Jak Jeffrey Epstein wpływał na Google, żeby zmienić swój wizerunek?
Co dziś robią ludzie i firmy, aby wpłynąć na opinię publiczną, odwrócić uwagę od skandali wizerunkowych czy wręcz wyrugować jakąś frazę ze świadomości społecznej? Dokonują oni manipulacji SEO, czyli tworzą specjalne strony i treści, które mają wyświetlać się w wyszukiwarkach. Nowe dane ujawniły, że robił to słynny przestępca Jeffrey Epstein, aby odwrócić uwagę publiczną od swojej osoby i wybielić swój wizerunek. Sprawdź, co łączyło go z "Disney Frozen", dubajską czekoladą, lotami odrzutowcem Taylor Swift i słuchawkami Beats by Dre.

Spis treści:
- Jak działają specjaliści od odwracania uwagi?
- Jeffrey Epstein wpływał na wyniki wyszukiwania Google
- Tysiące dolarów na strategie ocieplania wizerunku
- SEO AI. "Ministerstwo Prawdy" bierze się za ChatGPT
Jak działają specjaliści od odwracania uwagi?
Specjaliści od marketingu i PR-u od zawsze szukali sposobów, by wpłynąć na świadomość społeczeństwa tak, by nie dostrzegło ono, że pada ofiarą manipulacji. Od wielu lat jednym z głównych obszarów tych działań są wyszukiwarki internetowe. Gdy chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o zasłyszanej gdzieś frazie, po prostu wpisujemy ją w Google. A tu niespodzianka, bo wyskakuje nam coś zupełnie innego. Nieraz faktycznie nasze zapytanie może być na tyle niszowe, że silnik podrzuci nam coś bardziej popularnego. Są jednak konkretne przypadki manipulacji SEO. To robota specjalistów, którzy tworzą strony internetowe i nasycają je konkretnymi frazami kluczowymi, ale z treściami odnoszącymi się do czegoś zupełnie innego.
Jakie są przykłady manipulacji, hakowania czy nawet "konspiracji SEO"? W internecie nie brakuje teorii spiskowych, które mówią o celowym stworzeniu tytułu "Frozen" (w Polsce jako "Kraina Lodu"), aby na hasło "Disney Frozen" zamiast rewelacji o rzekomym zamrożeniu ciała Walta Disneya po śmierci wyniki wyszukiwania odsyłały do słynnej filmowej animacji. Nie mają one oficjalnego potwierdzenia, ale może się wydawać, że coś jest na rzeczy.
"W przypadku Disney w grę wchodzi intencja zapytania: jeżeli Google uznaje, że wpisując frazę Disney Frozen większość użytkowników ma na myśli wspomnianą animację, to w pierwszej kolejności będzie zwracać informacje z nią związaną. W takim wypadku trzeba by posądzić Disney'a, że specjalnie wyprodukował animację o takim tytule, aby przykryć temat właściciela. Pytanie jednak, czy to nie za daleko idąca spekulacja" - wyjaśnił GeekWeekowi ekspert ds. SEO, Wojciech Bogusz.
Inna taka fraza to "Taylor Swift Jets", która może odnosić się do niesławnych lotów prywatnym odrzutowcem amerykańskiej celebrytki. Ta pokazała się na meczu footballowym Kansas City Chiefs vs. New York Jets, a że każde jej publiczne pojawienie się jest na potęgę relacjonowane przez media, ruch ten miał odwracać uwagę od niezbyt ekologicznych przyzwyczajeń piosenkarki.
Istnieją też teorie dotycząca powstania dubajskiej czekolady. Jedna mówi o odwróceniu uwagi od kwestii pracowniczych i politycznych oraz ociepleniu wizerunku Dubaju. Co do innej - oszczędzimy wam szczegółów, ale ponoć chodzi dokładnie o frazę "dubai chocolate" wyszukiwaną przed powstaniem słynnego smakołyku.
Inna teoria mówi zaś o słuchawkach Beats by Dre. Słynny raper Dr. Dre oskarżony był o stosowanie przemocy wobec kobiet, za co zresztą publicznie przeprosił, a marka słuchawek o specyficznej nazwie ("Beats" odnosi się do bicia zarówno w kontekście przemocy fizycznej, jak i muzycznego wybijania rytmu czy podkładów hip-hopowych) pozwoliła odwrócić uwagę od tego faktu. Istnieje duża szansa, że szukając po tej frazie, dociekliwi użytkownicy zamiast niechlubnych szczegółów z życia rapera i producenta znajdą po prostu oferty słuchawek.
Jeffrey Epstein wpływał na wyniki wyszukiwania Google
Okazuje się, że z metod manipulacji wynikami wyszukiwania korzystał także amerykański finansista, miliarder i przestępca seksualny Jeffrey Epstein. Zmarł on w 2019 roku, oficjalnie w wyniku samobójstwa dokonanego w celi po aresztowaniu. Ostatnio znów zrobiło się o nim głośno za sprawą rzekomej listy klientów Epsteina, na której znajdować się miały nazwiska wielu ludzi ze świecznika - głównie przedsiębiorców, polityków i monarchów - mających korzystać z usług nieletnich, których werbunkiem zajmował się Epstein wraz z partnerką. Był on też przyjacielem Donalda Trumpa. Ten ostatni stara się ostatnio odwrócić od tego faktu uwagę, jednak bezskutecznie. Udostępnione niedawno e-maile sugerują, że prezydent USA wiedział o przestępczej działalności Epsteina i nie zamierzał nic z tym zrobić.
Większą finezją w odwracaniu uwagi wykazywał się natomiast za życia sam Epstein, którego prywatna korespondencja została ujawniona w listopadzie 2025 (sugeruje ona m.in. posiadanie przez Putina kompromitujących zdjęć przedstawiających Trumpa i Clintona w pewnej mocno kompromitującej sytuacji). Jak informują zagraniczne media, nowe dane pokazały, że skazany przestępca wykorzystywał manipulację SEO, by odwrócić uwagę od swojej osoby i powiązać ją z pozytywnymi skojarzeniami. Działo się to już przynajmniej w roku 2008, w którym przyznał się do winy i został po raz pierwszy skazany.
W jednym z e-maili skarżył się współpracownikowi, że "strona google nie jest dobra", odnosząc się do dokumentów udostępnionych tydzień wcześniej przez Komitet Nadzoru i Reformy Rządu. Na konkretne działania w sferze SEO miliarder miał wydać dziesiątki lub nawet setki tysięcy dolarów. Co miały one dać?
Tysiące dolarów na strategie ocieplania wizerunku
Według najnowszych doniesień portalu The Verge osoba o nazwisku Al Seckel, związaną z Ghislaine Maxwell, byłą partnerką Jeffreya Epsteina, przekazała Epsteinowi, co zobaczyła w Google po kilku dniach od wspomnianej skargi. To m.in. zmodyfikowana strona na Wikipedii dotycząca jego osoby, artykuł w magazynie New York, strona internetowa jeffreyepsteinscience.com, która prezentowała lekarza o takim samym imieniu i nazwisku, specjalizującego się w przeszczepianiu włosów, oraz artykuł, który słusznie nazwał go przestępcą seksualnym. Po kilku dniach od tej skargi na pierwszej stronie wyników znajdował się tylko jeden "negatywny" artykuł, pochodzący z The Huffington Post.
Al Seckel tłumaczył Epsteinowi, że "The Huffington Post jest ciężki do ruszenia, bo jest tak potężny, ma miliony linków do niego [prowadzących] i wrzuca codziennie mnóstwo nowego i oryginalnego contentu". To faktycznie cechy, dzięki którym dany portal ma szansę na wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Specjalista od SEO jednak się nie poddał i pisał dalej: "Udało nam się zepchnąć ją niżej na stronie, jako że wcześniej była na samej górze".
Zleceniodawca amerykańskiego przestępcy opowiadał w e-mailu o kolejnych taktykach SEO-wych, takich jak dodawanie treści na nowo utworzoną stronę filantropijną Epsteina, usunięcie jego zdjęć z kartotek policyjnych (mugshotów) z Grafiki Google, manipulacja zapytaniami do wyszukiwarki tak, by Google nie sugerowało "toksycznych" wyników czy wreszcie "promowanie innych jeffreyów epsteinów".
Już po pierwszym aresztowaniu i spędzeniu w więzieniu niemal 13 miesięcy, w 2011 roku do Epsteina napisała jego rzeczniczka Christina Galbraith, rekomendując usługi firmy Reputation oraz podsumowując strategie, które miały odegnać "złą prasę" z głównej strony wyników Google. Nowe dane z udostępnionych w listopadzie 2025 e-maili cytują m.in. "eliminację złych informacji z użyciem algorytmów rozpowszechniania i własnościowych, przekierowujących sposób, w jaki Google sekwencjonuje twoje informacje (ponownie kojarząc je z pozytywnymi treściami)". Za usługi tej firmy przestępca miał płacić 10-15 tys. dolarów miesięcznie.
Czy w taki sposób rzeczywiście można wpłynąć na Google? "Taka praktyka jest w zasadzie stosowana, od kiedy jestem w branży. Dotyczy to nie tylko wspomnianych popularnych tematów, ale również spraw mniejszego kalibru jak przesuwanie niżej w wynikach wyszukiwania niepochlebnych artykułów na temat firm. Kiedyś temat był znacznie prostszy, ponieważ na stronę którą chciało się zdepozycjonować (obniżyć jej widoczność w wynikach wyszukiwania), puszczało się dużo linków niskiej jakości, a Google często samo nakładało filtr na podstronę i praktycznie wyrzucało ją z w wyników" - wyjaśnia Wojciech Bogusz, specjalista SEO z ponad 10-letnim doświadczeniem.
W taką strategię SEO czy PR istotnie można inwestować, ale nie wszystkie działania zakończą się sukcesem. "Temat Epsteina jest tak popularny, że można oczywiście podejmować działania ocieplające wizerunek, ale zdecpozycjonowanie wszystkich negatywnych treści wydaje się walką z wiatrakami (którą oczywiście zainteresowani mogą mieć chęć podejmować)" - dodał ekspert.
SEO AI. "Ministerstwo Prawdy" bierze się za ChatGPT
Część tych strategii okazała się skuteczna - faktycznie doszło do przetasowania na pierwszej stronie wyników Google - ale ostatecznie nie odwróciło to uwagi ani służb, ani opinii publicznej od przestępcy seksualnego. Służby interesowały się nim przynajmniej od 2005 roku. Jeffrey Epstein został ostatecznie aresztowany w 2019 roku pod zarzutem handlu nieletnimi w celach seksualnych. Zmarł w areszcie, według oficjalnej wersji w wyniku samobójstwa. Wiele osób teoretyzuje, że ktoś mu w nim pomógł, by go uciszyć. Mógł on bowiem zbierać materiały do szantażowania swoich klientów, co wielu bardzo bogatym i wpływowym osobom było nie na rękę. Stąd też tyle hałasu wokół akt i listy klientów Epsteina. Jego sieć powiązań niektórzy eksperci porównują do labiryntu. Miał on bliskich znajomych w kręgach światowych elit. Dziś zagadką jest, kto korzystał z jego usług, a kto jedynie go odwiedzał. To, co działo się na wyspie Epsteina, może nigdy nie wyjść na jaw.
Ta smutna historia pokazuje, że dysponując odpowiednimi środkami, można próbować wpłynąć na świadomość milionów ludzi. Manipulacje dokonywane w Google czy też w kampaniach w mediach społecznościowych - jak afera Cambridge Analytica na Facebooku - mogą zaważyć nawet na wynikach wyborów prezydenckich. Przypomina to trochę działania Ministerstwa Prawdy z Roku 1984 George'a Orwella. Możnowładcy mogą do woli tworzyć i niszczyć narracje, które przenikają do świadomości społecznej, i kreują taki, a nie inny obraz rzeczywistości. Wystarczy odpowiednio manipulować treściami w internecie. Nie jest to jednakże w 100% skuteczne, o czym Jeffrey Epstein przekonał się bardzo dotkliwie.
Choć działanie algorytmów Google jest ściśle strzeżoną tajemnicą i stale ewoluuje, to znane są niektóre jego prawidłowości, które można wykorzystać, aby wypozycjonować określone treści. Mówimy tu jednak o wydarzeniach z lat 2000 i 2010. Można zakładać, że Google stało się od tego czasu mądrzejsze i mniej podatne na manipulacje. Potwierdził to specjalista SEO, Wojciech Bogusz: "Dziś tego typu praktyki w ramach aktualnych algorytmów raczej już nie przechodzą, więc wypuszcza się dużo treści na różnych serwisach dotyczących konkretnych fraz, ale o odpowiedniej narracji. W przypadku najgłośniejszych tematów nie jest to sprawa łatwa, ponieważ gdy temat podejmuje portal o bardzo wysokiej reputacji, potencjalne zepchnięcie go w wynikach wyszukiwania będzie trudniejsze, ale nie niemożliwe".
Co dalej? Dziś taką platformą jest sztuczna inteligencja. W dobie popularności usług, takich jak ChatGPT, Copilot i Gemini, wliczając w to funkcje zakupowe (czyli ogromny potencjał monetyzacji), specjaliści zajmują się już działaniami spod szyldu SEO AI, które oznaczają takie dostosowywanie treści na stronach, by przebijały się one do odpowiedzi udzielanych przez czatboty. Oczywiście pierwsza strona wyników wyszukiwania Google nadal jest ważna, niemniej coraz więcej ludzi (zwłaszcza młodych) zamiast w wyszukiwarce, szuka informacji od razu w ChatGPT.












