Reklama

Eksperyment pokazuje, że kolonizatorzy Marsa zbuntują się przeciw Ziemianom

Przygotowujemy się do powrotu na Księżyc i pierwszego lotu na Marsa. Chociaż zdajemy sobie sprawę z faktu, że kolonizacja obcych światów nie będzie łatwa, to najnowsze badania pokazują, że może być koszmarem, który może doprowadzić do międzyplanetarnego konfliktu.

Przygotowujemy się do powrotu na Księżyc i pierwszego lotu na Marsa. Chociaż zdajemy sobie sprawę z faktu, że kolonizacja obcych światów nie będzie łatwa, to najnowsze badania pokazują, że może być koszmarem, który może doprowadzić do międzyplanetarnego konfliktu.
Podbój Marsa może okazać się koszmarem /123RF/PICSEL

Niepokojące wieści dochodzą do nas od organizatorów marsjańskiego eksperymentu o nazwie Syriusz. Jest on prowadzony obecnie w Moskwie, a jego przebieg budzi spore obawy o aklimatyzację ludzi na obcych światach. Chociaż kolejny etap projektu wystartował 4 listopada, to jednak właśnie światło dzienne ujrzały wyniki dotyczące wcześniejszych etapów.

Zostały one opublikowane na łamach Frontiers in Physiology. Dowiadujemy się z nich, że kolonizatorzy Marsa, od momentu lądowania, bardzo szybko zaczęli uniezależniać się od kontroli misji na Ziemi. Można tutaj nawiązać do historii powstania USA i słynnych pionierów. Naukowcy podali, że coraz rzadziej kontaktowali się z naszą planetą i stworzyli jakby swoją subkulturę. Dzięki świetnej organizacji i spójności grupy, lepiej i szybciej wykonywali zaplanowane działania i nie wykazywali negatywnych skutków izolacji.

Reklama

Uczeni wskazują, że na pierwszy rzut oka może wydawać się to pozytywne. W końcu niezależność i zaradność mają odegrać kluczową rolę w adaptacji do nowych, ekstremalnych warunków obcej planety. Jednak badacze wskazują, że z czasem może to zaowocować permanentną izolacją, a nawet chęcią do stworzenia grupy, która będzie kierowała się zupełnie innymi zasadami od tych ustanowionych na Ziemi.

Do tego dojdzie fakt modyfikacji genetycznych, bez których nie będzie można normalnie funkcjonować na Czerwonej Planecie. Kolonizatorzy mogą stać się jednocześnie "nowymi, udoskonalonymi ludźmi", żeby nie użyć słowa, "nadludźmi". W związku z tym, pojawią się nowe problemy społeczne, które mogą doprowadzić nawet do konfliktu na linii Mars-Ziemia. Tak też było od zarania dziejów na naszej planecie, gdy różne plemiona ze sobą konkurowały. To się nie zmieni, dalej będą konkurowały, a nawet się eliminowały, ale tym razem też poza Ziemią.

Jakiś czas temu, Elon Musk zapowiedział, że jego marsjańska kolonia będzie wyjęta spoza ziemskiego prawa. Nie oznacza to jednak, że miliarder pragnie bezprawia na Marsie. Możemy oczekiwać, że nowe prawo będzie bardzo liberalne, bo takie wartości wyznaje szef SpaceX. Ma to być dom dla każdego, bez względu na jego religię, rasę, płeć czy opcję polityczną.

Wielu entuzjastów gatunku sci-fi i podboju kosmosu dostrzegło w planie Elona Muska nawiązanie do filmów i książek oraz szansę na realizację swoich marzeń. Na Marsie mają powstać pierwsze miasta, które będą przypominały biblijny Babilon. Każdy będzie mógł do woli pić alkohol, zażywać narkotyki, korzystać z usług prostytutek czy się modyfikować. Czerwona Planeta ma być przystankiem dla wędrowców przemierzających przestrzeń kosmiczną w poszukiwaniu przygód.

Czy taka kontrowersyjna wizja zrealizuje się w rzeczywistości? Chociaż na razie jest za wcześnie o tym dyskutować, to jednak pierwsze symulacje kolonii marsjańskich na Ziemi, realizowane w różnych krajach, dobitnie na to wskazują. Tymczasem czekamy z niecierpliwością na moment, gdy Elon Musk wyśle swoją potężną rakietę Starship w pierwszy lot wokół Księżyca, a później na Marsa. Gdy to już stanie się faktem, będziemy mogli zacząć na poważnie myśleć o tworzeniu nowej, bardziej liberalnej cywilizacji, o jakiej od zarania dziejów myśli wielu Ziemian.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy