H1, jest swoistą sensacją wśród dotychczasowych elektrycznych maszyn pionowego startu. Do tej pory te futurystyczne konstrukcje, przedstawiano głównie na różnych konwentach i budowano je z myślą o przemyśle "latających taksówek". H1 ma zrewolucjonizować rynek i technologię, udostępniając ją do prywatnego użytku. Oczywiście za odpowiednią sumę. Jednak na razie klienci będą musieli uzbroić się w cierpliwość, czekając na swój model.
Samolot jak ze szkiców futurologa
H1 od razu przykuwa wzrok projektem. Do dwumiejscowego kokpitu przyczepiono duże tylne i przednie skrzydła, gdzie pod każdym znajdują się serca samolotu. Łącznie osiem pionowych śmigieł nośnych, które zapewniają unoszenie. Dwa silniki umieszczono jeszcze z tyłu, do sterowania poziomego.
Skrzydła H1 mają odchylać się do tyłu przy locie do przodu. Dzięki temu prędkość samolotu nie będzie polegała tylko na tylnych silnikach. Pozwoliło to zmniejszyć ich rozmiary i zaoszczędzić wagę maszyny, która ma osiągnąć 650 kg, z udźwigiem 200 kg.
Według producenta będzie osiągał 225 km/h z zasięgiem 96 kilometrów. Całość napędzi bateria, która dzięki opcji szybkiego ładowania da się naładować z 20 do 80 procent w 20 minut.
Do kontroli nad lotem H1 zostanie wyposażony we wszystkie standardowe systemy jak kamery, światła czy nawigacja. To wszystko zostanie umieszczone w dotykowych ekranach na desce rozdzielczej. Sam samolot ma mieć rozwiniętą funkcję autopilota.
Z punktu widzenia estetycznego H1 prezentuje się jakby, miał wygrać plebiscyt piękności na konkursie futurystycznych technologii. Jednak patrząc pod kątem aerodynamiki, występują znamienne znaki zapytania. Niepewność wiąże się z dużym komplikowaniem, dosyć prostej konstrukcji co może zmniejszyć jej prędkość. Pytania o niektóre rozwiązania na razie pozostaną bez odpowiedzi, dlatego, że jeszcze nie powstał żaden model H1.
Ryzyko, które może przynieść zmiany
Decyzja o sprzedaży czegoś, czego jeszcze nie ma, zawsze wydaje się podejrzana. Szczególnie jeśli żąda się za to 150 tys. dolarów. Doroni zdaje sobie z tego sprawę i zapewnia, że produkcja rozpocznie się w następnym roku.
Dzięki swojej konstrukcji H1 nie będzie musiał przechodzić przez proces certyfikacyjny dostosowany do zwykłych pojazdów eVTOL. Doroni stara się o wpisanie H1 jako lekki samolot sportowy przez Federalną Agencję Lotnictwa. Ma to pozwolić na szybsze wejście maszyny do produkcji, którą firma przewiduje na 2023 rok.
Pierwsze 36 maszyn z przedsprzedaży ma trafić do klientów w czwartym kwartale 2024 roku. Jako że oferta dopiero się pojawiła, trzeba będzie poczekać na wyniki, pokazujące faktyczne zainteresowanie.
Doroni widzi w H1 swoistą możliwość udostępnienia technologii VTOL do usług prywatnych. Maszyna ma być bowiem niezwykle prosta w pilotażu. Do jej operowania według założeń ma wystarczyć nie licencja pilota, a prawo jazdy wsparte certyfikatem po 20-godzinnym szkoleniu.
Jeżeli Doroni wszystko się powiedzie, może całkowicie zmienić rynek technologii VTOL i otworzyć go na użytek każdej osoby, która mogłaby sobie na nią pozwolić. Czas pokaże, czy H1 faktycznie wzniesie się w powietrze, czy pozostanie sennym marzeniem o prywatnych statkach rodem z science-fiction.












