Reklama

Mieliśmy atakować, a nie bronić się

Wojsko Polskie nie miało własnego arsenału jądrowego, jednak wojska rakietowe i lotnictwo bombowe dysponowały znaczną liczbą nosicieli broni atomowej.

W myśl doktryny i sztuki wojennej ZSRR i Układu Warszawskiego również w Wojsku Polskim prymat miały działania zaczepne. Obronę uważano za bardzo ważny, ale drugorzędny rodzaj działań. Dla Sztabu Generalnego WP podstawę planowania operacyjnego w odniesieniu do frontu polskiego stanowiła dyrektywa ministra obrony PRL, uwzględniająca rekomendacje radzieckiego sztabu generalnego. Zadania w niej zawarte były precyzowane w zarządzeniach i wytycznych szefa SGWP.

Zabezpieczenie prawego skrzydła

Szczegółowe plany działania wojsk frontu polskiego, Wojsk Lotniczych, Obrony Powietrznej Kraju i Marynarki Wojennej były sporządzane w Oddziale Planowania Operacyjnego Zarządu I SGWP we współpracy z innymi instytucjami centralnymi MON, zwłaszcza z Inspektoratem Szkolenia (później Głównym Zarządem Szkolenia Bojowego) oraz zespołami oficerów wydzielanymi ze sztabów okręgów wojskowych i rodzajów sił zbrojnych.

Planowanie działań Armii Lotniczej frontu było związane z osłoną i wsparciem jego wojsk lądowych w okresie osiągania przez nie gotowości bojowej w rejonach wyjściowych oraz w trakcie operacji. Wojsk OPK zamierzano użyć do obrony szczególnie strategicznych obiektów i wojsk na obszarze kraju w ramach jednolitego systemu obrony powietrznej państw stron Układu Warszawskiego. Planowanie operacyjne w odniesieniu do Marynarki Wojennej dotyczyło natomiast zadań związanych z obroną wybrzeża (flotylle obrony wybrzeża) oraz działań operacyjnych prowadzonych w ramach Zjednoczonej Floty Bałtyckiej (flotylla okrętów), które miały związek z zabezpieczeniem prawego skrzydła wojsk frontu polskiego.

Reklama

Wojska radzieckie na naszym terenie

Odparcie agresji przeciwnika zamierzano rozegrać na terytorium NRD. Bardzo złożone było planowanie operacyjnego rozwinięcia wojsk tego frontu oraz przegrupowania ich do rejonów wyjściowych tam właśnie położonych. Wymagało to uwzględnienia potrzeb związanych z przemieszczeniem wojsk radzieckich przez teren Polski, jak też potrzeb wojsk frontu polskiego na terenie NRD. Niezbędne było współdziałanie w czasie przegrupowania i zajmowania rejonów wyjściowych, prowadzenia kilkudniowej bitwy obronnej oraz przejścia frontu do przeciwnatarcia na terytorium przeciwnika (RFN i Dania). Przewidywano przy tym użycie broni jądrowej przez walczące strony.

Niezmiernie skomplikowane było również przygotowanie pierwszego i kolejnych uderzeń jądrowych frontu. Wojsko Polskie nie posiadało broni jądrowej, miało natomiast w swoim składzie wojska rakietowe i lotnictwo bombowe dysponujące jej nosicielami (rakiety, samoloty Su-7 i Su-20, działa o podwójnym przeznaczeniu) oraz jednostki dowozu i elaboracji rakiet, które z trzech składów radzieckich, dyslokowanych od 1964 roku na terenie Polski, miały być dostarczone w uzgodnione rejony przez specjalne pododdziały Armii Radzieckiej.

373 ładunki jądrowe

Wszystkie problemy związane z przydziałem ładunków jądrowych dla frontu polskiego na czas wojny z użyciem broni jądrowej, a także z operacją powietrzną i przeciwpowietrzną, Sztab Generalny WP uzgadniał z radzieckim sztabem generalnym. Tam bowiem rozstrzygano najważniejsze problemy współdziałania strategicznych zgrupowań wojsk na teatrze działań wojennych.

Wraz z rozwojem broni jądrowej i środków jej przenoszenia zwiększała się liczba przydzielanych ładunków jądrowych. Na przykład w trakcie ćwiczeń w 1955 roku w pasie działania frontu "zrzucono" na przeciwnika trzy bomby jądrowe po 20 kiloton każda. W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych do użycia w pierwszym zmasowanym uderzeniu jądrowym front mógł otrzymać około 130 głowic i bomb jądrowych. W czasie manewrów "Lato '74" przeznaczono dla niego aż 373 ładunki jądrowe o łącznej mocy 10 tysięcy kiloton. Podczas ćwiczeń w latach osiemdziesiątych front mógł dostać zarówno głowice, jak i bomby jądrowe, a także pociski atomowe do dział wielkiej mocy. Przydział środków jądrowych na operację frontową sięgał 300-350 ładunków. W wyniku ich użycia i przy ewentualnym wsparciu strategicznych wojsk rakietowych ZSRR miał być zniszczony podstawowy potencjał jądrowy przeciwnika. Apokalipsa wisiała nad wszystkimi uczestnikami wojny atomowej.

240 wagonów amunicji artyleryjskiej

Złożonym problemem była organizacja zabezpieczenia tyłowego operacji frontowych. W latach sześćdziesiątych na przykład front miał otrzymać na operację 45 tysięcy ton amunicji, 93 tysiące ton materiałów pędnych i smarów, w tym 40 tysięcy ton benzyny lotniczej, 220 ton utleniacza i 70 ton paliwa rakietowego. Wraz ze zmianami w technicznym wyposażeniu wojsk oraz w związku z przewidywanym użyciem broni jądrowej na coraz większą skalę potrzeby te systematycznie się zwiększały. Na przykład w latach siedemdziesiątych na artyleryjskie zabezpieczenie wejścia do bitwy armii ogólnowojskowej niezbędne było zgromadzenie około 240 wagonów amunicji artyleryjskiej.

W latach sześćdziesiątych na pierwsze dwa dni operacji należało rozwinąć sieć szpitalną na 10-12 tysięcy łóżek, na koniec operacji - sieć zabezpieczającą straty sanitarne przewidywane wówczas na prawie 20 procent żołnierzy frontu.

Cały potencjał sił głównych

Główny ciężar walki w bezpośredniej obronie kraju (front wewnętrzny) spoczywał na pozostałej części Sił Zbrojnych PRL, zwłaszcza na wojskach OPK i OTK. Również w tej sferze planowania operacyjnego uwzględniano wiele analiz i ocen dotyczących potencjalnego przeciwnika oraz wynikające z nich wnioski. W latach sześćdziesiątych przewidywanym uderzeniom z powietrza planowano przeciwstawić cały potencjał sił głównych Wojsk OPK. Lotnictwo Obrony Powietrznej Kraju zaczęto stopniowo zmniejszać na rzecz rozwoju wojsk rakietowych.

----------

Interesujesz się wojskowością? Koniecznie zajrzyj na blog gen. Waldemara Skrzypczaka. Oto jego najnowszy wpis, będący odpowiedzią na zarzuty tygodnika "Time" wobec polskich żołnierzy w Afganistanie.

Podczas planowania działania wojsk w systemie obrony powietrznej Polski w latach siedemdziesiątych oceniano, że na jej terytorium może oddziaływać około 30 procent sił powietrznych przeciwnika, to znaczy blisko tysiąca samolotów, z których większość zasięgiem obejmowała cały obszar kraju.

Z tej liczby na północno-zachodnim kierunku zagrożenia mogłoby działać 320 samolotów, na zachodnim - 440, a na południowo-zachodnim - 240. Czas dolotu pierwszorzutowych samolotów przeciwnika do granic Polski oceniano na 20-25 minut od chwili startu. Oznaczało to, że podczas działania na małych wysokościach na północno-zachodnim kierunku zagrożenia mogły być one wykryte przez system rozpoznania radiolokacyjnego OPK dopiero po zbliżeniu się na odległość 40-50 km (2-3 minuty lotu) od wybrzeża Bałtyku.

Niewystarczający zapas rakiet

Należy dodać, że do czasu wyjścia wojsk operacyjnych na front zewnętrzny w systemie Obrony Powietrznej Kraju planowano wykorzystać potencjał Wojsk Lotniczych i wojsk obrony przeciwlotniczej frontu, a w ramach współdziałania również analogicznych komponentów Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej w Polsce.

Ogółem na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oraz w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych sile tysiąca środków napadu powietrznego nieprzyjaciela na całym obszarze kraju planowano przeciwstawić około 820 samolotów, 53 dywizjony rakiet przeciwlotniczych (po 1975 roku - 780 samolotów i 62 dywizjony rakietowe oraz 22 pułki i 85 baterii lufowej artylerii przeciwlotniczej).

Dywizjony rakietowe miały osłaniać Warszawę, Śląsk i Poznań oraz rejony Gdańska-Gdyni i Szczecina. Duży problem stanowiła przy tym obrona rakietowa organizowana wzdłuż Wybrzeża. Jeszcze na początku lat siedemdziesiątych zapewniała ona zwalczanie celów powietrznych na wysokości poniżej 300 metrów, nie zabezpieczała jednak obiektów w głębi kraju. Przyczyną tego były występujące w niej luki i brak drugiej rubieży obrony. Palącym problemem był także niewystarczający zapas rakiet.

Zagrożenie od strony morza

Inną słabością w organizowanym systemie obrony powietrznej w tym okresie były niewystarczające parametry pola radiolokacyjnego, które pozwalało wykrywać i śledzić cele powietrzne przeciwnika dopiero od wysokości powyżej 300 metrów wzdłuż wybrzeża, 500 metrów na granicy zachodniej i 1000 metrów na pozostałym obszarze kraju.

Nie zapewniały one szybkiego wykrywania tych celów, zwłaszcza na najniższych wysokościach (do 100 m), co stanowiło szczególne niebezpieczeństwo od strony morza. Niewystarczająca była odporność pola radiolokacyjnego na intensywne zakłócenia radioelektroniczne ze strony przeciwnika. Niski jeszcze wówczas stopień zautomatyzowania dowodzenia w systemie OPK

(30 procent posterunków radiotechnicznych) nie pozwalał na w pełni efektywne wykorzystanie posiadanych środków ogniowych.

Zwalczanie celów na niskich wysokościach

W związku z taką oceną w planie perspektywicznym po 1975 roku zamierzano rozbudować system barier rakietowych na najbardziej zagrożonych kierunkach, zdolny do zwalczania celów na niskich i dużych wysokościach oraz odpornych na zakłócenia radioelektroniczne. System ten planowano uzupełniać silnym lotnictwem myśliwskim. Ciągłe pole radiolokacyjne miało być zapewnione do wysokości 100 metrów. System dowodzenia WOPK miał zostać w pełni zautomatyzowany.

W procesie planowania obrony Wybrzeża oceniano, że przeciwnik posiada, i nadal rozbudowuje, znaczne siły morskie: 200 okrętów RFN i 80 Danii, przewidziane do działań zaczepnych na Bałtyku. Dla organizacji obrony istotny był wniosek, że przeciwnik ma ponadto możliwość wysadzenia desantów morskich w skali taktycznej, a w szczególnie sprzyjającej sytuacji - nawet operacyjnej (jedna-dwie dywizje).

Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego

Do kompleksowej obrony Wybrzeża planowano użyć sił Marynarki Wojennej, lotnictwa WOPK oraz jednostek wojsk Obrony Terytorialnej Kraju Pomorskiego Okręgu Wojskowego. Planowano także zaangażowanie sił Wojsk Ochrony Pogranicza, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (od 1965 roku - Wojsk Obrony Wewnętrznej) oraz manewrowych jednostek Milicji Obywatelskiej.

W ramach wojennego systemu dowodzenia siłami obrony Wybrzeża miał dowodzić dowódca Pomorskiego Okręgu Wojskowego wsparty przez odpowiednio zorganizowaną grupę operacyjną. Uwzględniono to w strukturze Dowództwa Marynarki Wojennej, w której znajdował się zastępca do spraw ogólnowojskowych odpowiedzialny za kwestie związane z obroną Wybrzeża.

Nowa doktryna

Kompleksowy plan tej obrony wypracowano już w latach pięćdziesiątych. W 1953 roku rozpoczęto nawet formowanie korpusu przeciwdesantowego, który jednak później rozformowano. W latach 1961-1965 sformowano dwie flotylle obrony Wybrzeża (FOW).

Pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpiło całkowite przewartościowanie znaczenia ataku i obrony. Planowanie operacyjne nabrało wyłącznie obronnego charakteru. Według ówczesnych założeń front polski miałby prowadzić operację obronną w drugim rzucie operacyjnym pierwszego rzutu strategicznego Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego. Jego przeciwuderzenia nie mogły wykraczać poza granicę państwa.

To radykalne odstępstwo od dotychczasowych zasad obowiązujących w ZSZUW nastąpiło po przyjęciu dokumentu "O doktrynie wojennej Układu Warszawskiego" na posiedzeniu DKPUW w Berlinie w 1987 roku. W lutym 1990 roku została opublikowana, jawna tym razem, "Doktryna obronna Rzeczypospolitej Polskiej".

Franciszek Puchała

Interesujesz się wojskowością? Koniecznie zajrzyj na blog gen. Waldemara Skrzypczaka. Oto jego najnowszy wpis, będący odpowiedzią na zarzuty tygodnika "Time" wobec polskich żołnierzy w Afganistanie.

Polska Zbrojna
Dowiedz się więcej na temat: bomby | doktryna | Polska Rzeczpospolita Ludowa | NRD | ZSRR | procent | Wojsko Polskie | lotnictwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy