Według dostępnych informacji Jewgienij Prigożyn, były szef najemniczej Grupy Wagnera, obecnie znajduje się na Białorusi. W ramach oficjalnych postanowień jest wolny od zarzutów zbrojnej rebelii przeciwko Kremlowi, lecz zachodnie media sugerują, że nadal musi obawiać się o swoją przyszłość.
Banicja Prigożyna była skutkiem porozumienia zawartego między nim a Łukaszenką. Prezydent Białorusi stwierdził, że przekonał Putina do dialogu, zamiast działań wojskowych. Jednocześnie wydział śledczy rosyjskiego Federalnego Biura Bezpieczeństwa poinformował, że zakończono postępowanie karne przeciwko szefowi wagnerocwów i przeciw samym najemnikom.
Jak podaje portal TheWarZone i Euromaidanpress Łukaszenka stwierdził, że Prigożyn "może odgrywać rolę w szkoleniu wojsk białoruskich". Ponadto oświadczył, że część najemników, która ma przyjechać na Białoruś, może podzielić się swoimi doświadczeniami bojowymi z armią białoruską.
Łukaszenka powiedział: - Ludzie nie rozumieją, że podchodzimy do tego pragmatycznie. Jeśli ich dowódcy przyjdą do nas i nam pomogą... To jest doświadczenie. Słuchajcie, oni są na linii frontu - szwadrony szturmowe. Oni powiedzą nam, co jest teraz ważne. Opowiedzą nam o broni: która działała dobrze, a która nie. I taktyka, i uzbrojenie, i jak atakować, jak się bronić. To jest bezcenne. To jest to, co musimy wziąć od wagnerowców.
Grupa Wagnera i broń jądrowa
Łukaszenka powiedział jednocześnie, że Grupa Wagnera nie będzie strzec taktycznej broni jądrowej rozmieszczonej w tym kraju przez Rosję. Na kanale Telegram białoruskiego Ministerstwa Obrony poinformował: "Polacy i inni wierzą, że Wagner będzie stał na straży broni nuklearnej i tak dalej. Żaden najemnik Wagnera nie będzie strzegł broni jądrowej [...] część broni nuklearnej (nie powiem ile), ale większość już została przywieziona na Białoruś. Pilnują jej Rosjanie i Białorusini".
Dodał także: - A ja jestem przede wszystkim odpowiedzialny za bezpieczeństwo broni. Dlatego nigdy się na to nie zdecydujemy. Mamy wystarczająco dużo ludzi, którzy są w stanie strzec tego obiektu razem z Rosjanami.
Zachodnie media już mówią, że potencjalne przejęcie broni jądrowej przez najemników mogłoby całkowicie wywrócić układ sił we wschodniej Europie, przez co skala napięć i skutków mogłaby być nie do oszacowania. Jeśli w Grupie Wagnera przebywającej na Białorusi wciąż tliłoby się niezadowolenie z obrotu spraw, to Władimir Putin miałby olbrzymi problem.
Jak informuje The Guardian, Łukaszenka zaproponował najemnikom wykorzystanie opuszczonej białoruskiej bazy wojskowej. Jednocześnie powiedział: - Nie budujemy jeszcze żadnych obozów. Ale jeśli chcą, dostosujemy się do nich. Mogą rozbić namioty. Ale na razie są w Ługańsku [na wschodzie Ukrainy] w swoich obozach -. Jak na razie nie wiadomo ilu członków Grupy podąży za Prigożynem, lecz taki transfer "żołnierzy" może być solą w oku Putina. W miniony weekend jeszcze w trakcie trwania wagnerowskiej rebelii pojawiały się informacje, że najemnicy dążą do przejęcia broni jądrowej w Borysoglebsku. Takie informacje były podawane przez proukraiński ruch partyzancki krymskich Tatarów (ATESH).












