Reklama

Tą maszyną polecisz bez licencji pilota. Ruszyła przedsprzedaż nowego samolotu eVTOL

Samolot, który prowadzi się łatwiej niż helikopter, którego może pilotować każdy, kto ma prawo jazdy? To odległe marzenie, chce spełnić amerykańska firma Doroni, która rozpoczęła przedsprzedaż nowego pojazdu technologii eVTOL o nazwie H1.

 H1, jest swoistą sensacją wśród dotychczasowych elektrycznych maszyn pionowego startu. Do tej pory te futurystyczne konstrukcje, przedstawiano głównie na różnych konwentach i budowano je z myślą o przemyśle "latających taksówek". H1 ma zrewolucjonizować rynek i technologię, udostępniając ją do prywatnego użytku. Oczywiście za odpowiednią sumę. Jednak na razie klienci będą musieli uzbroić się w cierpliwość, czekając na swój model.

Samolot jak ze szkiców futurologa

H1 od razu przykuwa wzrok projektem. Do dwumiejscowego kokpitu przyczepiono duże tylne i przednie skrzydła, gdzie pod każdym znajdują się serca samolotu. Łącznie osiem pionowych śmigieł nośnych, które zapewniają unoszenie. Dwa silniki umieszczono jeszcze z tyłu, do sterowania poziomego.

Reklama

Skrzydła H1 mają odchylać się do tyłu przy locie do przodu. Dzięki temu prędkość samolotu nie będzie polegała tylko na tylnych silnikach. Pozwoliło to zmniejszyć ich rozmiary i zaoszczędzić wagę maszyny, która ma osiągnąć 650 kg, z udźwigiem 200 kg.

Według producenta będzie osiągał 225 km/h z zasięgiem 96 kilometrów. Całość napędzi bateria, która dzięki opcji szybkiego ładowania da się naładować z 20 do 80 procent w 20 minut.

Do kontroli nad lotem H1 zostanie wyposażony we wszystkie standardowe systemy jak kamery, światła czy nawigacja. To wszystko zostanie umieszczone w dotykowych ekranach na desce rozdzielczej. Sam samolot ma mieć rozwiniętą funkcję autopilota.

Z punktu widzenia estetycznego H1 prezentuje się jakby, miał wygrać plebiscyt piękności na konkursie futurystycznych technologii. Jednak patrząc pod kątem aerodynamiki, występują znamienne znaki zapytania. Niepewność wiąże się z dużym komplikowaniem, dosyć prostej konstrukcji co może zmniejszyć jej prędkość. Pytania o niektóre rozwiązania na razie pozostaną bez odpowiedzi, dlatego, że jeszcze nie powstał żaden model H1.

Ryzyko, które może przynieść zmiany

Decyzja o sprzedaży czegoś, czego jeszcze nie ma, zawsze wydaje się podejrzana. Szczególnie jeśli żąda się za to 150 tys. dolarów. Doroni zdaje sobie z tego sprawę i zapewnia, że produkcja rozpocznie się w następnym roku.

Dzięki swojej konstrukcji H1 nie będzie musiał przechodzić przez proces certyfikacyjny dostosowany do zwykłych pojazdów eVTOL. Doroni stara się o wpisanie H1 jako lekki samolot sportowy przez Federalną Agencję Lotnictwa. Ma to pozwolić na szybsze wejście maszyny do produkcji, którą firma przewiduje na 2023 rok.

Pierwsze 36 maszyn z przedsprzedaży ma trafić do klientów w czwartym kwartale 2024 roku. Jako że oferta dopiero się pojawiła, trzeba będzie poczekać na wyniki, pokazujące faktyczne zainteresowanie.

Doroni widzi w H1 swoistą możliwość udostępnienia technologii VTOL do usług prywatnych. Maszyna ma być bowiem niezwykle prosta w pilotażu. Do jej operowania według założeń ma wystarczyć nie licencja pilota, a prawo jazdy wsparte certyfikatem po 20-godzinnym szkoleniu.

Jeżeli Doroni wszystko się powiedzie, może całkowicie zmienić rynek technologii VTOL i otworzyć go na użytek każdej osoby, która mogłaby sobie na nią pozwolić. Czas pokaże, czy H1 faktycznie wzniesie się w powietrze, czy pozostanie sennym marzeniem o prywatnych statkach rodem z science-fiction.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy