Reklama

NASA wydała na ten długopis miliony dolarów. A potem świat się zaśmiał!

NASA poświęciła 10 lat i miliony dolarów na stworzenie długopisu, który będzie pisał przy zerowej grawitacji, podczas gdy radzieccy kosmonauci wzięli po prostu... ołówki. Znacie tę historię? Przeczytajcie o małym i rzeczywiście kosztownym wynalazku...

W momencie, gdy wszystkie niezbędne informacje, jak np. dzienniki czy wyniki eksperymentów naukowych zapisywane są elektronicznie, dyskusja na temat pisania w kosmosie może wydawać się zabawna. Jednak podczas pierwszych misji był to istotny problem, który próbowano rozwiązać. Początkowo używano ołówków, później jednak uwagę naukowców zwrócił długopis, który może pisać w kosmosie.

Jak powstał słynny długopis?

Wbrew obiegowej opinii to nie NASA wydała miliony dolarów na opatentowanie długopisu piszącego przy braku grawitacji, a prywatny inwestor. Paul C. Fisher i jego firma Fisher Pen przeznaczyła na ten cel milion dolarów.

Reklama

W 1965 roku opatentowane został długopis Fisher Space Pen, który mógł pisać do góry nogami, w zmiennej temperaturze  (od -45 st. C do ponad 200 st. C), pod wodą lub w innych płynach. Co więcej, jeśli było zbyt gorąco, atrament zmieniał kolor z niebieskiego na zielony.

Jak działa długopis Fisher Space Pen?

Większość długopisów opiera się na grawitacji, która umożliwia przepływ atramentu. Wkład długopisu opracowanego przez Fishera wypełniony jest azotem pod ciśnieniem 2,4 bara. Ten nacisk popycha atrament w kierunku kulki z węglika wolframu w końcówce.

Ale atrament również jest nietypowy. Dopóki nie zacznie się nim pisać, ma konsystencję żelu. Dopiero ruch powoduje jego zamianę w płyn.

Astronauci zaczynają używać długopisów

Podczas pierwszych misji NASA załoga musiała dokonywać obliczeń i zapisywać dane niezbędne do celów naukowych. Początkowo używano do tego ołówków. Gdy pojawił się długopis, agencja kosmiczna podeszła do wynalazku raczej z umiarkowanym entuzjazmem, mając po drodze szereg niezbyt dobrych doświadczeń. Dopiero po pozytywnych testach podjęto decyzję o zakupie 400 sztuk.

Przeczytaj także: Pierwsze zdjęcie egzoplanety w wykonaniu Webba. Jest masywna, ale to planetarny bobas!

Ołówek zamiast długopisu

Podczas misji kosmicznych ogranicza się używanie przedmiotów, które mogą być niebezpieczne. Niestety grafit znajduje się na tej liście, ponieważ pali się i przewodzi prąd. Ale z drugiej strony w ołówku nie mamy do czynienia z czystym grafitem a mieszanką z gliną w celu zachowania kształtu. Do tego spala się w temperaturze powyżej 1000 st. C.

Natomiast jeśli chodzi o zagrożenie elektryczne to ilość grafitu, która powstaje w wyniku sporadycznego pisania, jest zbyt mała, aby rzeczywiście mogła być niebezpieczna.

Ołówki były używane od początku zarówno przez Stany Zjednoczone jak i Związek Radziecki. Na początku lat 60. NASA wymieniła je na ołówki automatyczne, co pozwalało ograniczyć drewniane wióry powstające w wyniku strugania. Radzieccy astronauci używali z kolei ołówków smarowych, którymi pisali po kartkach papieru na plastikowych tabliczkach. Przez pewien czas, podczas misji Apollo używano także flamastrów

Może to jednak nie taki głupi pomysł

Kapsuły kosmiczne, podobnie jak łodzie podwodne, to zamknięte środowiska, które podlegają surowym wymogom bezpieczeństwa. Wszystkie materiały są sprawdzane pod kątem potencjalnych zagrożeń. Każdy potencjalny wyciek, kawałki drewna, grafitu, jakiekolwiek opary i kropelki atramentu mogą w kosmosie stanowić zagrożenie życia. Brak grawitacji sprawia, że nawet przy działającej filtracji powietrza przedmioty będą się unosiły w kabinie.

Każdy materiał przewodzący jest potencjalnym zagrożeniem dla elektroniki, a nieprzewodzący może utrudnić mechaniczną pracę sprzętu na pokładzie. To również zagrożenie dla człowieka, może uszkodzić wzrok czy dostać się do dróg oddechowych.

Według NASA ołówki nie były najlepszym wyborem. Końcówki się łamały i łuszczyły, a unosząc się w kabinie przy braku grawitacji, stanowiły zagrożenie dla astronautów i sprzętu. Choć grafit nie był aż tak dużym zagrożeniem, to drewniana otoczka już tak. Dodatkowy nacisk na bezpieczeństwo zaczęto kłaść po tragicznym pożarze podczas misji Apollo 1, w wyniku którego zginęła cała trzyosobowa załoga.

Długopis przyjął się wśród astronautów na wiele lat

Fisher Space Pen zyskał uznane nie tylko w NASA, ale także w radzieckim programie kosmicznym. To mit, że radzieccy astronauci używali tańszego i lepszego ołówka. Po tym jak zakupiła je NASA, 100 długopisów i 1000 wkładów trafiło do Związku Radzieckiego.

Później Fisher stworzył całą linię kosmicznych długopisów. Najnowszy, o nazwie Shuttle Pen, był używany na promach kosmicznych NASA i rosyjskiej stacji MIR.

Chcesz taki długopis? Nie musisz lecieć w kosmos

Długopisy używane przez astronautów są dostępne dla każdego. W Polsce za Fisher Space Pen trzeba zapłacić około 250 zł, a za Shuttle Pen, w zależności od wersji, około 350 zł. Ale za to otrzymasz długopis, którym rozwiążesz krzyżówki na plaży nawet przy największych upałach, deszczu i zalaniu przez morskie fale. To również może być doskonały prezent dla ucznia i studenta. Dzięki temu już nie będzie problemu ze spisaniem notatek czy pracy domowej na ścianie lub w innych wymagających warunkach.

Przeczytaj także:

Leczenie radem sposobem na wszelkie dolegliwości? Lekarze "troszeczkę" się pomylili

Bóg fizyki też się mylił? Oto trzy wielkie pomyłki Alberta Einsteina

Dziecko ząbkuje? Masz zaparcie? Najlepszym lekarstwem jest... rtęć. Tak myślano do początku XX w.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama