Wierzyli, że zabierze ich UFO. Ostatnie pożegnanie nagrali na kasetach VHS
To była jedna z najbardziej niezwykłych sekt końca XX wieku. Członkowie Heaven's Gate wierzyli, że zaraz za kometą Hale'e-Boppa podąża statek kosmiczny, który ma ich zabrać na "wyższy poziom istnienia". Nazywali się "załogą", a swoje ciała postrzegali jako naczynia, które można porzucić. Wszyscy mieli krótkie włosy i charakterystyczny ubiór, dopełniony butami Nike. Swoje pożegnanie nagrali na kasetach VHS, a to tylko promil tego, jak dużą rolę w ich historii odegrała technologia. Czy tej tragedii dało się uniknąć?

Spis treści:
- Tragiczny koniec członków sekty. Wierzyli, że znajdą zbawienie
- Początki Heaven's Gate. Wiara w misję i "wyższy poziom istnienia"
- Technologia i science-fiction językiem wiary Heaven's Gate
- Wielka próba i potwierdzenie przekonań. Za kometą podróżowało UFO?
- Ostatnie pożegnanie i tragiczny koniec. Do końca wierzyli, że czeka ich zbawienie?
Tragiczny koniec członków sekty. Wierzyli, że znajdą zbawienie
Był marzec 1997 roku. Policja z San Diego udaje się do wynajętej willi w Rancho Santa Fe w Kalifornii po otrzymaniu anonimowego zgłoszenia o konieczności sprawdzenia posesji. Funkcjonariusze najpewniej nigdy nie zapomnieli tego, co zastali na miejscu. Znaleziono łącznie 39 ciał, w tym 18 mężczyzn i 21 kobiet. Najmłodsza ofiara miała 26 lat, najstarsza 72 lat.
Jak czytamy w artykule "Heaven's Gate: the End" opublikowanym w czasopiśmie "Journal of Computer-Mediated Communication", osoby te kilka dni wcześniej spożyły mus jabłkowy albo budyń z dodatkiem barbituranów i kieliszek wódki. Wszyscy byli ubrani w niemalże identyczne czarne koszule, spodnie i buty Nike, na głowach mieli plastikowe torby, a przykryci byli fioletowymi całunami. Jak się okazało, ofiary, które w ten tragiczny sposób zakończyły swoje życie, postanowiły porzucić swoje fizyczne ciała, postrzegane przez nich jako "ziemskie powłoki", i znaleźć zbawienie w "Królestwie Niebieskim".
Przyglądając się właściwie jakiejkolwiek sekcie, bardzo szybko zaczniemy zadawać sobie pytanie, jak to w ogóle możliwe, że człowiek do niej przystępuje.
Jak mówi Arthur Deikman, profesor kliniczny psychiatrii na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco: "sekty powstają i rozwijają się nie dlatego, że ludzie są szaleni, ale dlatego, że mają dwa rodzaje pragnień. Chcą prowadzić sensowne życie, służyć Bogu lub ludzkości; chcą też, aby się nimi opiekowano, czuć się chronionymi i bezpiecznymi, znaleźć dom. Pierwsze motywy mogą być godne pochwały i konstruktywne, ale drugie wywierają demoralizujący wpływ, umożliwiając przywódcom sekt wywołanie zachowań całkowicie sprzecznych z idealistyczną wizją, z jaką członkowie wstąpili do grupy. (…) Ta ukryta zależność - pragnienie posiadania rodziców i równoległe pragnienie bycia kochanym, podziwianym i chronionym przez swoją grupę - trwa przez całe życie każdego człowieka. Te pragnienia rodzą ukrytą fantazję lub marzenie, które może przekształcić lidera w silnego, mądrego, opiekuńczego rodzica, a grupę w bliską, akceptującą rodzinę. W tym marzeniu czujemy się bezpieczni".
Nie chodzi więc o szaleństwo czy głupotę, o które łatwo na pierwszy rzut oka posądzać członków sekt - mowa o bardzo podstawowych potrzebach, które są w danym środowisku spełniane. Badaczka Janja Lalich podkreśla też istotność silnego wpływu autorytetu religijnego i spójności grupy.
Początki Heaven's Gate. Wiara w misję i "wyższy poziom istnienia"
Heaven's Gate powstało na początku lat 70. w Stanach Zjednoczonych, chociaż jeszcze nie pod tą nazwą. W 1972 roku Marshall Applewhite, nauczyciel muzyki, niedawno stracił ojca (prezbiteriańskiego pastora), którego postrzegał jako wzór. Prawdopodobnie między innymi dlatego przeszedł w tamtym czasie załamanie, a w źródłach czytamy, że zachorował na depresję.
Miał wtedy stracić pracę, a w tym samym roku poznał osobę, która lada moment miała się okazać dla niego wyjątkową - Bonnie Nettles, pielęgniarkę zainteresowaną astrologią i okultyzmem. Kobieta zinterpretowała horoskop urodzeniowy Applewhite'a i jak stwierdziła, dostrzegła w nim niezwykłą kosmiczną sygnaturę. Co istotne, Applewhite miał już wtedy doświadczać wizji, które przekonały go, że został wybrany do wyższego celu. Wszystko więc dopełniło się jakby naturalnie - a ci, którym na tym zależało, doszukiwali się tu oczywiście zapisanej w gwiazdach mocy przeznaczenia. Para, choć niezwiązana romantycznie, miała zacząć się postrzegać jako bratnie dusze.
Wraz z Nettles początkowo otworzyli księgarnię, w której nauczali jogi i teozofii, jednak szybko się okazało, że plany trzeba zmienić, bo biznes nie miał szans się utrzymać. Wyruszyli więc w podróż, podczas której głosili swoje idee, czerpiąc inspiracje z religii, okultyzmu i… science-fiction. Applewhite i Nettles przybierali wiele imion, m.in. "Do" oraz "Ti". Para wierzyła, że mężczyzna, niczym Jezus, faktycznie ma ważną misję do spełnienia.
Aby przybliżyć, o co konkretnie chodziło, najrozsądniej będzie przytoczyć treść wpisu opublikowanego na stronie internetowej sekty:
"(…) Nasza misja jest dokładnie taka sama. Znajduję się w takiej samej pozycji wobec dzisiejszego społeczeństwa, jak Ten, który był wtedy w Jezusie. Moja obecność tutaj jest w rzeczywistości kontynuacją tego ostatniego zadania, które zostało obiecane tym, którzy byli uczniami 2000 lat temu. Oni są tu ponownie, kontynuując swoje własne pokonywanie przeszkód, oferując jednocześnie tę samą przemianę innym. (…) Patrząc na nas i pragnąc być częścią Królestwa mojego Ojca, możemy zaoferować tym, którzy mają depozyty, szansę połączenia się z Poziomem Powyżej Człowieka i rozpoczęcia tej transformacji. Wasze oddzielenie od świata i poleganie na Królestwie Niebieskim poprzez jego Przedstawicieli może otworzyć wam możliwość stania się nowym stworzeniem, jednym z Poziomu Następnej Ewolucji, słusznie należącym do Królestwa Niebieskiego".
O namiastce rzeczywistości, z jaką mierzyli się członkowie sekty, możemy usłyszeć w skrócie rozmowy Diane Sawyer z Janą Gibbons, jedną z osób, która zdołała odejść z Heaven's Gate. Wspomniana została wszechobecna kontrola, co do minuty, obejmująca nawet czas przeznaczony na sen, sposób wypoczynku i okres brania prysznica (6 minut) czy to, że kobieta w pewnym momencie nie odzywała się przez niemal 4 lata. Ze względu na ograniczenia wiekowe, film ten dostępny jest wyłącznie w serwisie YouTube.
Z innych źródeł wiemy też, że członkowie zgromadzenia musieli nawet zostawiać otwarte drzwi w łazience. Ich życie było zdecydowanie pozbawione luksusów. Stosowali okresowe posty, niektórzy nawet rygorystyczne detoksy. Za założenia dążono do wyeliminowania płciowości i seksualności, na co wskazywały także wspomniane już ubrania czy fryzury. Niektórzy mężczyźni, w tym lider, poddali się kastracji.
Technologia i science-fiction językiem wiary Heaven's Gate
Warto też podkreślić, że Heaven's Gate była jedną z pierwszych sekt, które w pełni wykorzystywały Internet. W połowie lat 90. sekta prowadziła własną stronę internetową, na której publikowała manifesty, nagrania audio i wideo, a także instrukcje dla potencjalnych wyznawców. Wrócimy do niej jeszcze w dalszej części tekstu. Członkowie zgromadzenia komunikowali się przez e-maile i fora internetowe, a w pewnym momencie prowadzili nawet legalnie działającą firmę zajmującą się projektowaniem stron internetowych czy tworzeniem grafik komputerowych o nazwie Higher Source. Ten sposób na zarabianie i opłacanie wspólnego życia pozwalał na utrzymanie izolacji od społeczeństwa.
Technologia zakorzeniła się także mocno w mowie członków sekty. Jednym z głównych elementów jej doktryny było postrzeganie ludzkiego ciała jako swego rodzaju "nośnika", który porównywano do pojazdu albo sprzętu, który można porzucić, kiedy ten przestaje spełniać swoją funkcję. Applewhite często posługiwał się takimi słowami czy określeniami jak "aktualizacja", "przejście na wyższy poziom", "poziom następnej ewolucji" i "odłączenie się od systemu".
Naturalnie nie było to całkowicie odcięte od rzeczywistości, w której żyli. Heaven's Gate funkcjonowało w trakcie trwania złotej ery science-fiction. Co ciekawe, młodszą siostrą jednego z członków sekty była Nichelle Nichols, która grała w "Star Treku". Zgromadzenie oglądało wspólnie właśnie tę i inne produkcje tego typu, utrwalając sobie wizje zaawansowanych cywilizacji i technologii, obierając je sobie jako swego rodzaju metafizyczne cele, wg nich możliwe do osiągnięcia.
Wielka próba i potwierdzenie przekonań. Za kometą podróżowało UFO?
Momentem próby dla sekty Heaven's Gate była ponad wszelką wątpliwość niespodziewana śmierć Nettles. Jak bowiem wytłumaczyć wiernym, że tak ważna osoba w strukturze kultu odeszła z powodu nowotworu, a nie została, zgodnie z założeniem, zabrana przez UFO? Applewhite tłumaczył to wydarzenie w ten sposób, że Nettles po prostu przeszła na następny poziom, ponieważ miała zbyt dużo energii, żeby przebywać na Ziemi.
Jak twierdzi Daniel Wojcik w publikacji "The End of the World as We Know it: Faith, Fatalism, and Apocalypse in America", po jej śmierci zgromadzenie miało zniknąć niemal na dziesięć lat, aż do 1993 roku, kiedy to mieli zamieścić ogłoszenie w USA Today o tytule: "Kult UFO powraca z ostateczną ofertą".
Gdy w 1996 roku coraz głośniej mówiło się o komecie Hale-Boppa w związku z możliwością oglądania jej gołym okiem na nieboskłonie, Heaven's Gate uznało to wydarzenie za potwierdzenie własnych przekonań. Jak wspomniałam, według nich za kometą znajdował się jeszcze jeden obiekt - statek kosmiczny - "Next Level Vehicle", który podąża w kierunku Ziemi właśnie po nich, by zabrać ich do "wyższego poziomu".
Ostatnie pożegnanie i tragiczny koniec. Do końca wierzyli, że czeka ich zbawienie?
Zachęcam wszystkich do odwiedzenia strony internetowej Heaven's Gate, która wciąż jest dostępna. To niesamowita podróż w czasie, przenosząca nas do początków HTML-a, pierwszych stron internetowych czy serwisów takich jak MySpace. Kolorowe, ruchome fonty, nieczytelne tło - strona Heaven' s Gate ma przybliżać doktryny zgromadzenia, filozofię, którą już przytoczyłam, a także inne ważne dla nich informacje. Czytamy tam np.:
To, czy kometa Hale'a-Boppa ma "towarzysza", czy nie, nie ma dla nas znaczenia. Jednak jego przybycie jest dla nas w "Heaven's Gate" bardzo ważne i cieszymy się z tego. Radość wynika z tego, że nasz Starszy Członek na Poziomie Ewolucyjnym Powyżej Człowieka ("Królestwo Niebieskie") dał nam jasno do zrozumienia, że zbliżanie się komety Hale'a-Boppa jest "znakiem", na który czekaliśmy – czasem przybycia statku kosmicznego z Poziomu Powyżej Człowieka, który zabierze nas do domu, do "Ich Świata" – dosłownie do Nieba. Nasze 22 lata nauki tutaj, na planecie Ziemia, w końcu dobiegają końca – "ukończenie" poziomu ewolucji ludzkiej. Jesteśmy szczęśliwi i gotowi opuścić "ten świat" i udać się wraz z załogą Ti. Jeśli zapoznasz się z materiałami na tej stronie internetowej, miejmy nadzieję, że zrozumiesz naszą radość i cel naszego pobytu na Ziemi. Być może znajdziesz nawet swoją "kartę pokładową", aby wyruszyć z nami podczas tego krótkiego "okna". Jesteśmy bardzo wdzięczni, że otrzymaliśmy tę możliwość przygotowania się do członkostwa w Ich Królestwie i doświadczenia Ich bezgranicznej troski i opieki.
W zapowiedzi reportażu "The Cult Next Door. The Mystery and Madness of Heaven's Gate", opublikowanej w serwisie YouTube przez ABC News, widzimy fragmenty ostatniego pożegnania, jakie zostało nagrane przez członków Heaven's Gate na kasety VHS, o nazwie "Students Final Exit Statements".
Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to materiał osobliwy. Możemy zauważyć grupę podobnie ubranych ludzi z niemal takimi samymi fryzurami, niektórzy czytają z kartki, inni mówią z pamięci, wszyscy wyrażają radość związaną z przyszłymi wydarzeniami. Jednej kobiecie wyraźnie drży głos, brakuje jej jakby tchu, kiedy podkreśla, że nie mogłaby być szczęśliwsza, co powoduje śmiech pozostałych zgromadzonych podczas nagrania.
Musicie bowiem wiedzieć, że za kamerą siedział przywódca kultu, a jego członkowie cytują wypowiedzi Applewhite'a, które słyszeli na przestrzeni czasu, niemal słowo w słowo. Jak zauważa dr Janja Lalich, jego obecność właśnie w tak ważnym momencie ma zdecydowanie głębsze znaczenie, niż wsparcie, które może nam przychodzić na myśl - kiedy mówimy coś przy kimś, istnieje znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że się z tego później wycofamy, bo np. zmieniliśmy zdanie.
Długotrwała izolacja wynikająca ze stopniowej redukcji kontaktów ze światem zewnętrznym charakterystyczna dla grup tego typu, wspólne życie i rygorystyczne normy sprawiają, że członkowie sekt coraz mocniej polegają na strukturze grupy i jej narracji. Ludzie są bardziej skłonni przystosować swoje myślenie i potrzeby emocjonalne do norm panujących w zgromadzeniu, co z kolei utrudnia krytyczne spojrzenie na własne wierzenia i decyzje.
Dodajmy do tego rosnącą, zdającą się nie mieć granic wiarę w to, co mówi przywódca, który jest naszym autorytetem, osobą przypominającą nam ojca, opiekuna, przez wiele lat karmiącego nas takimi, a nie innymi treściami i sytuacja robi się po prostu niebezpieczna.
"To było 38 morderstw i jedno samobójstwo" - pada w przywołanym wcześniej reportażu i trudno chociaż przez chwilę nie zastanowić się nad tym, czy przypadkiem właśnie takie nie jest prawdziwe oblicze tej wielowymiarowej tragedii, niezależnie od tego, co sądzimy na temat tego typu ugrupowań.










