Coca-Cola dla groźnych tubylców. Amerykanin aresztowany

24-letni obywatel Stanów Zjednoczonych, który chciał zostać współczesnym "Prometeuszem" i zanieść żyjącemu z daleka od cywilizacji plemieniu jeden z naszych najwspanialszych "darów", czyli Coca-Colę, musi ponieść karę. Co prawda jego wątroba pozostanie nienaruszona, ale Mychajło Wiktorowycz Polakow, bo o nim właśnie mowa, został aresztowany za łamanie surowych przepisów chroniących wyspę Sentinel Północny.

Nielegalna podróż na wyspę Sentinel Północny może skończyć się śmiercią. Jej mieszkańcy są wrogo nastawieni do świata zewnętrznego
Nielegalna podróż na wyspę Sentinel Północny może skończyć się śmiercią. Jej mieszkańcy są wrogo nastawieni do świata zewnętrznegoWikimedia Commons

Pamiętacie plemię, które w 2018 roku zaatakowało próbującego je nawracać amerykańskiego misjonarza Johna Allena Chau, co skończyło się dla niego tragicznie? Wygląda na to, że nie do wszystkich docierają takie argumenty, bo kolejny śmiałek nielegalnie udał się na Sentinel Północny, by podjąć próbę kontaktu z zamieszkującą wyspę ludnością, słynącą z wrogiego nastawienia do świata zewnętrznego.

Przypomnijmy, że Sentinel Północny jest od 1947 roku częścią indyjskiego terytorium związkowego Andamany i Nikobary, ale w praktyce jej mieszkańcy są autonomiczni. Od 15 lat wyspa znajduje się też pod ochroną Organizacji Narodów Zjednoczonych, bo na Ziemi znajduje się już tylko garstka takich odmiennych społeczności, które za wszelką cenę próbują zachować swój styl życia, wyznawane wartości, światopogląd i kulturę, a ta na dodatek może liczyć nawet 30 tys. lat.

Bo na pewno mieli ochotę na colę

Niestety nie wszyscy respektują zakazy ingerowania w życie tubylców i od czasu do czasu podejmowane są próby doprowadzania do kontaktu, które mogą okazać się "zabójcze" dla obu stron, bo warto pamiętać, że ze względu na całkowitą izolację, plemię zamieszkujące wyspę jest pozbawione odporności na wiele powszechnych chorób zakaźnych, jak grypa czy ospa. Nie powstrzymało to 24-letniego obywatela USA, który został aresztowany za wtargnięcie na wyspę, gdzie jak sam tłumaczy chciał przekazać mieszkańcom… Coca-Colę.

Według lokalnych relacji medialnych dostał się na wyspę z plaży Kurma Dera, pokonując blisko 50 km za pomocą prowizorycznej łodzi. Podróż rozpoczął w nocy 29 marca, kierując się GPS-em i docierając do północno-wschodniego brzegu wyspy około godziny 10:00 rano. Na miejscu przez około godzinę używał lornetki i gwizdka, próbując zwrócić uwagę członków plemienia. Kiedy nikt się nie pojawił, wyszedł na ląd, zostawił „dary”, pobrał próbki piasku i odpłynął.

Władze chcą go przykładnie ukarać

Policja przejęła jego GoPro, na której znajduje się materiał z lądowania, a także łódź, silnik i pozostały sprzęt. Amerykanin przebywa w areszcie i jest przesłuchiwany. O sprawie powiadomiono również ambasadę USA oraz indyjskie ministerstwa spraw wewnętrznych i zagranicznych, bo Indie mają być "zdeterminowane, by zapobiec kolejnym podobnym incydentom".

Co ciekawe, mężczyzna już wcześniej próbować miał dotrzeć na wyspę, a konkretniej w październiku ubiegłego roku i styczniu tego, a miał również nielegalnie filmować inne chronione plemię z archipelagu - lud Jarawa. 

Działania Polakowa naraziły nie tylko jego życie, ale także życie całego plemienia. Sentinelezyjczycy wielokrotnie jasno dawali do zrozumienia, że nie chcą kontaktu z obcymi 
komentuje Caroline Pearce z organizacji Survival International dla MailOnline.

***

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 87 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!

Jowita Michalska: AI zamiast przyjaciela. Duży światowy biznesINTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?