Leje na Syberii, metanowe bąble w Arktyce - nadchodzi zagłada?

Naukowcy, którzy od lat badają zmiany zachodzące w ekosystemie Arktyki, odkryli bąble dwutlenku węgla i metanu, które uwalniane są z dna Oceanu Arktycznego i mogą niebawem zasilić atmosferę, tym samym dramatycznie przyspieszając zmiany klimatyczne...

Naukowcy, którzy od lat badają zmiany zachodzące w ekosystemie Arktyki, odkryli bąble dwutlenku węgla i metanu, które uwalniane są z dna Oceanu Arktycznego i mogą niebawem zasilić atmosferę, tym samym dramatycznie przyspieszając zmiany klimatyczne...

Naukowcy z Uniwersytetu Sztokholmskiego ostrzegają przed katastrofalnymi następstwami procesu, który odkryli w ostatnich tygodniach. Prowadząc badania dna Oceanu Arktycznego, zaobserwowali, że uwalniane są z niego bąble metanu i dwutlenku węgla.

Dr. Jason Box, który jest weteranem wśród badaczy Arktyki, stwierdził, że jeśli owe bąble wydostają się z oceanu i trafiają do ziemskiej atmosfery, to mamy... Naukowiec nowego pokolenia, na swoim profilu na Twitterze, użył w tym miejscu wulgarnego słowa, które ma podkreślić, jak w bardzo poważnej sytuacji się znajdujemy i że w żadnym razie nie można tego bagatelizować.

Reklama

Czy poważnemu naukowcowi, który uczestniczył już w przeszło 20 ekspedycjach do Arktyki i jest jednym z najbardziej poważanych badaczy tego zakątku świata, w oczach tak szacownych instytucji, jak NASA czy NOAA, przystoi kwitować wynik swoich badań wulgaryzmami?

On sam twierdzi, że tak, ponieważ nic już nie jest w stanie przemówić do ludzi, aniżeli ostre i konkretne sformułowania. Nie ukrywa też, że używając przekleństwa, jego wypowiedź została dostrzeżona i obiegła cały świat, a tym samym spełniła swój cel, czyli poinformowała ludzi o poważnym problemie.

Otóż uwalnianie się niezliczonych pokładów dwutlenku węgla i metanu, skrywających się pod dnem oceanicznym, może bardzo gwałtownie przyspieszyć postępowanie globalnego ocieplenia. Do tej pory po wydostaniu się z dna morskiego, bąble zatrzymywane były w wodzie przez lód, niską temperaturę i podwyższone ciśnienie.

Jednak, gdy zasięg i grubość pokrywy lodowej na Morzu Arktycznym systematycznie się zmniejsza, bąbli nic już nie powstrzymuje przed uwalnianiem się do atmosfery. Możemy stwierdzić, że nie jest to już efekt działalności ludzkiej, lecz proces naturalny, jednak nic bardziej mylnego.

Dotychczasowa emisja gazów cieplarnianych sprawiła, że Arktyka jest obecnie najszybciej ocieplającym się obszarem naszej planety. To powoduje, że zanika wieczna zmarzlina, która stanowiła swoistą barierę, jeśli nie całkowicie ograniczającą to przynajmniej w znacznej mierze, uwalnianie się metanu i dwutlenku węgla do atmosfery.

Problem ten, jak się niedawno okazało, dotyczy nie tylko dna morskiego. Na Syberii odkryto bowiem olbrzymie dziury, niewiadomego pochodzenia. Wyniki badań, dosłownie sprzed kilku dni, wyjaśniły, że w wyniku wzrostu średnich temperatur powietrza i roztapiania się wiecznej zmarzliny, spod roztapiającego się lodu, wydostaje się metan, który przy kontakcie z tlenem wybucha, drążąc charakterystyczne leje. Dziur jest coraz więcej i pojawiają się w coraz to nowych miejscach.

Szacuje się, że w ciągu 20 lat, średnia temperatura w warstwie wiecznej zmarzliny, na głębokości 20 metrów, podniosła się o 2 stopnie. Ustalono też, że leje powstały podczas wyjątkowo ciepłych okresów letnich w 2012 i 2013 roku, gdy średnia temperatura była wyższa od normy o 5 stopni. Metanu jest w atmosferze o całe 150 procent więcej niż jeszcze w czasach przed rewolucją przemysłową.

Według naukowców uwalniające się z gleby pokłady dwutlenku węgla i metanu są niczym bomba z opóźnionym zapłonem. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to tak źle, jednak, gdy przeprowadzi się wnikliwe badania, okazuje się, że sprawy zaszły za daleko i dzieli nas cienka granica, po przekroczeniu której nad niczym już nie będziemy panowali, a czarne scenariusze, które według prognoz mają się zacząć ziszczać dopiero w połowie tego wieku, mogą nas dotknąć już na chwilę.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama