboczej, uczestnicząc zaledwie w jednym posiedzeniu z pięciu odbytych.

Seria odstrzałów

Działania te z dzisiejszego punktu widzenia miały dość istotne znaczenie, niezależnie od efektów podjętych działań. Przede wszystkim opierały się na weryfikacji ówczesnego stanu wyrobisk z oryginalnymi, niemieckimi planami projektowymi poszczególnych obiektów. Na ich podstawie zinwentaryzowano podziemia, uaktualniono plany wyrobisk oraz wytypowano miejsca potencjalnych maskowań czy zamurówek sugerujących istnienie nieznanych odnóg podziemi. Na ich podstawie dokonano na początku września 1972 roku serii odstrzałów. Niestety, nie doprowadziły do odkrycia nieznanych wyrobisk. Teoretycznie negatywny wynik prowadzonych wówczas prac zakończył akcję. Na podstawie zachowanych protokołów wiadomo jednak, że dwa lata później podjęto nową próbę eksploracji kamiennogórskich podziemi, jednak brak jakichkolwiek informacji odnośnie ich przebiegu i efektów.

Przez następne dekady kamiennogórskie obiekty obrastały kolejnymi mitami, kubatura podziemi systematycznie się "rozrastała", podobnie zresztą jak hipotezy dotyczące ich przeznaczenia oraz okoliczności powstania. Sztolnie jednak "nie odczuły" tego zainteresowania, systematycznie podupadały, stając się wysypiskami śmieci, i miejscami których raczej należało unikać. Dopiero w ciągu ostatnich lat narodziła się koncepcja udostępnienia i uczynienia z nich jednej z większych atrakcji turystycznych Kamiennej Góry, wzorem sowiogórskich kompleksów. Realizacja tego przedsięwzięcia jest obecnie bardzo zaawansowana, pozyskano odpowiednie fundusze, wyłoniono w przetargach projekt oraz wykonawców adaptacji. Termin zakończenia prac i oddania obiektu do użytku nastąpi jesienią przyszłego roku. Dlatego też z niecierpliwością oczekujemy finału.

Piotr Maszkowski

Odkrywca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy