Reklama

Zamach podczas Euro 2012? To nie Polska będzie celem

- Nasz kraj jest cały czas mało atrakcyjny dla organizacji terrorystycznych. Dużo większym problemem jest to, że Polska organizuje masową imprezę sportową, na którą będą zwrócone kamery mediów z całego świata – mówi portalowi INTERIA.PL Krzysztof Liedel, zastępca dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego i ekspert ds. terroryzmu.

Marcin Wójcik, INTERIA.PL: Monachium ’72, Atlanta ’96, Warszawa 2012? Czy scenariusz przeprowadzenia zamachu terrorystycznego podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej jest w ogóle prawdopodobny?

Krzysztof Liedel: - Duże imprezy masowe, nie tylko sportowe, ale także polityczne czy ekonomiczne, są czynnikami ryzyka. Zatem wszystkie kraje, które organizują imprezy masowe muszą brać pod uwagę tego typu zagrożenie. Bardzo dobrym tego przykładem są Chiny, które generalnie nie mają problemów z zagrożeniami terrorystycznymi. Jednak przed olimpiadą w Pekinie wydały one potężne pieniądze na stworzenie sytemu antyterrorystycznego w celu zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom igrzysk. Podobnie jest w przypadku Polski. Musimy brać pod uwagę tego typu zagrożenia i minimalizować ryzyko ich wystąpienia. Wydaje mi się jednak, że od zamachu w Monachium czy Atlancie upłynęło już tyle czasu a społeczność międzynarodowa zdobyła już tyle doświadczenia w walce z terroryzmem, że systemy bezpieczeństwa działają zupełnie inaczej, o wiele sprawniej. Prawdopodobieństwo dokonania zamachu terrorystycznego podczas Euro 2012 jest zatem niewielkie. Niemniej jednak, służby muszą być czujne.

Reklama

Kto mógłby stać za ewentualnym zamachem terrorystycznym?

- W chwili obecnej organizacje terrorystyczne, które mogłyby chcieć przeprowadzić atak, czyli głownie tzw. światowy dżihad, są przede wszystkim zajęte same sobą. Muszą dbać o swoje bezpieczeństwo, bo służby na całym świecie rozpracowują i zatrzymują terrorystów, likwidują ich siatki finansowania. Niestety, pojawiają się nowe problemy i zagrożenia, np. "samotne wilki", czyli Anders Breivik czy Mohammed Merah, który zaatakował w Tuluzie, we Francji. "Samotnymi wilkami" są zwykle osoby, które nie mają powiązań z organizacjami terrorystycznymi i działają zwykle w pojedynkę. Ten typ zagrożenia jest bardzo trudny do wykrycia, ale również trzeba go brać pod uwagę.

Czy Al Kaida mogłaby chcieć wykorzystać Euro 2012, by zemścić się na Polsce za domniemane więzienie CIA, które rzekomo znajdowało się w naszym kraju?

- Przede wszystkim, to nie Polska będzie celem ewentualnego zamachu terrorystycznego podczas Euro 2012. Nasz kraj jest cały czas mało atrakcyjny pod względem strategicznym dla organizacji terrorystycznych. Dużo większym problemem jest to, że Polska organizuje masową imprezę sportową, na którą będą zwrócone kamery mediów z całego świata. Będziemy w naszym kraju gościli reprezentacje i kibiców z krajów, które mają dużo większy problem z terroryzmem. Jeżeli doszłoby do ataku terrorystycznego, to raczej byłby to atak na imprezę masową, a nie na Polskę jako kraj. Terroryści spod znaku światowego dżihadu rzadko kierują się zasadą odwetu. Zwykle chodzi o to, by osiągnąć efekt psychologiczny i propagandowy. A impreza taka jak Euro 2012 jest dla nich doskonałym celem.

Jak taki ewentualny atak terrorystów mógłby wyglądać?

- Często w kontekście Euro 2012 zastanawiamy się nad zagrożeniami na stadionach. Wydaje się jednak, że większym problemem są wszystkie imprezy około meczowe. Systemy bezpieczeństwa na stadionach są na tyle efektywne, że terrorystom łatwiej będzie dokonać ewentualnego ataku w środkach transportu, w hotelach, restauracjach czy w strefach kibica. Atak poza stadionami miałby też swoje konsekwencje propagandowe i psychologiczne. Trzeba bowiem pamiętać, że w trakcie trwania imprezy masowej na terenie państwa, które ją organizuje znajduje się mnóstwo ludzi przemieszczających się, gromadzących w wielu miejscach. Jest zatem mnóstwo scenariuszy, gdzie takie ataki mogłyby zostać przeprowadzone.

Marcin Ciszewski w książce "Upał" przedstawił trzy możliwe scenariusze przeprowadzania ataku terrorystycznego podczas Euro 2012. Jest i strzelanina, i zamach bombowy, i cyberatak. Który z nich uważa pan za najbardziej prawdopodobny?

- Marcin Ciszewski pokazał trzy najistotniejsze i najbardziej popularne obecnie nurty w taktyce terrorystycznej. Jakkolwiek wszystkie trzy wydają się bardzo prawdopodobne, trzeba pamiętać, że w każdej chwili terroryści mogą nas czymś zaskoczyć. Przecież przed 11 września 2001 r. nikt nie myślał, że można użyć samolotów jako latające bomby.

Czy do polskich służb dotarły informacje, które mogłyby świadczyć o tym, że terroryści przygotowują atak podczas Euro 2012?

- W chwili obecnej brak jest jakichkolwiek informacji świadczących o tym, że taki atak jest przygotowywany. Takich informacji nie posiadają też służby na całym świecie. W zasadzie nic nie świadczy o tym, by Mistrzostwa w Piłce Nożnej mogłyby się stać celem ataku terrorystów.

Juval Aviv, były agent Mossadu, całkiem niedawno ostrzegł jednak Polskę, że terroryści są już od pewnego czasu na terenie kraju i przygotowują się do dokonania zamachu podczas Euro 2012.

- Wygłoszenie prawdopodobnej "prognozy" o tym, że jakaś grupa terrorystyczna przebywa na jakimś terenie jest dość łatwe. Strategia działania organizacji terrorystycznych polega na ciągłym szukaniu miejsc, w których terroryści mogliby osiągnąć pożądany przez siebie efekt propagandowy i psychologiczny. Nie można wykluczyć ich przebywania w żadnym kraju, także w Polsce. Często terroryści wywodzą się ze środowisk, w których przebywali od dłuższego czasu i z których mogli zostać zwerbowani po uprzedniej radykalizacji. Terroryści są w stanie planować z dużym wyprzedzeniem ataki, więc nie jest tak, że ad hoc przyjeżdżają w dane miejsce dla jakiegoś przedsięwzięcia. Posiadają plany, które wprowadzają do realizacji, gdy zaistnieje dogodna ku temu okazja. A wielka impreza sportowa z pewnością taką okazją jest.

W tym roku oprócz mistrzostw świata w Piłce Nożnej mamy jeszcze olimpiadę. Czy dla terrorystów nie byłby to lepszy cel ataku?

- Oczywiście, Wielka Brytania jest o wiele cenniejszym celem dla organizacji terrorystycznych niż Polska. Na Wyspach znajduje się także duża mniejszość muzułmańska, częściowo bardzo radykalna. Nie możemy jednak odrzucić takiego scenariusza, że Brytyjczycy tak przygotują olimpiadę, iż nie będzie się tam dało przeprowadzić ataku terrorystycznego. Natomiast przeprowadzenie ataku podczas Euro 2012 i tak odbije się na olimpiadzie. Igrzyska olimpijskie odbyłyby się wówczas w sposób sparaliżowany, w cieniu strachu i atmosferze zagrożenia. I w ten sposób najbardziej pożądany przez terrorystów efekt psychologiczny udałoby się zrealizować.

Zamach podczas meczu Polska-Niemcy? Marcin Ciszewski przedstawił taki scenariusz w książce pt. "Upał":


Euro 2012 zostanie przeprowadzone w dwóch krajach. Polska i Ukraina to jednak dwa odrębne systemy bezpieczeństwa, dwie różne filozofie działania służb specjalnych. Nie wydaje się panu, że w Kijowie czy Lwowie terrorystom byłoby łatwiej dokonać ataku niż w Warszawie czy Wrocławiu?

- Nie ma specjalnej różnicy pod względem strategii terrorystycznej między oboma krajami. Jeżeli terroryści mieliby zaatakować na Ukrainie, to braliby pod uwagę imprezę masową jako taką, a nie konkretne państwo. Polska i Ukraina współpracują w zakresie bezpieczeństwa i zwalczania terroryzmu. Ponadto, dzisiaj walka z terroryzmem ma charakter międzynarodowy i nie jest tak, że oba kraje same stawiają czoła wyzwaniom w obliczu Euro 2012. Mistrzostwa są ważne również dla innych państw i społeczność międzynarodowa pomaga w ich organizacji i zabezpieczeniu.

Ale mimo wszystko służby i tak będą o krok za terrorystami.

- Niezależnie o jaką kategorię przestępstwa by nie chodziło, to służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo są zawsze o krok za przestępcami. To jest niestety ich przewaga. Obecnie zmienia się strategia walki z organizacjami terrorystycznymi, przybiera ona charakter proaktywny. Nie czekamy, aż terroryści zaatakują. Staramy się reagować wcześniej: rozpracowywać organizacje terrorystyczne, odcinać je od źródeł finansowania czy zaopatrzenia w broń.

A co się stanie w sytuacji, gdy terrorystom jednak uda się zorganizować atak, a polskiej policji zabraknie takiego podinspektora Jakuba Tyszkiewicza, superbohatera z książki Marcina Ciszewskiego?

- Ten superglina jest postacią wykreowaną na potrzeby książki. Po to, by czytelnicy mieli z kim się utożsamiać. A tak naprawdę, dzisiaj walka z przestępczością nie opiera się na indywidualnościach. To jest praca zespołowa, która wymaga także współpracy międzynarodowej.

Im mniej będziemy o niej wiedzieli, tym dla nas lepiej?

- Bezwzględnie. Jednym z elementów, który wpływa na efektywność działania służb specjalnych, antyterrorystycznych jest to, byśmy o tym jak najmniej wiedzieli i mówili.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: terroryści | euro | stadiony | zamachy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy