Reklama

To w ogóle lata? Najdziwniejsze prototypy wczesnych samolotów

Pierwsze samoloty mogły wyglądem znacznie odbiegać od tych, które znamy ze współczesnych lotnisk. Konstruktorzy badali najrozmaitsze rozwiązania, by uzyskać optymalny kształt latającego pojazdu. Niektóre z pierwszy prototypów wyglądają, jakby w ogóle nie miały oderwać się od ziemi!

Od pierwszego lotu braci Wright w 1903 roku minęło już niemal 120 lat. Dzisiaj na lotnisku widzimy mrowie łudząco do siebie podobnych samolotów, które na pierwszy rzut oka różnią się głównie logiem firmy transportowej. Jednak samoloty nie zawsze tak wyglądały, a twórcy pierwszych pojazdów latających dawali się ponieść fantazji. Niektóre projekty wyglądają, jakby maszyna miała w ogóle nie oderwać się od podłoża. Wiadomo skąd twórcy bajki Dastardly i Muttley wzięli swoje pomysły.

Latająca łódź wyprzedziła braci Wright?

Chociaż według wielu encyklopedii to bracia Wright po raz pierwszy wznieśli się w powietrze, prawda może być nieco inna. Niektóre świadectwa podają, że zostali oni wyprzedzeni przez Gustawa Whiteheada. Stworzył on prototyp samolotu, który mocno inspirował się skrzydłami nietoperza. Do nich został przyczepiony pokład o wyglądzie małej łodzi. Całość mogła wznieść się w powietrze dzięki dwóm silnikom działającym na acetylen i naftę, które wprawiały w ruch śmigła przeciwbieżne. Gustaw Whitehead swoją maszyną był w stanie przelecieć nawet 800 metrów.

Reklama

Philips multiplane czyli rower-regał na książki

W 1904 roku Horatio Philips postanowił stworzyć coś na wzór latającego roweru. W tym celu do trójkołowego roweru przymocował konstrukcję składającą się z ponad 20 skrzydeł. Maszyna bardziej przypominała niestabilny regał na książki niż coś, co miałoby się wzbić w powietrze i rzeczywiście, o lataniu nie było tu mowy. Największym osiągnięciem samolotu multiplane pierwszej generacji były kilku-kilkunastometrowe skoki.

Jednak inżynier nie poddał się i już dwa lata później powstał multiplane drugiej generacji. Jeżeli ktoś myślał, że pierwsze dzieło Phillipsa jest dziwaczne, to zdecydowanie nie widział drugiego. W tym przypadku konstruktor zamontował aż 200 skrzydeł. Od razu widać, że Horatio Phillips szedł w ilość zamiast w jakość. Cała konstrukcja swoim wyglądem przypominała klatkę. Niemniej, udało mu się wzbić w powietrze i przelecieć 150 metrów.

Latający katamaran - dziwny pomysł włoskich inżynierów

W latach 30. XX. wieku włosi wiedli prym w konstruowaniu niecodziennych pojazdów latających. Wymarzył im się samolot, który będzie w stanie startować z wody i będzie mógł w niej pływać bez ryzyka zatonięcia. Jednak ich konstrukcje przypominają bardziej próby wzniesienia w powietrze statków niż dostosowanie samolotów do unoszenia się na wodzie.

Firma Savoia-Marchetti znana jest z tego, że wyprodukowała modele latających katamaranów o podwójnym kadłubie. Pierwszy S.55 powstał w 1924 roku, lecz później został zastąpiony przez jednostkę S.66. Tych jednak wyprodukowano tylko 23 egzemplarze, które służyły do celów cywilnych. S.66 osiągał maksymalną prędkość 264 km/h i był zasilany przez trzy silniki Fiata A.24R V12. Na swoim pokładzie maszyna mogła pomieścić nawet do 22 pasażerów.

Samolot bez dzioba Stipa-Caproni

W 1932 roku we Włoszech powstał eksperymentalny prototyp samolotu. Zaprojektował go Luigi Stipa, a skonstruowała firma Caproni. Maszyna różni się tym od dzisiejszych odrzutowców, że postanowiono zrezygnować z dzioba. Co więcej, główne śmigło zainstalowano wewnątrz otwartego kadłuba, tworząc wentylator kanałowy. Taka konstrukcja sprawia, że Stipa-Caproni wygląda jak samolot przecięty na pół.

Konstrukcja Luigiego Stipy była w stanie wzbić się w powietrze i nawet pozwoliła na zwiększenie wydajności pracy silnika. Niestety, mało aerodynamiczna budowa sprawiła, że maszyna nie była w stanie polecieć szybciej niż 131 km/h.

Rotary Rocket - samolot-rakieta, który miał wynieść ludzkość na orbitę

Dziwne konstrukcje to nie tylko początek XX. wieku. Nawet w latach 90. powstawały maszyny, których wygląd sprawia, że podnosi się brew i człowiek zaczyna wątpić, czy to w ogóle jest w stanie oderwać się od ziemi. Jednym z takich dziwacznych pomysłów jest Rotary Rocket, czyli samolot, który miał zastąpić rakiety i wykonywać loty załogowe na Niską Orbitę Okołoziemską. W 1999 roku przeprowadzono trzy testy maszyny, lecz wkrótce po tym zabrakło funduszy na dalszą rozbudowę projektu.

Rotary Rocket swoim kształtem przypomina nieco dzisiejsze rakiety. Różni się tym, że na kadłubie maszyny znalazł się wirnik nośny z czterema łopatami. Samolot korzystał z silników na ciekłe paliwo rakietowe i w zamyśle miał być pojazdem Single-Stage-To-Orbit, czyli takim, który jest w stanie dostać się na orbitę w całości bez odczepiania części maszyny podczas lotu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy