Syreny i gęsty dym nad Portem Lotniczym Wrocław. Tak wyglądały ćwiczenia służb
Nad Portem Lotniczym we Wrocławiu w jednej chwili zaczął unosić się gęsty, ciemny dym. Dało się też słyszeć przejmujący dźwięk syren alarmowych. Na szczęście wiadomo było, że nic tak naprawdę się nie stało - 5 listopada 2025 roku na lotnisku odbyły się bowiem wyjątkowe ćwiczenia ratownicze. W związku z trwającą rozbudową części operacyjnej, po raz pierwszy w historii można było przeprowadzić tego typu wydarzenie na drodze startowej.

Katastrofy lotnicze od zawsze z jakiegoś powodu mnie interesowały. Z pewnością istotnym czynnikiem jest złożoność takiego wydarzenia, a także fakt, że według licznych statystyk to właśnie latanie jest najbardziej bezpiecznym środkiem transportu. Długie godziny oglądania serialu dokumentalnego pt. "Katastrofa w przestworzach" dość szybko utwierdziły mnie w przekonaniu, że wiele elementów musi zawieść, aby doszło do wypadku, a każdy z nich może przynieść istotne informacje nt. tego, jak jeszcze bardziej zwiększyć bezpieczeństwo lotnictwa.
To jedna strona takich zdarzeń. W przypadku awaryjnego lądowania maszyn, na baczność postawione jest często całe lotnisko i nie tylko. Obserwację reakcji służb (a właściwie jej symulację) na tego typu wydarzenia mogliśmy podejrzeć w związku z ćwiczeniami, jakie pod kryptonimem NOKIA 25 odbyły się 5 listopada w Porcie Lotniczym we Wrocławiu.

Ćwiczenia ratowniczo-gaśnicze NOKIA 25. Ciemny dym nad wrocławskim lotniskiem
Takie ćwiczenia weryfikujące są naturalnie przeprowadzane cyklicznie - gotowość jednostek ratunkowych na niesienie pomocy jest w końcu niezwykle ważna, jednak w takim zakresie i na taką skalę były zorganizowane po raz pierwszy. A to z prostej przyczyny: droga startowa, na której się odbywały, normalnie jest w ciągłym użytkowaniu, zatem przy standardowej pracy lotniska, zrealizowanie takiego wydarzenia za dnia jest raczej niemożliwe.
– Realizacja ćwiczeń sprawdzających nie tylko gotowość służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ale przede wszystkim ich umiejętność współdziałania w tak trudnych warunkach, jakie panują na miejscu incydentu lotniczego, jest kluczowa dla zapewnienia bezpieczeństwa operacji lotniczych. Miejmy nadzieję, że testowane dziś rozwiązania nigdy nie będą musiały być zastosowane w rzeczywistości, ale na pewno musimy być na takie sytuacje gotowi
Scenariusz był prosty: samolot niewielkich linii lotniczych miał się zderzyć ze stadem ptaków, co doprowadziło do konieczności awaryjnego lądowania na pasie startowym wrocławskiego lotniska. Jakby tego było mało, w okolicznym lesie wybuchł w tym czasie pożar. Do interwencji przystąpiła Lotniskowa Straż Pożarna, ale i jednostki wezwane z Wrocławia, a także policyjne śmigłowce.

"Niewielki samolot", w założeniu Embraer 750, był w tym wypadku zastąpiony dwoma autobusami, wokół których oznaczono przestrzeń, w jakiej normalnie znajdowałyby się skrzydła, a także silniki maszyny. Około 11:00 pojawił się pierwszy płomień. Ogień szybko przybrał na sile i nad wrocławskim lotniskiem unosiły się kłęby czarnego dymu - w tym samym czasie dało się usłyszeć dźwięk alarmu, a już wkrótce także sygnały dźwiękowe i warkot nadciągających pojazdów.

Wyjątkowe ćwiczenia w Porcie Lotniczym Wrocław. "Działamy z lądu, wody i powietrza"
Pierwsze działania podjęła Lotniskowa Straż Pożarna. Funkcjonariusze mają jedynie 3 minuty na to, żeby znaleźć się na miejscu zdarzenia i trzeba przyznać, że faktycznie, ich reakcja była błyskawiczna. Lada moment do pracy gotowi byli też strażacy Państwowej Straży Pożarnej, pracownicy pogotowia ratunkowego, nad naszymi głowami latały śmigłowce, pojawiła się także Straż Graniczna, której placówka znajduje się bardzo niedaleko lotniska.

"Widzimy tutaj dosyć spore ćwiczenia, podczas których wykonujemy dużo różnych działań, mających na celu neutralizację zagrożenia, jakim jest w tym wypadku katastrofa lotnicza. Jest to poważne zagrożenie, ale w kontrolowanych warunkach mamy okazję przećwiczyć współdziałanie różnych jednostek policji. W te ćwiczenia zaangażowani są m.in. policjanci komisariatu wodnego, oddziału prewencji - prowadzone były działania poszukiwawcze z wykorzystaniem śmigłowca Bell; dodatkowo prowadzone są działania ratowniczo-gaśnicze: z akwenu zabezpieczonego przez policjantów z komisariatu wodnego pobierana jest woda przez śmigłowiec Black Hawk, ze zbiornikiem Bambi Bucket, który widzimy na niebie, jak zrzuca wodę, by ugasić płomienie. Oczywiście całe miejsce zdarzenia jest zabezpieczane przez oddział prewencji wrocławskich policjantów, po to, aby na miejsce zdarzenia nie dostały się osoby postronne, które mogłyby być zagrożone. Działamy z lądu, wody i powietrza po to, aby zneutralizować zagrożenie, które się pojawiło" - mówi komisarz Przemysław Ratajczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

"Oczywiście są to tylko ćwiczenia, więc wiadomo, ze realnego zagrożenia nie ma, ale jest to świetna okazja do tego, aby przećwiczyć procedury, schematy naszego działania i współpracę pomiędzy służbami, co jest nieocenione, bo gdy dojdzie do rzeczywistego zagrożenia, będziemy mogli skutecznie zadziałać, by zniwelować zagrożenie dla mieszkańców naszego regionu" - uzupełnia kom. Ratajczyk.

W wydarzeniu udział wzięły wszystkie służby, które normalnie uczestniczyłyby w tego typu akcji ratowniczej. Mowa o aż 250 funkcjonariuszach służb, 8 karetkach pogotowia, 5 wozach ratowniczych Lotniskowej Straży Pożarnej, 11 wozach strażackich należących do Państwowej Straży Pożarnej i trzech śmigłowcach, w tym jeden należący do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i dwa do Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Jak już wspomniałam, na miejscu stawiła się także Straż Graniczna.

"Wszelkie działania podejmowane przez policjantów, ratowników, strażaków wyglądają tak, jak w rzeczywistości. Każde niedociągnięcia czy kwestie związane z komunikacją możemy tutaj przećwiczyć po to, aby w realnych warunkach te problemy czy niedogodności nie wystąpiły. Jest więc to niezwykle ważne - co roku jesteśmy tutaj na zaproszenie Portu Lotniczego i myślę, że zawsze będziemy się starać brać udział w takich ćwiczeniach, bo tak jak wspomniałem, procentuje to na przyszłość. Oby taka sytuacja się nie pojawiła, to w końcu poważne zagrożenie dla wielu osób, ale dzięki ćwiczeniom możemy działać dużo skuteczniej, szybko reagować i dobrze się komunikować po to, aby neutralizować różnego rodzaju zagrożenia. Tutaj widzimy katastrofę lotniczą, ale zagrożenia mogą być różne, dlatego też staramy się współdziałać, żeby działać dla bezpieczeństwa jak najlepiej" - dodaje kom. Ratajczyk.

Trwają prace remontowe na lotnisku we Wrocławiu. "Wszystko idzie zgodnie z planem"

Przy okazji wizyty w Porcie Lotniczym Wrocław, zapytaliśmy także o trwający remont, dzięki któremu ćwiczenia mogły się odbyć w takiej formie. Jak informuje nas rzecznik prasowy lotniska, Bartosz Wiśniewski: "Wszystko idzie zgodnie z planem. Pogoda nas na razie rozpieszcza i oby tak zostało do samego końca tego 40-dniowego okresu. To, co było założone, zostało wykonane, to, co przed nami na ten moment również nie jest w żaden sposób zagrożone, w związku z tym już teraz mogę zaprosić pasażerów, żeby planowali swoje loty. Od 5 grudnia od wczesnych godzin porannych samoloty z lotniska we Wrocławiu będą startować i oferować bardzo bogatą, zimową siatkę połączeń".










