Reklama

Psychopata na salonach

Biografia Johanna Unterwegera do tego stopnia przypomina scenariusz, że powstanie na jej podstawie sensacyjnego filmu jest zapewne kwestią czasu. Pozostaje tylko pytanie, czy polubimy głównego bohatera? Raczej trudno w to uwierzyć.

W Judenburgu, małym austriackim miasteczku, 16 sierpnia 1950 roku przychodzi na świat chłopiec. Matka - Teresa Unterweger, uliczna prostytutka, ojciec nieznany, być może brytyjski lub amerykański żołnierz jednego z wielu stacjonujących jeszcze w Europie oddziałów alianckich. Dziecko dostaje imię Johann.

Aresztowany za napaść na prostytutkę

Górzysta Karyntia, kilka lat później. Mały Johann mieszka u dziadka alkoholika w rozwalającym się gospodarstwie. Matka porzuciła go już dawno, kiedy miał dwa lata. Trafiła do aresztu, a potem słuch o niej zaginął. Pewnie "ruszyła w trasę". Chłopak nienawidzi matki, nienawidzi dziadka, nienawidzi całego świata. Jest wybuchowy i nieprzewidywalny. Wątły, niewysoki, sprawia wrażenie młodszego niż jest w rzeczywistości. Gdy ma czternaście lat, opuszcza dom na zawsze. W wieku szesnastu lat zostaje po raz pierwszy aresztowany - za napaść na prostytutkę. Po wyjściu na wolność przystaje do grupy trudniącej się rozbojami, kradnie i handluje zrabowanym towarem. Każe nazywać się Jack i twierdzi, że jego ojciec był Amerykaninem. W 1976 r. za zamordowanie młodej kobiety zostaje skazany na dożywocie.

Reklama

Metamorfoza

Chłopak, choć zdawałoby się już stracony dla świata, przechodzi w więzieniu cudowną przemianę. Z agresywnego bandyty zmienia się w pilnego studenta. Uczy się czytać i pisać. Wciąż ślęczy nad książkami. Prowadzi gazetkę więzienną, tworzy wiersze, opowiadania, sztuki teatralne. Jego autobiograficzna powieść "Czyściec" staje się bestsellerem i wkrótce zostaje zekranizowana. Radio emituje jego słuchowiska radiowe dla dzieci, które wzruszają cały kraj. Do więzienia w Stein ciągną dziennikarze i krytycy literaccy, posłuchać, jak w sali widzeń Unterweger czyta fragmenty swoich dzieł. Drobny, z młodzieńczą, niewinną twarzą, robi duże wrażenie na publiczności, szczególnie płci żeńskiej.

- Był taki delikatny, że zdecydowaliśmy się doprowadzić do jego uwolnienia - wspomina wydawca artystycznego magazynu "Manuskripte".

Wzór resocjalizacji

Kampania na rzecz Jacka angażuje media, polityków, świat artystyczny, pisarzy, m.in. Elfriedę Jelinek, austriacką noblistkę z 2004 r. Koronny argument? Człowiek o takiej wrażliwości i talencie literackim nie może być patologicznym kryminalistą. Unterwegera okrzyknięto wzorem resocjalizacji, przykładem na to, jak sztuka może "uleczyć" przestępcę.

23 maja 1990 r. po odsiedzeniu minimalnego wyroku Jack Unterweger zostaje zwolniony warunkowo. Opuszcza więzienie tryumfalnie, wśród tłumu dziennikarzy, w błyskach fleszy.

- Tamto życie się skończyło. Zaczynam nowe - oświadcza.

W spokojny wrześniowy poranek 1990 r. nad brzegiem Wełtawy niedaleko Pragi spacerowicz znajduje ciało kobiety. Leży na plecach, naga, z parą szarych pończoch zadzierzgniętych wokół szyi. Zostawiono ją w sugestywnie seksualnej pozycji, z rozłożonymi nogami, przykrytą liśćmi, gałęziami i trawą. Na jej palcu tkwi złoty pierścionek. Mężczyzna, który dokonał tego makabrycznego odkrycia, natychmiast zawiadamia władze.

Badanie wykazuje, że ofiara była duszona, a także dźgana ostrym narzędziem i bita. Wszystko wskazuje na to, że zginęła niedawno, być może poprzedniej nocy. Siniaki na jej ciele świadczą, że walczyła, lecz, co dziwne - nie ma oznak gwałtu. Ani na kobiecie, ani w otoczeniu nie znaleziono śladów biologicznych. Nie ma też niczego, co pozwoliłoby zidentyfikować ofiarę. Pobrano jej odciski palców, lecz ponieważ nie była notowana, nie udaje się ustalić jej tożsamości. Podczas przeszukiwania brzegów rzeki funkcjonariusze natrafiają na damskie ubrania, których rozmiar pasuje do ofiary. Wśród nich jest też portfel z dokumentami na nazwisko Blanca Bockova. Można zatem odtworzyć ostatnie godziny jej życia.

Znikające kobiety

Blanca Bockova pracowała w sklepie mięsnym w Pradze. Policja rozmawiała z jej pracodawcą i znajomymi, co pozwoliło ustalić linię czasową. Blanca skończyła pracę 14 września, dzień przed tym, kiedy znaleziono jej ciało, i poszła na plac Wacława na drinka i przypuszczalnie podryw. Według tych, którzy ją znali, lubiła się bawić i poznawać nowych ludzi. Mogła zgodzić się na szybki numerek tu czy tam, ale nie była zawodową prostytutką. Świadkowie zeznali, że w tamtą wtorkową noc jej przyjaciele skończyli drinki około 23.45 i zbierali się do wyjścia, lecz Blanca chciała jeszcze zostać. Ponaglała ich, żeby sobie poszli mówiąc, że sama trafi do domu. Gdy wychodzili, rozmawiała z sympatycznym, dobrze ubranym czterdziestoletnim mężczyzną, którego nikt z nich nie znał. To był ostatni raz, kiedy widziano Bockovą, z czego wynika, że zginęła między północą a 7.30 rano, gdy odkryto jej ciało. Policja chce przesłuchać tajemniczego nieznajomego, lecz nie udaje się go znaleźć.

Około 5 tygodni później w Grazu w Austrii, na południe od Pragi, znika prostytutka Brunhilde Masser. Ostatni raz widziano ją 26 października 1990. W Austrii prostytucja jest legalna i nie wzbudza tak silnych emocji, jak gdzie indziej, zaś morderstwa na tle seksualnym są rzadkie. Dlatego ten nietypowy wypadek zwraca uwagę władz. Niepokój wzrasta, gdy 5 grudnia w Bregencji ginie bez śladu prostytutka Heidemarie Hammerer. Nikt nie wie, co się z nią stało i mija niemal miesiąc, zanim ją znaleziono.

W noworoczny wieczór turyści wędrujący po lesie niedaleko Bregencji natykają się na jej ciało. Jest ubrana, leży na plecach, przykryta suchymi liśćmi. Bliższe badanie wykazuje, że została zabita, następnie zgwałcona, po czym jej ciało ciągnięto po lesie. Miała na sobie biżuterię, więc wykluczono motyw rabunku. Nogi ofiary były rozrzucone, a kawałek majtek ucięto jakimś ostrym narzędziem, może nożem. Brakujący fragment znaleziono w ustach kobiety - posłużył za knebel. Zimno zabezpieczyło szczątki, dzięki czemu daje się ustalić, że ofiara zginęła uduszona rajstopami, przypuszczalnie własnymi. Na nadgarstkach zostały ślady po kajdankach lub ciasnych więzach, siniaki na całym ciele świadczą, że była bita. Nie stwierdzono śladów nasienia, lecz być może spłukał je deszcz i śnieg. Jedynym potencjalnym dowodem jest kilka czerwonych nitek znalezionych na ciele, nie pochodzą one z odzieży ofiary i zostają pieczołowicie zebrane przez policję.

Silnie rozłożone szczątki

Pięć dni po odkryciu ciała Hammerer turyści w lesie na północ od Grazu natrafiają na silnie rozłożone szczątki. To, co zostało z ofiary płci żeńskiej, wskazuje, że porzucono ją nagą, twarzą do ziemi w łożysku potoku i przykryto liśćmi. Patolodzy byli w stanie stwierdzić, że kobietę zasztyletowano i przypuszczalnie uduszono jej własnymi rajstopami, ale zaawansowany stopień rozkładu nie pozwalał na stuprocentowo pewne ustalenia. Pośladki ofiary zostały częściowo zjedzone przez zwierzęta, brakowało odzieży, torebki i innych rzeczy osobistych, została za to biżuteria. Wkrótce potwierdzono jednak, że ofiara to Brunhilde Masser.

Austriacka policja federalna przeczesuje okolicę, lecz nie znajduje nikogo, kto wiedziałby coś o ostatnich klientach Hammerer czy Masser. Ktoś widział z Hammerer mężczyznę w skórzanej kurtce, lecz to było wszystko, co udało się uzyskać. Śledztwo utyka w martwym punkcie.

Dwa miesiące później, 7 marca 1991 r., w Grazu Elfriede Schrempf nagle przestaje się pojawiać na ulicy, na której zawsze stała. I tym razem śledztwo prowadzi donikąd. Brak jakichkolwiek informacji pozwala śledczym przypuszczać, że być może Elfriede żyje, tylko po prostu wyjechała. 5 października turyści znajdują szkielet w lesistym terenie pod Grazem. Szczątki należą do kobiety wzrostu zaginionej i są przykryte liśćmi. Jedyna odzież znaleziona przy nieboszczce to para skarpetek. Wkrótce ofiara zostaje zidentyfikowana jako Elfriede Schrempf.

W ciągu niecałego miesiąca cztery kobiety - Silvia Zagler, Sabine Moitizi, Regina Prem i Karin Ergolu - znikają z ulic Wiednia. Wszystkie są profesjonalistkami. Policja ma dodatkowy teren do patrolowania, lecz żadnych więcej wskazówek. Zabójca jest nieuchwytny.

20 maja odkryto ciało Sabine Moitizi, trzy dni później ktoś znajduje szczątki Karin Ergolu. Obie porzucono w lesie pod Wiedniem, twarzą do ziemi, uduszone częściami własnego ubrania. Ciało Ergolu jest nagie, wyjąwszy biżuterię, Moitizi ma tylko bluzkę, zadartą do góry. Pieniądze Moitizi zniknęły, ale jej ubranie i torebka leżą kilka metrów od ciała. Na twarzy Ergolu widnieją ślady pobicia. Brak jest torebki i ubrania, z wyjątkiem butów i body, którym została uduszona.

Niezależnie od zdania policji austriackie media uznają, że to dzieło seryjnego mordercy i w ślad za jedną z gazet 25 maja nazywają go "Kurierem Wiedeńskim". Lecz śledczy w Wiedniu nie dopuszczają myśli, że ich morderstwa są powiązane z tymi w innych miastach. Austriakom brakuje doświadczenia w prowadzeniu takich spraw i nie mają żadnego systemu do porównywania szczegółów zbrodni.

Pomoc emeryta

W tej beznadziejnej dla detektywów sytuacji nieoczekiwanie jeden telefon popycha śledztwo do przodu. Blisko siedemdziesięcioletni August Schenner, emerytowany śledczy Wydziału Kryminalnego w Salzburgu odpoczywa w swoim domku z ogródkiem i śledzi doniesienia prasowe o zbrodniach w Wiedniu, Grazu i Bregencji. Niektóre szczegóły przypominają mu sprawę sprzed lat, którą prowadził - sprawę Johanna "Jacka" Unterwegera. Starszy pan kontaktuje się z władzami i zaczyna opowieść.

To było w roku 1974. Kobieta została uduszona i porzucona w lesie. Ofiarą była osiemnastoletnia Margaret Schaefer, a wyczerpujące zeznania złożyła prostytutka Barbara Scholz, która powiedziała policji, co się wydarzyło. Ona i Unterweger okradli dom Schaefer, po czym zwabili ją do samochodu i wywieźli do lasu. Paskiem od kurtki Unterweger związał jej ręce na plecach, bił ją, zdarł z niej ubranie i żądał stosunku seksualnego. Odmówiła, więc uderzył ją w głowę metalową rurką. Następnie udusił ją za pomocą jej własnego stanika i porzucił nagą, twarzą do góry w lesie, przykrywając liśćmi.

Gdy policja przesłuchiwała Unterwegera, ten przyznał się do morderstwa. Przed sądem bronił się, twierdząc, że uderzył pannę Schaefer, bo ujrzał w niej swoją znienawidzoną matkę. Jego gniew był tak wielki, że nie mógł przestać bić.

Wybitny psycholog badający wówczas Unterwegera określił go jako sadystycznego seksualnego psychopatę, osobowość narcystyczną ze skłonnością do teatralizacji zachowań. Ma tendencję do nagłych ataków furii i gniewu. Jego fizyczna aktywność jest nienormalnie agresywna z sadystyczną seksualną perwersją. To nieuleczalny przestępca - głosiła opinia.

Schenner obserwował Unterwegera w więzieniu. Odniósł wrażenie, że skazaniec nie zostanie tam długo. Jack miał urok, który działał na ludzi, również na strażników i władze zakładu karnego. To pozwalało przypuszczać, że niezależnie od wyroku mógłby ubiegać się o ułaskawienie. Schenner sprawdził to i odkrył, że piętnaście lat później, na parę miesięcy przed morderstwem Brunhilde Masser, Unterweger wyszedł na wolność. Co więcej - był gwiazdą, słynnym autorem bestsellerów i pieszczoszkiem mediów.

Sława i uwielbienie

W swoim nowym życiu Unterweger zostaje ulubieńcem wiedeńskich intelektualistów. Jest oblegany na promocjach książek, w salonach literackich, często gości w telewizyjnych talk-show. Jeździ z odczytami po Austrii i Niemczech. Teatry w całym kraju wystawiają jego sztuki, zapraszając go na premiery. Pracuje jako reporter dla ORF, austriackiego odpowiednika BBC. Uprzejmy i elegancki, w białych garniturach i jedwabnych koszulach, ze złotymi bransoletami, jeździ drogim samochodem z rejestracją JACK 1. Jako błyskotliwy autor pojawia się regularnie w modnych barach i nocnych klubach, gdzie czaruje kobiety swoim łobuzerskim chłopięcym uśmiechem.

- Majtki spadają na ziemię, gdy Unterweger wchodzi - szydzi w gazecie zazdrosny znajomy. - Kręci całą Austrię.

Unterweger ma też inny talent - umiejętność wywęszania historii, które ludzie chcą czytać. Ktoś wpada na pomysł, że Jack jako nawrócony morderca zna te mroczne tematy z pierwszej ręki, może więc tłumaczyć podobne wypadki, pisać o nich i opowiadać w TV - przy okazji promując swoje książki. Jack zostaje szybko głównym dziennikarzem piszącym o elektryzującej aktualnie Austrię sprawie morderstw prostytutek. Ganił śledczych, że nikogo do tej pory nie aresztowali ani nie podali do wiadomości publicznej żadnych informacji. Publikuje artykuły o "Kurierze", robi wywiady z prostytutkami i alarmuje Austriaków, że oto spełnił się ich najgorszy sen - kraj dorobił się seryjnego mordercy. Wszyscy chcą wiedzieć, co Jack ma w tej sprawie do powiedzenia.

Tymczasem detektywi śledzą z uwagą wszystkie jego poczynania. Po rewelacjach Augusta Schennera Unterweger jest objęty dyskretnym nadzorem, ale ku rozczarowaniu policji nie robi nic podejrzanego. Zajmuje się swoimi interesami, spotyka kolegów-literatów i jada kolacje w towarzystwie różnych kobiet. 11 czerwca (3 dni po objęciu nadzorem) ptaszek wymyka się spod opieki i odlatuje do Los Angeles, by zbierać materiały do reportażu o prostytucji w Mieście Aniołów.

W ciągu pięciu tygodni, gdy Unterweger przebywa w USA, morderstwa w Austrii ustają. Prowadzenie śledztwa obejmuje dr Ernst Geiger, jeden z najbardziej doświadczonych detektywów Austriackiej Policji Federalnej. Jego zadaniem jest zebranie mocnych dowodów przeciwko Unterwegerowi albo oczyszczenie go z zarzutów i pójście innym tropem. Fałszywe oskarżenie tak popularnej osoby mogłoby bardzo zaszkodzić policji w oczach opinii publicznej. Śledczy wiedzą, że Jack podróżował po Austrii i może być mordercą z Grazu, Bregencji i Wiednia. Muszą to jednak udowodnić. Idąc tropem użycia kart kredytowych w hotelach, restauracjach i agencjach wynajmu samochodów, policjanci zaczynają rekonstruować krok po kroku podróże Jacka. Po paru miesiącach żmudnej pracy umiejscawiają go w Grazu w październiku, kiedy zamordowano Brunhilde Masser oraz w marcu, gdy zniknęła Elfriede Schrempf. Był w Bregencji w grudniu, kiedy porwano Heidemarie Hammerer. Tamtejsza kelnerka zeznała, że przypomina mężczyznę, z którym ostatni raz widziano Heidemarie. Mężczyzna ten miał na sobie brązową skórzaną kurtkę i czerwony szalik... Detektywi ustalają również, że ubiegłego września Unterweger przebywał w Pradze. Kontaktują się z tamtejszymi władzami, by skonstatować, że wizyta Jacka w Pradze zbiega się z nierozwiązanym morderstwem innej kobiety - Blanki Bockovej. Szczegóły z miejsca zbrodni wydały się Austriakom znajome. Gdy zamordowano kolejne cztery prostytutki w Wiedniu, Unterweger również przebywał w tym mieście... Zebrane przez policję dowody nie są wystarczająco mocne, by przedstawić sprawę w sądzie, jest ich jednak dosyć, by zorganizować przesłuchanie Unterwegera. Geiger jest ciekawy, jak gwiazdor zareaguje na taki ruch.

Więcej dowodów

Dwudziestego drugiego października 1991 r. oficerowie z Kryminalnego Biura Śledczego w Wiedniu przesłuchują Jacka w sprawie morderstw austriackich prostytutek. Prowadzący przesłuchanie zna osobiście podejrzanego, bo jako dziennikarz to Unterweger jego przepytywał o serię mordów na potrzeby artykułu. Ma nadzieję, że sprowokuje Jacka, by się przyznał, jednak ten nie daje się nabrać. Sprytnie omija wszystkie przynęty i wypiera się jakichkolwiek związków z ofiarami. Znał je wyłącznie jako reporter. Unterweger nie ma alibi, śledczy nie mają dowodów - muszą się poddać.

Po zwolnieniu z przesłuchania policja obserwuje wszelkie poczynania Jacka. Teraz wie, że jest podejrzany. Może stać się bardziej niebezpieczny i bardziej ostrożny. Może też jako morderca przyczaić się na jakiś czas. Na razie Unterweger publikuje kolejne artykuły, w których ruga policję za nieudolność w prowadzeniu śledztwa - jakby chciał ich ukarać za łączenie go z tą sprawą. Sekundują mu koledzy z mediów i środowisk intelektualnych, oburzeni prześladowaniem ich ulubieńca.

Mniej więcej w tym czasie do męża zaginionej Reginy Prem, na zastrzeżony numer telefonu dzwoni mężczyzna, twierdząc, że ją zamordował. Szczegółowo opisuje, w co była ubrana tej nocy, gdy zginęła. Oświadcza, że był jej katem, a Bóg nakazał mu ją zabić. Pozostawił ją "w miejscu ofiarnym" z "twarzą zwróconą do piekła". Mówi też, że "już jedenastu z nich wymierzył karę, na jaką zasłużyły". Trzy miesiące później, w styczniu 1992 r. mąż Reginy Prem znajduje w skrzynce na listy pięć pustych paczek po papierosach, jakie paliła żona. Wśród pudełek było też paszportowe zdjęcie ich syna, które Regina nosiła w portmonetce.

Detektyw Geiger zaczyna działać energiczniej. Przepytuje austriackie prostytutki o seksualne upodobania Unterwegera. Wychodzi na jaw, że lubi krępować kobiety kajdankami. Następnie śledczy sprawdzają samochód bmw, który Jack sprawił sobie po wyjściu z więzienia. Co prawda później go sprzedał, kupując VW Passata, ale nowy właściciel bmw udostępnia wóz policyjnym technikom. Znajdują w nim włos, który odsyłają do analizy. W Instytucie Medycyny Sądowej w Bernie w Szwajcarii przeprowadzono badanie DNA włosa, którego wyniki porównano z DNA wszystkich ofiar. Jak się okazuje, włos należał do Blanki Bockovej z Pragi.

Wyniki badań z Berna pomagają śledczym uzyskać nakaz przeszukania wiedeńskiego apartamentu Unterwegera. Przybyli na rewizję policjanci nie zastają gospodarza. Znajdują menu i rachunek z morskiej restauracji w Malibu w Kalifornii, a także zdjęcia Unterwegera w otoczeniu uśmiechniętych funkcjonariuszek policji Los Angeles. Brązową skórzaną kurtkę i czerwony szalik zabierają z apartamentu.

Na gościnnych występach

Geiger kontaktuje się z policją w Los Angeles. To, co zdarzyło się w Pradze, mogło się zdarzyć i za oceanem. Pyta Amerykanów o nierozwiązane morderstwa w mieście. Okazuje się, że władze Los Angeles prowadzą śledztwo w sprawie trzech podobnie wyglądających zbrodni. Wszystkie trzy ofiary były prostytutkami, znaleziono je na otwartym terenie, uduszone własnymi stanikami i wszystkie zginęły w czasie, gdy Unterweger przebywał w Kalifornii.

Wiedeński pieszczoszek jest zresztą znany tamtejszym glinom. Sam się do nich zgłosił, prosząc o eskortę do szemranych dzielnic miasta. Przestawił się jako europejski dziennikarz, twierdził, że pisze artykuł o ulicznych prostytutkach w LA i dlatego chciałby zobaczyć, gdzie te panie można znaleźć.

Analizując rachunki znalezione w apartamencie Unterwegera, Geiger odkrywa, że miejsca, w których widziano każdą z ofiar po raz ostatni, wypadały zawsze w pobliżu tanich hoteli, w których Jack się zatrzymywał. Policja Los Angeles ma więc podejrzanego. Ten jednak zdążył wrócić do Wiednia i opublikować wzruszający materiał: Prawdziwe życie w LA to twarda walka o przetrwanie, złamane marzenia tysięcy ludzi, którzy przybywają do tego miasta i tysięcy, które je opuszczają, niekiedy - giną...

Tymczasem laboratorium w Bernie kończy badania kurtki i szalika zabranych z mieszkania Unterwegera. Stwierdzono, że nitki z szalika są identyczne z tymi, które znaleziono na ciele Heidemarie Hammerer, ofiary z Bregencji. Geiger może wystąpić o nakaz aresztowania.

Kiedy policja wkroczyła do apartamentu, nie zastała w nim Jacka. Poszukiwania po mieście, przepytywanie znajomych doprowadziło do jednej konkluzji - Jack wybierał się na wakacje z przyjaciółką Biancą Mrak. Była to smukła, śliczna osiemnastolatka, która poznała Unterwegera w winiarni, gdzie pracowała jako kelnerka. Zachwycona względami, jakimi ją darzył, wkrótce przeprowadziła się do niego. Teraz ona także zniknęła.

Romantyczna ucieczka

Ponieważ informacje o planowanym aresztowaniu Unterwegera oczywiście przeciekły do prasy, jego przyjaciele zdążyli go ostrzec przed zamiarami policji. Jack w pośpiechu opuszcza Austrię i wraz z Biancą ruszają do USA. Z drogi Unterweger dzwoni do austriackich gazet, przekonując, że został wrobiony, i prosząc przyjaciół, by pomogli mu wrócić do domu. Przy wjeździe do Stanów Jack zataja przed urzędnikami drobny fakt, że był skazany za morderstwo. Policja ustala, że matka Bianki Mrak przesyła uciekinierom pieniądze. Po rozmowie z detektywami kobieta godzi się zawiadomić ich, jeśli para znów się odezwie.

Lecz Unterweger proponuje układ. Z Miami, gdzie się zatrzymał, wysyła list do władz austriackich. Obiecuje, że wróci do kraju i odpowie na wszystkie pytania, jeśli cofną nakaz aresztowania. Wierzy, że zdoła udowodnić swoją niewinność. Żąda też opublikowania listu w prasie, licząc, że nawet jeśli policja mu nie uwierzy, zdoła wzruszyć opinię publiczną.

Moja ucieczka nie była i nie jest przyznaniem się do winy - pisze. - To decyzja wynikła z desperacji. Jest przekonany, że nie ma możliwości, by mu cokolwiek udowodnić. Byłem dobry, może za dobry - i los postanowił ukarać mnie jeszcze raz za moje winy z przeszłości. Ale na razie wciąż mam jeszcze coś do powiedzenia - zapewnia.

Wraz z Biancą wynajmują lokum w Miami. Dnie spędzają na plaży i włóczeniu się po mieście, wieczorami dziewczyna tańczy w klubie go-go, by zarobić na nich oboje. Jack tymczasem przygotowuje swoją linię obrony i wydzwania do wiedeńskich kochanek, prosząc o pożyczkę. Dba też, by nie stracić zainteresowania mediów.

Jeden z niemieckich magazynów proponuje mu duże pieniądze za ekskluzywny wywiad opisujący jego ucieczkę. Jack zgadza się i podaje dziennikarzom swój telefon. Na pytanie, czy zmusił Mrak do wspólnej ucieczki, Jack daje mu ją do słuchawki, żeby mówiła we własnym imieniu. Zakochana osiemnastolatka oświadcza z pełnym przekonaniem, że podróżuje z Unterwegerem

z własnej woli i świetnie się bawią.

Unterweger wszystkim powtarza to samo - że ma alibi na każde z morderstw, które policja usiłuje mu przyszpilić. Są ludzie, twierdzi, którzy mogą przysiąc, że miał odczyt tego wieczoru, gdy jedna z kobiet zniknęła.

W czasie innej zbrodni nie było go w mieście, przy trzech innych z kolei siedział sam w domu. Na wszelkie zarzuty przeciw niemu odpowiada, że to ukartowana historia, która narodziła się w Grazu, innymi słowy - że policja próbuje preparować dowody. Zrobili z niego kozła ofiarnego w swoim dochodzeniu, bo zdenerwowało ich jego uwolnienie, chcą go wysłać z powrotem do więzienia. Dopóki nie uzyska sprawiedliwości, póki nie przestaną go wrabiać, nie przestanie uciekać. Jest pewien jednego - nigdy nie wróci do więzienia. Jego pewność siebie była mocno na wyrost.

Chmury się zbierają

Bianca Mrak w końcu telegrafuje do matki, prosząc o trochę pieniędzy, podając adres w Miami. Uczynna pani Mrak zawiadamia policję. Austriacy przekazują wiadomość do Interpolu, a ten zawiadamia służby USA. Trzech amerykańskich agentów bierze pod obserwację biuro Western Union w South Beach. Wyposażeni w zdjęcie Unterwegera czekają, aż się pojawi. Wreszcie są. Dziewczyna wchodzi do biura, by odebrać pieniądze, Unterweger czeka na zewnątrz. Po powrocie Bianki ruszają przed siebie spacerkiem, policjanci depczą im po piętach. Czujny Unterweger orientuje się, że jest śledzony, żegna się z niczego niepodejrzewającą dziewczyną i rzuca do ucieczki w filmowym stylu. Kluczy w zaułkach, wbiega do restauracji, by czmychnąć tylnym wyjściem, ale agenci są szybsi. Dopadają go na piętrowym parkingu. Osaczony Unterweger poddaje się, pozwala zakuć w kajdanki i zapakować do samochodu.

Jednak nie traci rezonu. W biurze federalnym, przekonany, że chodzi tylko o nielegalny wjazd do Stanów, jowialnie żartuje z oficerami, obiecując im, że umieści ich w swojej następnej książce. W końcu jeden z funkcjonariuszy przerywa tę idyllę i wspomina o morderstwach w Austrii. Jack wygląda na wstrząśniętego. Zaczyna szlochać.

Tymczasem Bianca Mrak, nieświadoma tego, że jest śledzona, doprowadza agentów aż do wynajętego mieszkania. Przy przeszukaniu pomieszczeń znajdują dziennik podróży Jacka. Z jego lektury wynika, że planował już morderstwo Bianki. Dziennik zostaje skonfiskowany jako potencjalny dowód, zaś Unterweger w areszcie oczekuje ekstradycji. Nie jest jednak jasne, gdzie pojedzie - do Austrii czy do Kalifornii. On sam najwyraźniej woli to drugie. W Kalifornii bowiem mógłby być sądzony tylko za trzy zabójstwa, jakie tam popełnił, tymczasem w Austrii za wszystkie, łącznie ze zbrodniami w Pradze i Los Angeles. Dopiero kiedy amerykańscy detektywi uświadamiają mu, że w Kalifornii grozi mu komora gazowa, Jack szybko zmienia front i zgadza się na deportację. Ostatecznie w swoim rodzinnym kraju wciąż jest popularny i ma opinię publiczną po swojej stronie. W maju 1992 r. wraca do ojczyzny.

Efektowny finał

W areszcie w oczekiwaniu na proces Unterweger zachowywał się jak na wczasach. Pogodny, zrelaksowany, chętnie udzielał wywiadów, zapewniając o swej niewinności. - Czy mógłbym być tak głupi, tak szalony w najszczęśliwszej fazie mojego życia, kiedy jestem gwiazdą, podróżuję i poznaję tyle fantastycznych kobiet, żeby w tym czasie co tydzień kogoś zabijać? - pytał ironicznie.

Tymczasem w rok po zniknięciu, późną wiosną w lesie pod Wiedniem odnaleziono fragmenty szkieletu, które zidentyfikowano jako szczątki Reginy Prem, tej, której mąż otrzymał przerażający telefon. Śledczy dopasowali ostatni kawałek układanki...

Proces rozpoczął się w czerwcu 1994 r. przed sądem w Grazu. Unterweger odpowiadał za trzy morderstwa popełnione w Los Angeles, jedno w Pradze i siedem w Austrii. Przedstawiono dowody, opinie biegłych, w tym wyniki badań laboratoryjnych i opinie specjalistów ze specjalnej jednostki FBI. Jednak mnogość zarzutów nie umniejszyła Jackowi poparcia społecznego. Budynek sądu okupowały szlochające, wielbiące go, zakochane w nim kobiety, zaś on sam wciąż szukał okazji, by udzielać wywiadów. Chwalił się w nich swą przyszłą wygraną. Na rozprawach ze swadą odpowiadał na pytania i wciąż podkreślał, by nie sądzono go za czyny z przeszłości, bo nie jest już tym szczurem, tym prymitywnym kryminalistą, co niegdyś. Zmienił się, jest nową osobą, która nie ma nic wspólnego z tym, o co go oskarżają. Obrona szła tym samym tropem, lecz była słaba i nie wytrzymała w starciu z rzeczowymi analizami speców z FBI.

Proces trwał dwa i pół miesiąca. W tym czasie nawet największy sojusznik Jacka, media, stopniowo zaczął się od niego odwracać. Zachwyceni niegdyś intelektualiści półgębkiem przyznawali, że być może dali się nabrać na teorię o cudownym nawróceniu. Unterweger zaczął także tracić społeczną popularność. Nikt go już nie kochał.

Samotność ulubieńca

Ostatecznie Unterwegera uznano winnym dziewięciu morderstw - jednego w Pradze, trzech w USA i pięciu w Austrii (przypadki dwóch morderstw wyłączono z postępowania, bo stan szczątków ofiar nie pozwalał definitywnie określić przyczyny zgonu). Sąd orzekł dożywocie. To był spory cios dla kogoś, kto twierdził, że nie spędzi ani dnia więcej w więzieniu. Jednak w tym przypadku Jack dotrzymał słowa.

Po przewiezieniu do celi, dzień po ogłoszeniu wyroku, korzystając z nieuwagi strażników, powiesił się na stryczku z więziennego ubrania. Węzeł był taki sam, jak u wszystkich jego ofiar.

Natalia Karnecka-Michalak

Śledztwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy