To oficjalne - Voyager 1 opuścił Układ Słoneczny!

Po 35 latach lotu i kilku fałszywych alarmach w ostatnim czasie w końcu się udało - sonda Voyager 1 jako pierwszy obiekt stworzony ludzką ręką przekroczyła właśnie granicę Układu Słonecznego i wleciała w przestrzeń międzygwiezdną. A najnowsze dane wskazują, że udało się jej tego dokonać już w sierpniu zeszłego roku.

Po 35 latach lotu i kilku fałszywych alarmach w ostatnim czasie w końcu się udało - sonda Voyager 1 jako pierwszy obiekt stworzony ludzką ręką przekroczyła właśnie granicę Układu Słonecznego i wleciała w przestrzeń międzygwiezdną. A najnowsze dane wskazują, że udało się jej tego dokonać już w sierpniu zeszłego roku.

Po 35 latach lotu i kilku fałszywych alarmach w ostatnim czasie w końcu się udało - sonda Voyager 1 jako pierwszy obiekt stworzony ludzką ręką przekroczyła właśnie granicę Układu Słonecznego i wleciała w przestrzeń międzygwiezdną. A najnowsze dane wskazują, że udało się jej tego dokonać już w sierpniu zeszłego roku.

Obecnie Voyager 1 znajduje się około 19 miliardów kilometrów od Słońca, a według najnowszych danych już od ponad roku leci ona przez plazmę, która wskazuje na fakt, że znalazła się ona w przestrzeni międzygwiezdnej.

Reklama

Voyager 1 i 2 są prawdziwymi arcydziełami techniki. Sondy zostały wystrzelone w 1977 roku w celu zbadania najdalszych planet naszego Układu Słonecznego – głównie gazowych olbrzymów – Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna. Oba statki spisują się jednak w przestrzeni na tyle dobrze, że po wypełnieniu swojej podstawowej misji w 1989 roku NASA przemianowała nazwę całej ekspedycji na Voyager Interstellar Mission (Misja Międzygwiezdna Voyager) i skierowała obie sondy ku przeciwległym krańcom naszego układu planetarnego.

Voyager 2 ze względu na obraną trasę znajduje się dalej od granicy (15 miliardów kilometrów od Słońca), jednak co do tego, że Voyagerowi 1 udało się opuścić Układ Słoneczny astronomowie nie mają dziś wątpliwości. Sonda ta już w 2004 roku zaczęła donosić o wykryciu zwiększonego ciśnienia ośrodka międzygwiazdowego na heliosferę (a więc bańkę naładowanych cząstek otaczających Słońce), jednak cały czas uważano, że znajduje się ona na samej granicy.

Sonda nie posiada detektora plazmy, dlatego badacze musieli wymyślić inny sposób jej wykrywania i wymyślili coś naprawdę ciekawego. Doszli oni do wniosku, że da się wykryć drgania plazmy gdyby doszło do potężnego koronalnego wyrzutu masy ze Słońca i taki wyrzut nastąpił w marcu zeszłego roku. W kwietniu roku bieżącego - zgodnie z przewidywaniami - plazma dookoła sondy zaczęła w jego wyniku drgać, a na podstawie tych drgań można było ustalić jej gęstość.

I jak twierdzą astronomowie nadzorujący misję - gdy tylko wyniki tych pomiarów dotarły do na Ziemię - wyskoczyli oni ze swych krzeseł. Plazma była bowiem 40-krotnie gęstsza niż w heliosferze - a takiej właśnie gęstości spodziewano się od ośrodka międzygwiazdowego. Po przejrzeniu wcześniejszych danych i ich ekstrapolacji badacze doszli do wniosku, że sonda musiała przekroczyć granicę już w sierpniu roku 2012.

Teraz sonda wlatuje w obszar dziewiczy, gdzie nikt nigdy nie był, dlatego wysyłane przez nią dane będą bezcenne. Naukowcy sądzą, że powinna ona działać i wysyłać sygnały na Ziemię (lecąc z prędkością światła docierają one do nas po 17 godzinach od nadania) przynajmniej do roku 2020, ale już nieraz udało jej się nas zaskoczyć - być może podziała dłużej.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy