"W kalendarzu nie mam wpisanych na teraz żadnych zajęć, mój telefon z GPS wie, gdzie jestem, a na liście rzeczy do zrobienia czeka sporo zadań. A czas jest cenny! Na szczęście Google dysponuje mapą okolicy i wie, gdzie jest najbliższy sklep ze sprzętem sportowym. Skoro w rzeczach do zrobienia mam "kupić kij do krykieta", idę do oddalonego o 300 metrów sklepu i kupuję kij do krykieta" - snuje swe proroctwa Singhal
Nie wspomina, czy Google pozostawi nam swobodę wyboru. Najwyraźniej nic z tego. Ha! Wiedziałam, że od lat polityka Google prowadziła waśnie do tego. Czas zmykać na Marsa. Pardon, Wenus.
Anna Piwnicka









