Reklama

Dlaczego lubimy Robinsona?

Mózg człowieka współczesnego rozwijał się stopniowo, czego dowodzą badania. Według ustaleń uczonych, najwcześniej powstałe części mózgu dają o sobie znać w nieoczekiwanych sytuacjach. Na przykład w kontakcie z kulturą.

Za przykład może posłużyć tu klasyczna powieść "Przypadki Robinsona Crusoe", napisana przez Daniela Defoe (1660 - 1731). Książka angielskiego pisarza od lat inspiruje filmowców, a także naukowców, którzy usiłowali dociec, które przygody głównego bohatera mogły wydarzyć się naprawdę. Jednym ze skutków fascynacji powieścią stała się wyprawa zespołu brytyjskich archeologów, którzy wyruszyli do miejsca, w którym miał żyć realny pierwowzór Robinsona Crusoe.

Oryginał jadł kozy

Uczeni wyprawili się na wyspę Aguas Buenas, położoną 800 km na zachód od wybrzeży Chile, gdzie według źródeł historycznych w 1719 r. załoga okrętu dowodzonego przez kapitana Woodesa Rogersa odnalazła rozbitka, szkockiego marynarza Alexandra Selkirka. Szkot Selkirk trafił na wyspę za karę - osadził go tam kapitan statku, do którego załogi należał Selkirk. To, jak się okazało, wiekopomne zdarzenie, kapitan Rogers opisał w dzienniku pokładowym. Według jego relacji, Selkirk miał "sekstans i kilka innych instrumentów matematycznych", a żywił się mięsem kóz, na które polował.Brytyjscy archeolodzy nie natrafili na wyspie na ślady kóz, za to wydobyli z ziemi przyrządy opisane przez Rogersa: wykonane z miedzi fragmenty sekstansu i cyrkiel. Oprócz tego ta ekspedycja kierowana przez dr Davida Caldwella z Muzeum Narodowego Szkocji odkryła w ziemi otwory po palach oraz inne ślady dwóch chat wzniesionych przez rozbitka.

Rozbitek jako atrakcja

Selkirk osiedlił się nad potokiem, w miejscu z którego miał widok na spory obszar oceanu i mógł widzieć każdy statek, który zbliżał się do wyspy.

- Dowody zebrane na Aguas Buenas potwierdzają relacje o pobycie Alexandra Selkirka na wyspie - oświadczył w wypowiedzi dla BBC dr Caldwell. - Prawdopodobnie pomoże to Chilijczykom wylansować wyspę jako atrakcję turystyczną.Ta wypowiedź przypomina, że fikcyjna historia Robinsona Crusoe znana jest całemu światu, ale mało kto wie o Selkirku. A przecież relacja o jego przygodzie, a więc o faktach, także powstała. To dziennik wspomnianego kapitana Woodesa Rogersa.

Reklama

Kapitan bohaterem

Co szczególnie zaskakujące, Rogers, w swym dzienniku obejmującym trzy lata morskiej podróży, opisał zdarzenia rodem z opowieści płaszcza i szpady. Brytyjski kapitan opłynął bowiem całą Amerykę Południową, walczył z piratami na Karaibach, rabował złoto i srebro z hiszpańskich galeonów. Takie były czasy, że Rogers oficjalnie pod brytyjską banderą działał w stylu piratów, z którymi się zmagał.

Realne inspiracje

W dziennikach znajduje się też krótki opis natrafienia na Selkirka oraz warunków, w jakich żył rozbitek. Pomimo tego, że w tej prawdziwej relacji są i przygody i walki i skarby, to choć wydano ją sumptem Rogersa w 100 egzemplarzach, przeszła ona bez echa. Dopiero, gdy z przypadkiem Selkirka zaznajomił się Daniel Defoe, znający osobiście Rogersa, sytuacja uległa zmianie.

Skutki pisania

Relacja kapitana Rogersa tak zainspirowała Defoe, że ten w ciągu kilku miesięcy napisał jedną z najsłynniejszych powieści świata. Pierwsze wydanie powieści "Przypadki Robinsona Crusoe" ukazało się w 1719 r. Skutki widoczne są do dziś: niezliczona ilość wydań tej książki we wszystkich językach, adaptacje filmowe, a nawet sceniczne. Do tego jeszcze władze Chile, łącząc mało komu znane fakty z popularną fikcją, zmieniły w 2008 r. nazwę wyspy Aguas Buenas na Robinson Crusoe Island.

Spór o sławę

Dlaczego to nie świadek zdarzeń, kapitan Rogers, ale Daniel Defoe odniósł sukces? Być może dlatego, że pisarz ubarwił wydarzenia, stopniował napięcie, zrobił wszystko, by opowieść zadziwiała czytelnika. Skąd wiedział, co i jak zrobić, by odnieść taki, a nie inny skutek? Nie wiedział! Działał podświadomie, zgodnie z tym, co nakazywała mu pewna bardzo stara część mózgu. Ten sam kawałek mózgu wpłynął i do dziś wpływa na to, że miliony ludzi przeczytały właśnie tę książkę.

Wyniki w Neuronie

Tę zależność wyjaśnił zespół brytyjskich naukowców z University College London, kierowany przez dr Biankę Wittmann. Uczeni ci zidentyfikowali rejon mózgu, który odpowiada u człowieka za chęć przeżywania przygód, zarówno prawdziwych, jak i fikcyjnych oraz generalnie odkrywania tego, co nieznane. Ten fragment tkanki nakazuje nam poszukiwać tego, co nas zadziwi. Szczegóły przedstawiono na łamach fachowego czasopisma Neuron.

Trudna nazwa struktury

Brytyjscy uczeni metodą rezonansu magnetycznego przeprowadzili badania na dużej grupie ochotników. Analizy wykazały, że do szukania czegoś, co zadziwi, popycha nas część mózgu zwana brzusznym prążkowiem, związana z mózgowym układem nagrody. Dzięki aktywności tego fragmentu mózgu ludzie sięgają po nową, nieznaną im książkę, idą do kina na film, a niektórzy osobiście ruszają w podróż w nieznane.

- Brzuszne prążkowie to jedna z najstarszych rozwojowo i najbardziej prymitywnych części mózgu - wyjaśnia dr Bianca Wittmann. - To ono wysyłało naszym praprzodkom impulsy, które wyzwalały w nich chęć przeżywania przygód i poznawania nowego. Ta cecha pracy mózgu mogła być istotnym czynnikiem zapewniającym naszemu gatunkowi sukces ewolucyjny.

Odkrycie brytyjskich uczonych wyjaśnia pozornie nieracjonalne potrzeby większości ludzi. Teraz nareszcie wiemy dlaczego odkrywano nowe lądy, dlaczego pisane są i czytane wciąż nowe książki. A także dlaczego różne tajemnicze zajścia są tak interesujące dla wielkiej rzeszy osób. Nasz mózg chce byśmy zwracali uwagę na zadziwiające fragmenty otaczającego nas świata.

Tadeusz Oszubski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy