Reklama

Tajemniczy Pacjent HM: Człowiek bez pamięci

Henry Molaison pozostaje jedną z największych zagadek świata nauki /domena publiczna

Reklama

​Pod koniec 2009 roku odtajniono jedną z największych medycznych zagadek w Stanach Zjednoczonych. Wreszcie podano nazwisko tajemniczego "pacjenta HM", którego w kręgach naukowych nazywano "gwiazdą neurologii". Henry Molaison ponad połowę z przeżytych 82 lat spędził w zamkniętych klinikach i laboratoriach. I nic z tego nie zapamiętał!

Henry Gustav Molaison urodził się 26 lutego 1926 roku. Kiedy miał dziewięć lat, wjechał w niego rowerzysta. Wskutek uderzenia chłopiec upadł i stracił przytomność. Gdy doszedł do siebie, rodzice uznali, że nie ma potrzeby, żeby iść z nim do lekarza - ręce i nogi były całe, na nic się nie skarżył, więc po co ciągać dziecko po szpitalach? 

Jednak Henry wkrótce zaczął odczuwać silne bóle głowy. Poza tym od czasu do czasu doznawał ataków epileptycznych. W rezultacie młody Molaison wiele lat spędził w różnych klinikach. Choć przechodził prawdziwe męki i raz po raz poddawał się obserwacji najlepszych specjalistów w USA, wydawało się, że w walce z koszmarną migreną oraz atakami epilepsji stoi na przegranej pozycji. Nie pomagały nawet bardzo silne leki. 

Reklama

Dlatego w 1953 roku, w wieku 27 lat, Molaison zdecydował się na skomplikowaną operację mózgu. Chirurg William Scoville ze szpitala w Hartford podjął ogromne ryzyko - tego rodzaju ingerencja w centralny układ nerwowy była uważana za medyczny eksperyment. 

Ze swoim zadaniem doktor poradził sobie znakomicie: operacja się udała, bóle głowy nie męczyły już pacjenta, ataki padaczkowe ustąpiły, ale... zdarzyło się coś, czego nie mógł przewidzieć żaden lekarz. 

Henry pozbył się jednej dolegliwości, za to nabawił się innej - niezdolności formowania nowych wspomnień. Ujmując rzecz językiem lekarzy, Molaison stracił pamięć krótkotrwałą i operacyjną. Ostatecznie i bezpowrotnie! 

Wieczny dwudziestosiedmiolatek

Henry pamiętał całkiem sporo, tyle że z czasów sprzed operacji. Do samej śmierci sądził, że ma 27 lat. Nawet starający się utrzymać powagę profesorowie nie mogli powstrzymać uśmiechu, gdy siwy, niedołężny starzec próbował przekonać ich, jakoby rozmawiali z młodym mężczyzną. 

Molaison wiedział, jak się nazywa, potrafił wymienić imiona swoich rodziców i pamiętał, że jego matka pochodziła z Irlandii, zaś ojciec - z Luizjany. Poza tym bez problemu mógł opowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach w historii USA - krachu na giełdzie papierów wartościowych w 1929 roku, późniejszym wielkim kryzysie, a także II wojnie światowej. Miał w pamięci sceny z filmu Przeminęło z wiatrem oraz Dyktatora. Jednak wszystko, co działo się po 1953 roku, spowijała mgła zapomnienia.

Amnezja w żadnym stopniu nie wpłynęła na intelekt Henry’ego, nie zmieniła też w radykalny sposób jego charakteru. Jednak po operacji każde wydarzenie czy obraz pozostawało w jego głowie nie dłużej niż kilka minut. Potem wymazywało się, niczym za pomocą gumki, a pamięć znów stawała się czystą kartką papieru.

- On przypomina artystę, który tworzy szkic rysunku, po skończeniu natychmiast go niszczy, a następnie zabiera się za inny - opowiadał o nim Jacopo Annese, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. 

Reset pamięci co kilka minut

Co zdumiewające, zdolności motoryczne były przechowywane w pamięci Molaisona niczym w solidnym sejfie. W młodości mężczyzna nauczył się grać na gitarze i po operacji także czasem grywał swoje ulubione melodie. Niemniej wszystkie nowe piosenki, które próbował sobie przyswoić, tkwiły w jego głowie zaledwie przez kilka chwil. 

To samo dotyczyło pamięci topograficznej. Henry z łatwością potrafił naszkicować plan domu, w którym mieszkał wraz z rodzicami w dzieciństwie, a także rozkład szpitala, do którego trafił przed operacją. Potem nie był w stanie wrócić z gabinetu zabiegowego do sali, ponieważ nie pamiętał drogi. Po operacji każdy kolejny dzień był dla Henry’ego przygodą pełną odkryć. Żadna nowa informacja nie miała szans utrzymać się w jego pamięci dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Gdy skończył czytać gazetę, mógł zaraz zacząć lekturę od nowa - z takim samym zainteresowaniem.

Każdego ranka budził się w nieznanym sobie otoczeniu. Codziennie też przedstawiał się pielęgniarkom i lekarzom, ponieważ był przekonany, że widzi ich po raz pierwszy. Tysiące razy poznawał smaki "nowych" potraw i napojów. Niezmiennie podziwiał osiągnięcia nauki i techniki. Choć wielokrotnie spacerował po parku tą samą trasą, każda ścieżka wydawała mu się nieznana. 

Było jasne, że ten wyjątkowy pacjent nie mógł przebywać w zwykłej placówce medycznej, nie mówiąc już o samodzielnym funkcjonowaniu we własnym domu. Co prawda, dopóki żyli rodzice Henry’ego, wielokrotnie próbowali oni nauczyć syna, jak należy dbać o własny kąt. Jednak, jakkolwiek by się nie starali, młody Molaison nie potrafił zapamiętać, gdzie znajduje się toaleta, jak działa mikrofalówka albo dokąd powinien zanieść śmieci. 

Mózg w lodówce

Henry Molaison stał się prawdziwym fenomenem dla specjalistów. Nauka nigdy wcześniej nie miała do czynienia z takim przypadkiem. Na przestrzeni wielu lat Henry był najważniejszym pacjentem w amerykańskich instytutach zajmujących się badaniami nad ludzkim mózgiem. Przeprowadzano na nim, jak na króliku doświadczalnym, setki rozmaitych eksperymentów. Jednak zaawansowane badania rozpoczęły się dopiero po śmierci Henry’ego Molaisona, który zmarł w prywatnym sanatorium 2 października 2008 roku. 

Jego zgon został potwierdzony przez Suzanne Corkin - neurologa z Instytutu Technologii w Massachusetts -  która pracowała z nim przez dziesięciolecia. Obecnie słynny mózg "pacjenta HM" znajduje się w laboratorium badań neurologicznych na Uniwersytecie Kalifornijskim. 

Kierownik projektu, profesor Jacopo Annese, dopiero niedawno podał do publicznej wiadomości nazwisko najbardziej zagadkowego pacjenta na świecie. Co więcej, naukowiec zaprosił reporterów do swojego "królestwa". 

Amerykańska, a w ślad za nią również światowa społeczność dowiedziała się wiele nowego na temat przypadku Molaisona. Okazało się, że jego mózg od kilku lat jest przechowywany w specjalnej lodówce, w której utrzymuje się stały poziom temperatury i wilgotności. Sprzęt chłodzący, niczym ogniotrwały sejf, jest w stanie przetrwać pożar, trzęsienie ziemi, powódź, a także inne klęski żywiołowe. Profesor pokazał go dziennikarzom, po czym bez cienia zakłopotania powiedział:

 - Kiedy go badam, czuję się jak archeolog! Jacopo Annese wcale nie przesadza, a najciekawsze badanie przeprowadził na oczach milionów widzów - operacja mająca na celu zgłębienie tajników mózgu Molaisona była transmitowana na żywo w Internecie. Wszyscy użytkownicy sieci, w tym również koledzy po fachu profesora, otrzymali dostęp do unikatowego materiału. 

Wiedza w plasterkach

Najpierw mózg zamrożono, a następnie przez trzy dni specjalny instrument medyczny zdejmował z niego warstwę po warstwie, fotografując równocześnie poszczególne cięcia. Łącznie powstało około 2,5 tysiąca zdjęć. Pozwoliły one uczonemu stworzyć szczegółową mapę mózgu. Poza tym można było ustalić interesujące fakty. 

Okazało się, że w trakcie operacji chirurg usunął około 5 cm części przyśrodkowych obydwu płatów skroniowych oraz oba hipokampy. Czyżby wyciął właśnie te fragmenty, które odpowiadały za zapisywanie wspomnień? Póki co naukowcy nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej  wspomniany Annese twierdzi, że:

- Co chwilę trafiają do naszego mózgu nowe informacje o tym, co dzieje się wokół. W ten sposób tworzy się nasza pamięć. Wygląda to tak, jakbyśmy układali kolejne warstwy na piętrowym torcie naszych wspomnień, wskutek czego staje się on coraz grubszy. I właśnie dlatego nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie zdarzeń ze 100-procentową dokładnością - ciągle dodajemy kolejne warstwy. Wszyscy tak funkcjonujemy, poza Henrym Molaisonem. I w tym tkwił jego fenomen. 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy