Ukraińskie drony szaleją w Alpach. Mają kosmiczne możliwości
Siły Zbrojne Ukrainy używają nawet 8000 sztuk dronów FPV dziennie, a rocznie produkują grubo ponad 3 miliony tych urządzeń. Jeden z youtuberów pokazał, jak niesamowitymi możliwościami dysponują. Jego dron FPV zamiast niszczyć czołgi czy śmigłowce, pokazuje jego fanom całe piękno najbardziej dzikich obszarów Alp.

Wojna na Ukrainie ukazała światu prawdziwą rewolucję w dziedzinie tanich dronów FPV. Te niewielkie, często składane w domowych warunkach maszyny, regularnie niszczą rosyjskie czołgi, transportery opancerzone, a nawet zestrzeliwują większe drony zwiadowcze na pułapach 4-6 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Ukraińscy operatorzy i inżynierowie doprowadzili tę technologię do poziomu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się science-fiction.
Skala użycia jest przytłaczająca. Według szacunków ukraińskich sił zbrojnych oraz niezależnych analiz, Ukraina zużywa obecnie 8000-10000 dronów FPV dziennie na wszystkich odcinkach frontu. W skali roku daje to liczbę rzędu co najmniej 4 milionów sztuk. I ta liczba cały czas rośnie. To największa w historii wojen masowa operacja dronowa na tak dużą skalę i z tak niskim kosztem jednostkowym.
Ukraińskie drony szaleją w Alpach i pokazują piękno przyrody
Klucz do sukcesu leży w kilku elementach, a mianowicie ekstremalnie dużym zasięgu, odporności na zakłócenia elektroniczne, stabilnym przekazie wideo oraz, co najważniejsze, rekordowej pojemności baterii. Dzięki nim drony FPV potrafią przenosić 1,5-kilogramowe ładunki wybuchowe na odległość 10 kilometrów, a jednocześnie zachowują zwrotność i precyzję wystarczającą do trafienia w ruchomy cel wielkości włazu czołgu.
Okazuje się jednak, że ta sama platforma, która na froncie służy do walki, może być wykorzystywana w zupełnie inny sposób. Romano FPV, popularny youtuber i pasjonat ekstremalnego latania FPV, pokazał właśnie, jak daleko zaszła ta technologia w rękach cywila. W swoim najnowszym materiale, Romano wysłał drona inspirowanego ukraińskimi konstrukcjami na szczyt Aiguille des Glaciers (3816 m n.p.m.) w Alpach francuskich. Startował z doliny położonej kilkaset metrów nad poziomem morza, pokonał różnicę wysokości rzędu 2800-3000 metrów, dotarł na sam wierzchołek, wykonał spokojne okrążenia wokół szczytu, a następnie wrócił na odległość kilku kilometrów od punktu startowego. Wszystko na jednym komplecie baterii.
Ukraina wyprodukowała 4 miliony dronów FPV
Zamiast granatów czy ładunków kumulacyjnych, na pokładzie znalazła się kamera GoPro (w niektórych lotach wspomagana systemem cyfrowym HDZero lub Walksnail), która zarejestrowała zapierające dech w piersi widoki alpejskich grani, lodowców, seraków i złocistego światła zachodzącego słońca nad najwyższymi szczytami Europy.
Ten pokaz jest czymś więcej niż tylko ładnym filmikiem. Udowadnia, że ukraińskie know-how w dziedzinie długodystansowych dronów FPV osiągnęło poziom, na którym radzą sobie one z ekstremalnymi warunkami, czyli niskim ciśnieniem, silnym wiatrem, bardzo dużymi wysokościami i długim czasem lotu. Baterie o pojemnościach 8000-12000 mAh i więcej, często w hybrydowych konfiguracjach Li-Ion / LiPo, pozwalają na misje trwające kilkanaście minut nawet przy sporym obciążeniu.
Kosmiczne możliwości ukraińskich dronów FPV
Romano łączy w ten sposób dwa zupełnie różne światy, czyli brutalną rzeczywistość wojny, w której te same drony zmieniają przebieg bitew na Donbasie i Zaporożu, oraz czystą radość latania i podziwiania piękna Matki Natury. Jego ostatnie filmy, z Aiguille du Midi, La Meije czy właśnie Aiguille des Glaciers,to prawdziwe majstersztyki dronów FPV.
Kto by kilka lat temu pomyślał, że dron, który wczoraj strącał rosyjskiego Orłana-10 za miliony dolarów na wysokości 5 kilometrów, dzisiaj potrafi spokojnie surfować po alpejskich szczytach i wracać do domu z materiałem 4K o zachodzie słońca nad Mont Blanc. Brawo Romano, i brawo ukraińscy inżynierowie. Ich wojenna technologia, produkowana w milionach sztuk rocznie, właśnie podbija nie tylko niebo nad frontem, ale i najwyższe szczyty Europy.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 90 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!









