Reklama

Maile po godzinach przyczyną przewlekłego stresu? Naukowcy badają sprawę

W dzisiejszych czasach jeszcze trudniej niż wcześniej rozdzielić życie zawodowego od osobistego, bo kiedy duża część z nas pracuje zdalnie, praktycznie w każdej chwili mamy dostęp do komunikatorów i poczty.

Wiadomości email

A tam maili, które są zdaniem naukowców poważnym problemem i czynnikiem stresogennym - okazuje się bowiem, że kiedy dostajemy wiadomość z pracy (a że telefon mamy ciągle przy sobie, to trudno uniknąć pojawiających się powiadomień), to czujemy się zobligowani, żeby jak najszybciej na nią odpisać, nawet jeśli nie jest to coś pilnego, a my jesteśmy już po godzinach. Temat tak zainteresował naukowców, że połączone siły London Business School i Cornell University postanowiły dokładniej się mu przyjrzeć i sprawdzić, czy kwestię tę można jakoś rozwiązać, uwalniając pracowników od stresu. I wygląda na to, że rozwiązanie jest całkiem proste - wystarczy przyjąć, że na końcu maila wysłanego po godzinach pracy dopisuje się zdanie "Sprawa nie jest pilna, możesz zabrać się za nią, kiedy będzie to możliwe".

Reklama

Myślicie, że nie ma to większego znaczenia? Okazuje się, że ma, co potwierdziły badania na 852 amerykańskich pracownikach zatrudnionych na pełen etat, którzy zostali losowo podzieleni na dwie grupy: hipotetycznego nadawcę maila i hipotetycznego odbiorcę maila. Naukowcy zapytali nadawców, jak szybko oczekują odpowiedzi na wysłaną wiadomość, podczas gdy odbiorcy mieli odpowiedzieć, do jak szybkiej odpowiedzi czują się zobligowani. Wyniki pokazały ogromny rozstrzał między tymi stanowiskami, co zdaniem autorów badań prowadzi do zjawiska zwanego “problemem pilności maila". Bo chociaż nadawcy nie oczekiwali szybkiej odpowiedzi, kiedy wysyłali wiadomości po godzinach, odbiorcy niekoniecznie czuli ten przekaz i zamiast tego czuli, że wszystkie wiadomości wymagają szybkiej odpowiedzi, co powodowało u nich duży stres. 

Kiedy jednak nadawca umieścił wspomniane wcześniej zdanie na końcu wiadomości, stres został złagodzony i odbiorca nie czuł tak silnej konieczności odpowiedzi. - Z praktycznej perspektywy nasze badanie może pomóc złagodzić rozprzestrzenianie się niezdrowej kultury pracy, gdzie pracownicy czują się zobligowani do pozostawania w kontakcie ze swoją pracą, nawet kiedy się tego od nich nie oczekuje. A że maile wciąż pozostają jednym z podstawowych trybów komunikacji w miejscu pracy i jedną z najczęstszych aktywności online, naszym celem jest ograniczenie ich negatywnego wpływu - niekoniecznie chodzi o mniej mail, ale o lepsze maile - tłumaczą autorzy.

Bo z przeprowadzonych eksperymentów jasno wynika, że wszystkie maile z pracy, niezależnie od tego, czy wysyłane są w godzinach pracy, czy też po nich, traktujemy jako pilne i czujemy konieczność odpowiadania na nie, chociaż mamy już wolne. To z kolei wpływa negatywnie na nasze samopoczucie i może przyczynić się do pogorszenia zdrowia psychicznego, więc biorąc pod uwagę obie strony, którymi sami przecież jesteśmy w zależności od okoliczności, warto wypracować pewną etykietę mailową, dzięki której strona nadawcza nie będzie czuła się zobligowana do natychmiastowej odpowiedzi - wystarczy krótka informacja, że sprawa nie jest pilna i może poczekać do jutra.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje