"Nie" dla Polanskiego w kadrze?

Mówi się, że tylko krowa nie zmienia swojego zdania. Jednak kiedy piłkarz otwarcie i stanowczo deklaruje, że nie zamierza zakładać koszulki danej reprezentacji, to wydawałoby się, że temat już nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Tymczasem wystarczy oświadczyć, że się zmieniło zdanie, a PZPN już sika z zachwytu.

Mówi się, że tylko krowa nie zmienia swojego zdania. Jednak kiedy piłkarz otwarcie i stanowczo deklaruje, że nie zamierza zakładać koszulki danej reprezentacji, to wydawałoby się, że temat już nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Tymczasem wystarczy oświadczyć, że się zmieniło zdanie, a PZPN już sika z zachwytu.

Mówi się, że tylko krowa nie zmienia swojego zdania. Jednak kiedy piłkarz otwarcie i stanowczo deklaruje, że nie zamierza zakładać koszulki danej reprezentacji, to wydawałoby się, że temat już nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Tymczasem wystarczy oświadczyć, że się zmieniło zdanie, a PZPN już sika z zachwytu.

Eugen Polanski to postać dziś całkiem nieźle kojarzona przez polskich kibiców. Piłkarz w wieku 6 lat wyjechał ze swoją rodziną z Polski i na stałe zamieszkał w Niemczech. Tam też postawił swoje pierwsze kroki w juniorskim, a później także profesjonalnym futbolu. W 2004 roku oficjalnie został zawodnikiem Borussii Monchengladbach, którego barwy reprezentował aż 2008 roku. W tym czasie zaliczył też swój debiut w młodzieżowej reprezentacji Niemiec, co natychmiast też przykuło uwagę skautów z Polski.

Reklama

Pomocnik jednak oświadczył wprost, że temat gry w kadrze Polski dla niego nie istnieje i zakładał koszulkę Niemiec tak długo, aż dotarł do progu wiekowego, który uniemożliwiał mu gry w młodzieżówce naszych zachodnich sąsiadów, czyli do 2009 roku. Wtedy też przydarzył mu się transfer do Getafe, co skłaniało do myślenia, że to tylko kwestia czasu, zanim piłkarz trafi do pierwszego zespołu narodowego Niemiec. W Hiszpanii Polanski rozegrał większość sezonu, nie imponując jednak niczym szczególnym. Mimo wszystko wysłannicy PZPN-u postanowili spróbować jeszcze raz namówić zawodnika do gry w naszych barwach, ale Eugen po raz kolejny dał jasno do zrozumienia, że nie jest zainteresowany.

Niedługo później działacze Getafe zdecydowali się zrezygnować z usług Polanskiego i wypożyczyli go z powrotem do Bundesligi. Tym razem pomocnik trafił do ekipy FSV Mainz 05, do której potem został całkowicie sprzedany.

Gdy na początku ubiegłego roku Franciszek Smuda coraz poważniej zamierzał się z ściągnięciem "posiłków" do kadry zza naszej zachodniej granicy (Matuszczyk, Boenisch), nie omieszkał także wypytać o zdanie samego Polanskiego. Były gracz Getafe jednak niezłomnie potwierdził, iż nie zamierza zmieniać swojego zdania i w żaden sposób nie interesuje go gra z orzełkiem na piersi.

Minął jednak ponad rok czasu i Eugen Polanski nagle swoje zdanie zmienił... Złośliwi stwierdzili krótko, że piłkarz po prostu zrozumiał, iż nie doczeka się już debiutu w pierwszym zespole Niemiec i w akcie desperacji postanowił odezwać się do Smudy. Jednak sceptyków powołania pomocnika jest znacznie więcej. Kibice wciąż pamiętają z jaką premedytacją Polanski wykluczał grę w reprezentacji Polski i twierdzą teraz, że obecny gracz FSV Mainz 05 już nie zasługuje na szansę.

Najwyraźniej innego zdania jest nasz selekcjoner, który jak tylko będzie miał okazję, będzie chciał powołać piłkarza na mecze z Meksykiem i Niemcami. Tylko czy Eugen faktycznie jest potrzebny naszej kadrze? Zawodnik nie należy do tych, którzy często trafiają do siatki rywali (2 gole na przestrzeni całej swojej kariery w Bundeslidze), a i miłością do kraju nad Wisłą też chyba nie bardzo pała...

Zdajemy sobie sprawę z tego, że Smuda boi się kompromitacji na przyszłorocznym EURO, ale czy naprawdę musimy ratować się wszelkiego rodzaju najemnikami, którym nawet nie zależy an reprezentowaniu Polski? Czekamy na Wasze zdanie w tej sprawie!

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy