Reklama

Ichtiozaury: Osiągały takie rozmiary, że zagrażają pozycji wielorybów

Ichtiozaury imponują nie tylko swoimi rozmiarami /JAMES KUETHER/Science Photo Library/East News /East News

Reklama

Niepozorny kawałek szczęki znaleziony na plaży Lilstock w Somerset w Anglii przed pięcioma laty może zmienić całe nasze widzenie rozmiarów gigantów żywego świata. To bowiem niekoniecznie wieloryby musiały być największymi zwierzętami w dziejach świata.

Co więcej, nie były nimi także dinozaury. Co do rekordowych rozmiarów tych zwierząt szacunki są różne, ale nie ma raczej wątpliwości, że żaden lądowy dinozaur (a innych nie było) nie osiągał gabarytów największych wielorybów, w tym płetwala błękitnego. Żyjący współcześnie ssak to największe zwierzę w dziejach Ziemi. Mierzy około 30 metrów, a są doniesienia o osobnikach nawet 33-metrowych. To wielkość dwóch autobusów miejskich.

Nie do pobicia? Niekoniecznie. Nienaruszalny dogmat o tym, że to płetwal błękitny jest największym gatunkiem znanego nam zwierzęcia, a żadna grupa nie przebiła wielkością wielorybów, może runąć. Sugeruje to owa szczęka z angielskiej plaży.

Reklama

W szranki z wielorybami

Konkurenci wielorybów w wyścigu na wielkość żyli w czasach współczesnych dinozaurom, ale nimi nie byli. To także zwierzęta wodne, gdyż wodne środowisko sprzyja ewolucyjnie rozrostowi organizmów. Mowa o ichtiozaurach.

Nazwa "ichtiozaur" jest zgrabnym połączeniem ryby (ichtos) i jaszczurki (sauros). Rybojaszczury zaliczamy do gadów, chociaż gdy ktoś zobaczy ich rekonstrukcję, trudno mu uwierzyć, że mają one coś wspólnego z jaszczurkami, żółwiami, wężami, nawet krokodylami czy dinozaurami. Bardziej przypominają delfiny.

To zjawisko znane w przyrodzie i nazywane konwergencją. Mówi ono, że jeżeli pozostawimy na miliony lat kompletnie różne od siebie organizmy jak np. ryby, gady i ssaki w identycznym środowisku, stwarzającym te same wymagania, konwergencja zbliży ich wygląd do siebie. Delfin będzie wyglądał jak ryba, albo jak... ichtiozaur.

Ichtiozaury - wielka zagadka. Gady jak delfiny

Do dzisiaj ichtiozaury stanowią dla naukowców zagadkę. Niewiele wiemy o ich zwyczajach, diecie, rozmnażaniu, zmysłach, życiu. Wydawały na świat żywe młode, co wykazały skamieniałości, czy jednak były w pełni żyworodne, czy też jajożyworodne - to już pewne nie jest. Związały się z wodą całkowicie, ich kończyny przekształciły się w płetwy, zwierzęta zapewne nie wychodziły na ląd jak obecne delfiny. I zajmowały ich niszę w ekosystemie.

Mieliśmy więc szereg ichtiozaurów o wielkości i wyglądzie delfinów, ale istniały też gatunki znacznie większe, bardziej podobne do wielkich wielorybów. Największym znanym dotąd ichtiozaurem były ogromne szonizaury z późnego triasu. Jego nazwa pochodzi od indiańskiego plemienia Szoszonów, bowiem szczątki giganta znaleziono w Shoshone Mountains w Newadzie w Stanach Zjednoczonych. Te, których szczątki wykopano już w XIX wieku, szacowano na 15 do 20 metrów długości i 40 ton wagi, a zatem były wielkości kaszalota. Ogromne.

W 1991 roku w Kanadzie odnaleziono jednak nowy gatunek szonizaura. Shonisaurus sikanniensis był zwierzęciem znacznie większym od poprzednika i jego rozmiary oceniono na około 23 metry długości. A to znaczyło, że ze znanych wszystkich zwierząt świata większe od niego były tylko płetwale błękitne. Półtorametrowa czaszka tego olbrzyma kryła oczy metrowej średnicy, największe w świecie zwierząt. Nazwę zawdzięcza rzece Sikkani w kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej, gdzie odnaleziono szczątki tego ichtiozaura.

Kiedy wydawało się, że doszliśmy do maksimum rozmiarów ichtiozaurów, pojawiła się kość szczękowa z Lilstock.

Nowy, ogromny ichtiozaur z Anglii

Znalazł ją zbieracz skamieniałości Paul de la Salle i do tej pory nie wiadomo dokładnie, do jakiego ichtiozaura należała, poza tym, że do ogromnego. Według publikacji z kwietnia 2018 roku oszacowano wielkość właściciela 96-centymetrowej kości na co najmniej 26 metrów, czyli więcej niż kanadyjski szonizaur z rzeki Sikkani. To już są rozmiary płetwali, a przecież mówimy jedynie o szacunkach rozmiarów olbrzyma sprzed 205 milionów lat.

Ichtiozaura z Somerset zalicza się do szastazaurydów, czyli grupy morskich jaszczurów, do której należą też szonizaury. Typowe dla nich były relatywnie krótkie pyski oraz ogromna liczba kręgów w kręgosłupie, dochodząca do 200. U dorosłych osobników nie znaleziono zębów, stąd podejrzewa się, że te zwierzęta mogły zasysać wodę tak, jak robią to dzisiaj wieloryby fiszbinowe, aby następnie odcedzać z niej drobną zdobycz, skorupiaki, głowonogi czy małe ryby.

Nie ma pewności jak je klasyfikować, bowiem z trzech znanych gatunków szastazaurów dwa mogą być synonimami innych ichtiozaurów opisywanych w innych częściach świata, np. co najmniej 15-metrowego olbrzyma zwanego himalajazaurem wykopanego w Tybecie w 1972 roku czy też guanlingzaura z Chin. Niektóry sugerują, że i Shonisaurus sikanniensis był wielkim gatunkiem szastazaura, a nie szonizaurem spokrewnionym ze znajdowanymi wcześniej w USA.

Klasyczne szonizaury miały bowiem zęby, ale tylko u młodych osobników, co sugeruje, że z wiekiem następowała u nich jakaś zmiana diety. Ich płetwy były proporcjonalnie ogromne, a ciało nabierało przedziwnych, pękatych rozmiarów i przypominało sylwetką wieloryby, a nie delfiny czy ryby. Stanowiły boczną linię rozwojową ichtiozaurów, która z końcem triasu wymarła.

Mieliśmy wtedy do czynienia ze zmianami klimatu i tzw. wymieraniem późnotriasowym, które dotknęło zwłaszcza organizmy morskie. Wymarło wtedy 80 procent z nich. Powodem mogła być aktywność wulkaniczna i bardzo silny efekt cieplarniany, który zmienił temperaturę i zasolenie mórz.

Nowe zwierzę z angielskiej plaży nie ma jeszcze swojej nazwy, nie zostało sklasyfikowane. Na razie nazywa się je roboczo "ichtiozaurem z Lilstock".

Wiele wskazuje na to, że morza oblewające dzisiejsze tereny Ameryki Północnej, Wysp Brytyjskich i zachodniej Europy (w triasie leżały one blisko siebie, oblane tropikalnym oceanem) zamieszkiwały w późnym triasie morskie zwierzęta o monstrualnych rozmiarach, znacznie większych niż sądziliśmy. Okaz z Anglii mógł być o jedną czwartą większy od Shonisaurus sikanniensis, a zatem nie można wykluczyć, że te 26 metrów zakładane dla właściciela szczęki z Lilstock to nie koniec i uda się znaleźć ichtiozaury jeszcze większe, aż do pobicia rekordu płetwala błękitnego włącznie.

Radosław Nawrot

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ichtiozaur | radosław nawrot | archeologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL