Reklama

​Zginął w trzech zamachach terrorystycznych. Jak to możliwe?

Nikt nie wie, jak naprawdę na imię ma ten mężczyzna, ale jego zdjęcia widział cały świat. Rzekomo zginął on w ataku terrorystów na lotnisko Ataturk, leciał feralnym samolotem linii EgyptAir i był w klubie w Orlando, kiedy wybuchła tam strzelanina.

Od początku bieżącego roku tajemniczy szatyn "zginął" już trzy razy. Za każdym razem okolicznościami jego śmierci były ataki terrorystyczne. Brat bliźniak? Sobowtór? Pechowy podróżnik w czasie? Prawda okazuje się zadziwiająca.

Pod koniec czerwca w wyniku zamachu na lotnisku Ataturk w Stambule zginęło 41 osób, a 239 zostało rannych. Wśród osób, którym terroryści zabrali życie rzekomo znajdował się także widoczny na zdjęciu powyżej mężczyzna. Dociekliwi internauci zauważyli jednak, że kilkanaście dni wcześniej jego twarz pojawiła się także w materiałach upamiętniających ofiary strzelaniny w Orlando.

Reklama

Gdyby tego było mało, w marcu po mediach społecznościowych krążyła fotografia tego samego człowieka, który podobno był jednym z pasażerów porwanego Airbusa 320. Sprawę "nieśmiertelnego" postanowiła zbadać redakcja serwisu France24.

Dziennikarze skontaktowali się z osobami, które udostępniały zdjęcia mężczyzny. Co ciekawe, właściwie wszystkie konta należały do... obywateli Meksyku. Nie był to czysty przypadek.

Okazało się, że domniemana ofiara zamachów faktycznie pochodzi z tego kraju, a rodacy dzielący się w sieci jej zdjęciem same są ofiarami jej przekrętów!

- Uważałem go kiedyś za przyjaciela, ale pożyczył ode mnie pieniądze i nigdy ich nie oddał. To samo przydarzyło się przynajmniej czterem innym osobom. Próbowaliśmy odzyskać je drogą sądową, ale procesy tylko ciągną się w nieskończoność i naszych pieniędzy jeszcze długo nie zobaczymy. Postanowiliśmy go ukarać w inny sposób - publikując w sieci jego twarz. Chcemy zniszczyć jego reputację. Niech cały świat wie, jak wygląda ten oszust - powiedział chcący zachować anonimowość Meksykanin w rozmowie z France 24.

Poszkodowanych przez tajemniczego mężczyznę jest znacznie więcej. U niektórych jego długi sięgają nawet tysiąca dolarów. Nic więc dziwnego, że do tej dziwacznej wendetty tak chętnie przyłączali się kolejni internauci.

Francuscy dziennikarze nawiązali również kontakt z samym mężczyzną widocznym na zdjęciach. Poprosił o to, aby nie podawano nigdzie jego imienia, ale jednocześnie nie zaprzeczył on posiadania długów u wielu osób.

- Moje zdjęcia są teraz wszędzie, ponieważ ktoś chciał zrobić sobie żarty po rozprawie sądowej. Nigdzie tego nie zgłaszałem, bo w Meksyku i tak nikt nie zostałby za to ukarany. Fotografie mojej twarzy pojawiły się nawet w BBC i New York Timesie. Prosiłem ich, aby je usunęli. Niestety bezskutecznie... - powiedział dziennikarzom.

Czy pokrzywdzeni przez niego internauci otrzymają zadośćuczynienie? Czy zdjęcia "wyłudzacza" znikną z sieci? Odpowiedzi na te pytania zna tylko czas. Tymczasem pamiętajmy o tym, że na internetowe "żarty" często dają się nabierać nawet najwięksi...

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zamachy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy