Mikroskopijne aparaty zdobywają Japonię

Japończycy są zupełnym przeciwieństwem Amerykanów. By pokazać możliwości swojej technologii nie muszą budować rzeczy największych, najcięższych i najszybszych. Wręcz przeciwnie wyzwaniem dla nich jest stworzenie czegoś w pełni funkcjonalnego o wymiarach niewiele większych niż ziarnko grochu.

Japończycy są zupełnym przeciwieństwem Amerykanów. By pokazać możliwości swojej technologii nie muszą budować rzeczy największych, najcięższych i najszybszych. Wręcz przeciwnie wyzwaniem dla nich jest stworzenie czegoś w pełni funkcjonalnego o wymiarach niewiele większych niż ziarnko grochu.

Japończycy są zupełnym przeciwieństwem Amerykanów. By pokazać możliwości swojej technologii nie muszą budować rzeczy największych, najcięższych i najszybszych. Wręcz przeciwnie wyzwaniem dla nich jest stworzenie czegoś w pełni funkcjonalnego o wymiarach niewiele większych niż ziarnko grochu.

Widocznie w Japonii uznano, że skrajna miniaturyzacja to droga przyszłości. Powstają tam coraz dziwniejsze projekty, spośród których wyróżnić możemy aparaty i MAME-CAM. Wymiary tego drugiego to zaledwie 30x27x27mm. Mimo tego pozwala na robienie całkiem przyzwoitych zdjęć w rozdzielczości 1600x1200 i nagrywanie filmów 640x480 z prędkością 30 klatek na sekundę i rejestracją dźwięku w jakości mono.

Reklama

Wszystkie dane zapisywane są na karcie micro SD o pojemności 32 GB. Przesyłanie ich na komputer ułatwia port USB 1.1. Wbudowana bateria pozwala na 36 minut ciągłego filmowania. Cena aparatu to 95$ co przy aktualnym kursie dolara wynosi niewiele ponad 260 zł.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy