W Polsce spadł grad wielkości piłki nożnej

Grad to jedno z najbardziej niszczycielskich zjawisk pogodowych. Szkody mogą powodować już bryłki lodowe wielkości orzecha włoskiego. Historia zna jednak przypadki wprost nieprawdopodobnych gradobić.

Grad to jedno z najbardziej niszczycielskich zjawisk pogodowych. Szkody mogą powodować już bryłki lodowe wielkości orzecha włoskiego. Historia zna jednak przypadki wprost nieprawdopodobnych gradobić.

Grad to nic innego jak lodowe kulki o średnicy zazwyczaj niecałego 1 centymetra. Jednak podczas gwałtownych burz zdarza się, że gradziny mają średnicę 5 centymetrów i wówczas mogą już powodować znaczne zniszczenia.

 

W tym roku grad o średnicy prawie 10 centymetrów spadł na okolice Kielc i choć wydaje się, że większego kataklizmu nie można już sobie wyobrazić, to jednak historia zna takie przypadki. Pod koniec lipca 1931 roku na obszarze dzisiejszej Lubelszczyzny oraz zachodnich krańców Ukrainy, które wówczas wchodziły w skład naszego kraju, przeszła potężna burza. Towarzyszyła jej nie tylko trąba powietrzna, która zrujnowała Lublin, lecz również wichury, ulewy i gradobicia.

Reklama

 

Jak wskazuje fragment artykułu w jednej z wydawanych ówcześnie gazet: "W Woroniu znajdowano bryły lodu o wadze 2 i pół funta (1 kg), a obok Bereźnicy (na dzisiejszej Ukrainie) znaleziono jedną bryłę ważącą 5 funtów (2 kg)."

 

 

Już sama waga gradu uzmysławia nam, jak potężny był to żywioł. Rodzi się tym samym pytanie, jaką wielkość miał grad. Można go porównać do jednego z największych gradobić, jakie miały miejsce 23 lipca 2010 roku na miejscowości Vivian w stanie Południowa Dakota w Stanach Zjednoczonych.

 

W specjalnym oświadczeniu przedstawiciele amerykańskiej Narodowej Komisji ds. Ekstremów Klimatycznych (NCEC) stwierdzili, że największa zbadana gradzina miała średnicę 20 centymetrów, obwód 47 centymetrów i ważyła 0,8 kilograma.

 

Okazuje się więc, że grad, który spadł w Polsce w 1931 roku mógł mieć więcej niż 20 centymetrów średnicy, a w przypadku tego z Bereźnicy, nawet ponad 30 cm. Był więc tak samo duży lub nawet większy od piłki nożnej, niewykluczone, że tak duży, jak arbuz.

 

 

To jak dotąd największy okaz gradu, jaki odnotowano na ziemiach polskich w spisanej historii. Jednak w skali świata do rekordu jeszcze mu sporo brakowało. Zdecydowanie największe bryły gradowe spadły w rejonie miejscowości Lanja w indyjskim stanie Maharasztra w dniu 3 października 2010 roku.

 

O godzinie 17:45 czasu lokalnego podczas gwałtownej burzy mieszkańcy znajdowali gradziny o średnicy nawet 61 cm, i to wcale nie jest pomyłka. Największa bryła miała obwód aż 156 cm i ważyła bagatela 50 kilogramów. O pomyłce mówić nie można, ponieważ lodowe okazy zostały dokładnie przebadane przez Kirankumara Joharego, studenta z Uniwersytetu Pune. Niestety nie wykonano żadnych zdjęć.

 

Zjawisko to jest obecnie celem intensywnych badań ekspertów ze Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO). Ostateczny raport w tej sprawie powinien się pojawić w najbliższych miesiącach.

 

eden z największych okazów gradu

 

Grad tworzy się w chmurze burzowej o nazwie cumulonimbus, gdy złączają się ze sobą krople wody. Unoszone są one przez prądy na wysokość ponad 10 kilometrów, gdzie krople przy temperaturze minus 50 stopni zamarzają i z czasem zwiększają swoją objętość.

 

Im dłużej kule wirują w chmurze, tym większe rozmiary osiągają i tym poważniejsze stanowią niebezpieczeństwo dla ludzi. Gradzina o średnicy 10 centymetrów spadając na ludzką głowę z prędkością ponad 140 km/h jest w stanie nie tylko nabić porządnego guza, lecz również spowodować wstrząśnienie mózgu, a nawet jego uszkodzenie.

 

Jeśli przed gradzinami nie można się ukryć w bezpiecznym miejscu, to grad może nawet zabić. Zdarzały się już przypadki śmierci ludzi na skutek potężnych gradobić, ale jedynie w krajach tropikalnych.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy