Reklama

Aż 85 proc. rosyjskiej broni ma komponenty z Zachodu. I co teraz?

Przejęte rosyjskie uzbrojenie skrupulatnie analizują zachodnie wywiady. Okazuje się, że Rosji trudno będzie walczyć bez komponentów z wrogiego Zachodu.

Kilka dni temu amerykański “New York Times" i niemiecki “Die Welt" opisały analizy zachodnich agencji wywiadowczych. Wynika z nich, że znakomita większość rosyjskiego uzbrojenia zawiera zachodnie komponenty elektroniczne.

Pocisk manewrujący Ch-101 wyposażony jest w 35 mikroprocesorów amerykańskiej produkcji. Okiem drona rozpoznawczego Orlan-10 jest termowizyjny czujnik produkowany we Francji. W systemie zagłuszania radiowego Borisoglebsk-2 są zaś brytyjskie tranzystory. 

To tylko kilka przykładów. Eksperci szacują, że zachodnią elektronikę zawiera aż 85 proc. rosyjskiego uzbrojenia. Po nałożeniu sankcji z powodu agresji Rosji na Ukrainę, dostawy części do produkcji nowoczesnego uzbrojenia wyschły.

Reklama

Restrykcje są równie skuteczne jak naloty

Już w marcu Pentagon donosił, że zapasy rosyjskich precyzyjnych pocisków Iskander są na wyczerpaniu. Rosja nie mogła zresztą użyć wszystkich, część stanowi rezerwę strategiczną na wypadek wojny z krajami NATO.

"Restrykcje sprawiły, że nie są już potrzebne naloty na fabryki czołgów i stocznie, znane z poprzednich wojen. Demokracje mogą osiągnąć efekt precyzyjnych bombardowań za pomocą odpowiednich sankcji. Odnosi to skutek właśnie dlatego, że rosyjska armia jest uzależniona od importowanego sprzętu" - oceniał w “New York Timesie" ekonomista Mathew C. Klein, cytowany przez "NYT".

Rosja o tym uzależnieniu dobrze wie. Już w 2014 roku ogłosiła ambitny program przestawienia się na części rodzimej produkcji. Sęk w tym, że program ten nie wypalił. Rosyjskie przedsiębiorstwa okazały się niezdolne do produkcji zaawansowanej elektroniki.

Czy braki elektroniki przyspieszą koniec wojny?

Niestety, nie oznacza to wcale rychłego końca wojny. W rosyjskich magazynach nadal jest wiele mikroprocesorów i czujników sprowadzonych przed atakiem na Ukrainę. Mogą wystarczyć nawet na kilka lat produkcji.

Część elektroniki (na przykład mikroprocesory) sprowadzana jest też na potrzeby produkcji cywilnej. Żeby pozbawić Rosję możliwości ich wykorzystania w produkcji uzbrojenia, trzeba by wprowadzić embargo na całą elektronikę, na przykład wszystkie mikroprocesory.

I to również nie musi być skuteczne, bo rosyjski przemysł zbrojeniowy może przejść na chińskie podzespoły. Są gorszej jakości, ale znacznie tańsze niż zachodnie.

Brak precyzyjnej broni sprawia, że rosyjskie wojska strzelają na oślep

Sankcje i pozbawienie Rosji nowoczesnej broni mają jednak skutek uboczny. Rosja wykorzystuje częściej uzbrojenie starsze, o mniejszej precyzji. To niestety oznacza znacznie większe zniszczenia i więcej ofiar wśród ludności cywilnej.

Może być to element strategii Rosji (identycznie postępowała w Syrii), która nie przejmuje się międzynarodowym prawem humanitarnym. Może być to jednak też skutek uboczny zachodnich sankcji, które pozbawiły kraj elektroniki do najnowocześniejszego uzbrojenia.

Analizy opisywane przez ‘New York Timesa" i “Die Welt" nie jednak są dla wywiadów i analityków wojskowych nowością. O tym, że ponad 80 proc. rosyjskiej broni i wyposażenia wojskowego zależy od zachodniej elektroniki, wiadomo było już od co najmniej dekady. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy