Reklama

Test Faceta: Wodoodporny głośnik Creative MUVO mini

Stylowy gadżet, dobre stero, czy sprzęt do zadań specjalnych? A może wszystko naraz. W nasze ręce wpadł wodoodporny głośnik bluetooth Creative MUVO mini. Od razu rzuciliśmy go... na "głęboką" wodę.

Nie minęło pięć minut od wyjęcia głośnika z pudełka, sparowania go ze smartfonem i pierwszego zanurzenia pod kranem. Wnioski? Sprzęt nie tylko jest dziecinnie prosty w obsłudze, ale i faktycznie odporny na działanie H2O. Jednak zanim dojdziemy do tego jak sprzęt radzi sobie "pod wodą" dowiecie się, czy na suchym lądzie działa on równie dobrze.

Creative MUVO mini jak sama nazwa wskazuje nie należy do największych. To, o ironio, ogromny plus. Głośniczek można zabrać ze sobą wszędzie. Zmieści się on nawet do kieszeni kurtki, nie mówiąc już o plecaku.

Reklama

Przypominające swym wyglądem sztabkę złota "stereo" waży zaledwie 285 gramów. To niewiele więcej niż puszka napoju. W tak małej przestrzeni projektanci do spółki z inżynierami zdołali upchać dwa przetworniki oraz radiator pasywny stanowiący namiastkę porządnego subwoofera.

Efekt jest taki, że MUVO mini jest naprawdę głośny, ale niestety jakość odtwarzanego dźwięku nie dorównuje jego sile. Nie zrozumcie nas źle. Gadżet od Creative gra czysto, ale temu, co wydobywa się z trzewi urządzenia brakuje głębi i - mimo słyszalnych starań radiatora - dobrego basu. Głośniczek sprawdzi się na biurku w pracy lub w kuchni. 

Jeśli postaracie się wycisnąć z niego siódme poty, to obsłuży nawet domówkę (lub jeśli macie taką możliwość - imprezę przy basenie), ale z pewnością nie uczynicie z niego waszego głównego sprzętu do odtwarzania muzyki. Na tym polu znacznie lepiej radził sobie testowany przez nas wcześniej JBL Charge 2.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że "zdolności muzyczne" MUVO mini testowaliśmy przy użyciu połączenia bluetooth (możliwe jest także sparowanie głośnika z mobilnym gadżetem za pomocą technologii NFC). Utwory ze smartfona odtwarzaliśmy przy użyciu aplikacji Spotify (jakość 320 kbps). Sprawdziliśmy także czy sytuacja nie ulega poprawie przy podłączeniu źródła muzyki złączem analogowym (ukryte z tyłu głośnika wejście mini-jack). Bez zmian.

Droższy konkurent nie jest jednak odporny na działanie wody i pyłu, a Creative MUVO mini aż prosi się, aby brać go w niekoniecznie suchy teren. Producent zastrzega, że głośnika nie można zanurzać pod wodą, ale zachlapanie to już inna historia. Postanowiliśmy to sprawdzić.

W 1983 r. zespół Twisted Sister śpiewał "You Can't Stop Rock And Roll". Czy kaskada wody powstrzyma rocka wydobywającego się MUVO mini? Zobaczcie sami:

Podobne eksperymenty nie robią na grającej "sztabce" żadnego wrażenia. Urządzenie udowodniło, iż faktycznie jest zgodne ze standardem IP66. Test zaliczony.

Gadżet od Creative może też pochwalić się sporą wytrzymałością akumulatora - MUVO mini nie dostaje zadyszki nawet po 10 godzinach pracy. Uwierzcie, głośniczek naprawdę trudno jest rozładować.

Creative MUVO mini mimo swojego "domowego" wyglądu najlepiej sprawdza się poza nim, czyli tam, gdzie raczej brakuje nam dobrego sprzętu audio. Gadżet ten pomoże nam wypełnić tę pustkę i to bez obaw o jego bezpieczeństwo. Nie można jednak traktować go jako substytutu sprzętu grającego wysokiej klasy. Nawet w bardzo małym mieszkaniu.

Plusy:
+ design
+ mobilność
+ wodoodporność
+ długi czas pracy na baterii
+ prostota obsługi
+ łączenie się z innymi urządzeniami drogą cyfrową i analogową
+ potrafi naprawdę głośno grać

Minusy:
- odtwarzany dźwięk jest płaski
- basom brakuje "kopa"

MO

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Creative MUVO mini | głośnik bluetooth | test

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy