Reklama

Okręty podwodne dla Polski. "Bałtyk to nie kałuża"

Ostatnie dwa kobbeny zostaną wycofane w tym roku /Wojciech Strożyk REPORTER /Reporter

Reklama

Dywizjon Okrętów Podwodnych jest najdłużej nieprzerwanie istniejącą jednostką Marynarki Wojennej RP. Powstał jako Dywizjon Łodzi Podwodnych w 1932 roku. Dziś stoi na krawędzi. A jak podkreślają marynarze i eksperci: okręt podwodny na Bałtyku jest niezbędny.

W tle debaty o programie Orka pojawiają się głosy, że okręty podwodne nie są Polsce potrzebne. Domorośli eksperci argumentują, że Bałtyk jest "płytką kałużą, w której żaden okręt się nie ukryje".

Często przypominają los polskich okrętów podwodnych podczas wojny obronnej we wrześniu 1939 roku, całkowicie ignorując fakt, w jakich warunkach działały i jak z góry błędne były założenia planu "Worek".

- Dla nas marynarzy jest to oczywista nieprawda. To że Bałtyk jest płytki, powoduje duże różnice temperatur wody i jej zasolenia. Powstające w ten sposób warstwy wody, wpływające na charakterystykę rozchodzenia się fali dźwiękowej w wodzie, pozwalają ukryć się okrętowi podwodnemu - mówi dowódca Dywizjonu Okrętów Podwodnych, komandor Leszek Dziadek.

Reklama

Wszyscy marynarze operujący na Bałtyku podkreślają, że jest wymarzonym morzem do prowadzenia wojny podwodnej i minowej.

- Bałtyk jest bardzo dobrym morzem dla okrętu podwodnego - mówi kmdr por. Manfred Grabienski, komendant niemieckiego Centrum Szkolenia Okrętów Podwodnych w Eckernförde.

- Łatwo go ukryć. My operujemy zwykle na płytkich wodach. Tam, gdzie dla innych jest zbyt płytko, dla nas są najlepsze warunki - dodaje.

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz! 

Rozbudowa flot

Doskonale wiedzą o tym wszystkie państwa, których jednostki operują na Bałtyku. Norwegia i Niemcy planują wspólną budowę sześciu okrętów podwodnych typu 212CD, które bazują na projekcie typu 212A. Szwedzi projektują i planują wdrożyć okręty typu A26. Rosjanie dla każdej ze swoich Flot budują okręty projektu 636.3, czyli rozwinięcie dobrze znanego w Polsce typu Kilo.

- To tendencja globalna - mówi kmdr Dziadek. - Związane jest to z tym, iż nowe technologie ułatwiają wykrycie sił niepozostających w ukryciu pod wodą i jednocześnie zwiększają zasięgi rażenia uzbrojenia mogącego te siły zniszczyć.

- Z drugiej strony rozwój technologii napędów niezależnych od powietrza, tzw. AIP,  pozwalający pozostawać konwencjonalnym okrętom podwodnym długotrwało pod wodą, w połączeniu z wykorzystaniem przez nie rakiet manewrujących o zasięgach przekraczających 1000 km, powoduje, że okręty podwodne są bardzo skutecznym narzędziem odstraszania i rażenia potencjalnego przeciwnika - dodaje dowódca dywizjonu.

Przekłada się to na zadania, jakie są stawiane przed okrętami zarówno w czasie pokoju, jak i wojny czy konfliktu.

- W czasie pokoju głównym zdaniem okrętów podwodnych jest prowadzenie rozpoznania, jak również wsparcie procesu utrzymywania wysokiego poziomu sił zwalczania okrętów podwodnych, czyli mówiąc kolokwialnie w trakcie ćwiczeń są przeciwnikiem dla sił ZOP polskich i często sojuszniczych sił morskich i powietrznych - wyjaśnia komandor Dziadek.

- Nie do przecenienia jest również fakt, iż samo posiadanie przez siły zbrojne okrętów podwodnych, zmusza potencjalnego przeciwnika do utrzymywania i szkolenia sił do ich zwalczania, a także brania ich pod uwagę w planowaniu potencjalnej operacji morskiej - dodaje.

Sojusznicze zobowiązania

Komentujący, nawet w prasie fachowej, zapominają także, że polskie okręty nie działają wyłącznie na Bałtyku. Polska w ramach zobowiązań sojuszniczych wysyłała swoje okręty podwodne na Morze Północne i Śródziemne.

- Polskie okręty podwodne kilkukrotnie brały udział w operacji antyterrorystycznej prowadzonej przez Sojusz Północnoatlantycki na Morzu Śródziemnym pod kryptonimem Active Endeavor. Uczestniczyły w szkoleniach na Oceanie Atlantyckim, Morzu Północnym i na wodach okalających Szkocję. Kilkukrotnie załogi pozostawały w stanie gotowości do udziału w działaniach w ramach tzw. Sił Odpowiedzi NATO - klaruje komandor.

Obecnie dywizjon nie jest w stanie prowadzić tego typu operacji. W tej chwili najmłodszym okrętem podwodnym na stanie Marynarki Wojennej RP jest obecnie ORP "Orzeł". Został zwodowany w 1986 roku. Prócz niego w dywizjonie OP służą jeszcze ponad pięćdziesięcioletnie jednostki typu Kobben, które nie posiadają już właściwie żadnych zdolności bojowych.

Do tego stopnia przestarzałe i w złym stanie technicznym, że MON, w odpowiedzi na poselską interpelację, chwaliło się, że posiadają zdolność do zanurzania się. Jak poinformował MON, ostatnie zanurzenie wykonano we wrześniu 2020 roku podczas ćwiczeń z okrętami ratowniczymi Marynarki Wojennej. Bojowe znacznie wcześniej. Kobbeny są obecnie najstarszymi europejskimi okrętami podwodnymi pozostającymi w linii.

W tym roku kobbeny mają zostać wycofane, co znalazło odzwierciedlenie w planach opublikowanych przez ministerstwo, a udostępnionych przez publicystę Marka Świerczyńskiego. Każdy z nich trafi do Agencji Mienia Wojskowego. Wyceniane są na 745 - 755 tys. złotych. "Orzeł" sytuacji nie zmieni - w ciągu ostatnich 30 lat nie przeszedł bowiem żadnej poważnej modernizacji wyposażenia.

Zmarnowany potencjał?

Co najgorsze, Polska może stracić największy potencjał - świetnie wyszkolonych i zaprawionych w najtrudniejszych zadaniach marynarzy. A o tych naprawdę trudno. Żeby służyć na okręcie podwodnym trzeba wykazać się niezwykłymi predyspozycjami i silną psychiką.

Życie na okręcie podwodnym zostało pokazane w filmie "Das Boot". Nowe światło rzuciły "Polowanie na Czerwony Październik" i "Karmazynowy przypływ". Te pokazują jednak wielkie, ponad stumetrowe, oceaniczne okręty o napędzie atomowym - przestronne, zapewniające załodze dość komfortowe warunki "mieszkaniowe". W porównaniu do nich niewielkie okręty, jakie służą na Bałtyku, Morzu Północnym, czy Śródziemnym, wyglądają jak młodszy brat.

Jednym z najpopularniejszych na świecie okrętów podwodnych jest niemiecki typ 212A. Niemcy posiadają sześć takich okrętów. Załoga liczy około 30 marynarzy. Zwykle 28. Swoje koje mają jedynie oficerowie i podoficerowie. Dla pozostałej załogi poskąpiono miejsca - łóżek wystarcza dla trzech czwartych marynarzy. Stąd marynarze, którzy schodzą z wachty zajmują miejsca tych, którzy właśnie ją zaczynają. Zwykłe wachty, w zależności od wykonywanych zadań trwają cztery lub sześć godzin. Podczas alarmu bojowego marynarze zmieniają się co godzinę. Jednak nie to stanowi problem. Problemem na okręcie podwodnym jest nuda.

- Kilka razy byłem na trzytygodniowym rejsie - mówi jeden z oficerów. - W pierwszym tygodniu czytaliśmy książki. W drugim oglądaliśmy filmy. W trzecim rozrywek zabrakło.

- Normą jest, że jeśli ma się sześć okrętów, to zwykle trzy są w morzu, a pozostałe pozostają w rezerwie - mówi kmdr por. Grabienski. - Możemy je przywrócić do gotowości bojowej w każdej chwili. Nie stanowi to żadnego problemu. Problemem są wyszkolone załogi, stąd staramy się być konkurencyjni na rynku pracy. Jednak służba na okręcie podwodnym, bez żadnego kontaktu z bliskimi, bez telefonu komórkowego, bez mediów społecznościowych, nie jest dla wszystkich.

Co dalej z dywizjonem?

MON zapewnia, że po wycofaniu ostatnich kobbenów, dalsze szkolenie załóg będzie prowadzone na "Orle", tak aby załogi wycofywanych okrętów mogły podtrzymać "swoje nawyki oraz umiejętności podczas szkolenia morskiego". Również, mimo problemów i zawirowań w rozmowach ze stroną szwedzką, MON i Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, zapewniają, że "prace komisji przetargowej, powołanej przez Inspektorat Uzbrojenia w celu pozyskania okrętów podwodnych zdolności pomostowej nie zostały wstrzymane".

Ponadto MON podkreśla, że "pozyskanie okrętów dla Marynarki Wojennej RP jest ujęte w ‘Planie modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP w latach 2021-2035 z uwzględnieniem 2020 roku’. W dokumencie dokonano stosownych alokacji finansowych związanych z pozyskaniem, zarówno okrętów obrony wybrzeża kr. Miecznik, jak i okrętów podwodnych nowego typu w ramach Wymagania Operacyjnego kr. Orka (w tym zdolność pomostowa)".

Ministerstwo jednak podkreśla, że plan jest dokumentem niejawnym. To już jest normą w ostatnich latach. Resort nie posiada swojego rzecznika prasowego, na wiadomości odpisują anonimowi pracownicy Centrum Operacyjnego, a w mediach społecznościowych pojawiają się ataki ad personam na dziennikarzy, którzy zbytnio drążą.

Nie jest to nowa polityka partii rządzącej. Każda krytyka decyzji ministrów jest rugowana. W 2018 roku minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak niespodziewanie odwołał Inspektora MW, kontradmirała Mirosława Mordela.

8 czerwca 2018 roku została opuszczona bandera na ORP "Sokół". Podczas uroczystości kontradmirał Mirosław Mordel, ówcześnie jeszcze Inspektor MW powiedział:

- To smutny dzień. Smutny tym bardziej, że oddala się perspektywa pozyskania okrętu podwodnego nowego typu. Jeszcze pół roku temu w czasie poprzedniej uroczystości wydawało się, że to kwestia jeżeli nie tygodni to miesięcy.

Właśnie za te słowa otwartej krytyki wobec polityków PiS kontradmirał Mordel miał zostać odwołany ze stanowiska. Mówi się, że miał to być sygnał dla innych krytyków, aby publicznie nie komentowali działań ministerstwa. A te są cały czas niezrozumiałe i chaotyczne.

Orka na ugorze

Pierwotnie minister Macierewicz zapowiadał, że umowa na nowe okręty miała być podpisana do końca zeszłego 2017 roku. 2 maja 2018 roku Ministerstwo Obrony Narodowej, w odpo­wie­dzi na inter­pe­la­cję Adama Andruszkiewicza, poin­for­mo­wało, że pro­gram zakupu nowych okrę­tów pod­wod­nych został prze­su­nięty na bliżej nieokreślony termin po 2022 roku.

Niedługo później ministerstwo zmieniło zdanie. 11 czerwca w programie "Gość Wiadomości" w TVP1 minister Błaszczak poinformował, że po podpisaniu kontraktu na Patrioty, MON przystąpi do negocjacji kolejnych programów. Priorytetem ma być "Orka". Problem w tym, że takich obietnic było już wiele.

W styczniu 2017 roku Antoni Macierewicz zapowiedział, że "skupimy się również na kwestiach związanych z obroną naszego morza, obroną Bałtyku. Zostanie zawarty kontrakt na łodzie podwodne". W maju ubiegłego roku, wiceminister Kownacki zapowiedział, że od podpisania umowy dzielą Polskę tygodnie.

W wywiadzie z września 2017 roku dla "Naszego Dziennika" Macierewicz mówił: "Są różni oferenci: Szwedzi, Niemcy i właśnie Francuzi. Każda z tych ofert ma swoje zalety i strony słabsze. Silną stroną propozycji francuskiej jest to, że oferuje zarówno okręt podwodny, jak i rakiety manewrujące. Prezentacja możliwości rakiet francuskiej firmy MBDA była bardzo interesująca, zwłaszcza jeśli chodzi o ich skuteczność".

Jak podkreślił minister: "Zarówno Szwedzi, jak i Niemcy oferują okręty, do których trzeba byłoby dokupować osobno rakiety i je integrować, co jest zawsze kosztowne i dyskusyjne. Słabszą stroną Francji jest to, że w odróżnieniu od Niemców nie byłby możliwy pełny serwis z ich własnymi jednostkami, bo akurat okrętów typu Skorpene francuska marynarka nie używa". Umowa miała być podpisana do końca 2018 roku.

"Nie licząc godzin i lat"

Andrzej Rybiński godzin i lat nie liczył, jednak dla obronności Polski są one kluczowe. Czas ucieka, okręty się starzeją, załogi wykruszają, a nadal nie podjęto żadnej decyzji. Co gorsze, te ciągle się zmieniają. Trzy lata temu priorytetem miała być Orka. Teraz jest nim Miecznik, który cały czas ewoluuje i w zasadzie nadal nie wiadomo, jaki okręt powstanie w ramach programu.

Jeszcze niedawno wicemininister Wojciej Skurkiewicz, chwalił się, że trwają procedury zmierzające do wydzierżawienia okrętu podwodnego i wszystko jest na dobrej drodze. Szwedzki rząd wystąpił o zgodę na sprzedaż Polsce dwóch używanych okrętów podwodnych typu A17 - "Södermanland" i "Östergötland", które weszły do służby w 1989 roku. Są więc niewiele młodsze od "Orła". Ich przewagą jest to, że zostały i ponownie zostaną poddane gruntownej modernizacji, czego "Orzeł" nie może się doczekać od chrztu.

Niestety, podobnie jak w przypadku australijskich "Adelaide", zakończyło się na medialnych zapowiedziach, zachwytach "Wiadomości" TVP i kapiszonie. Na początku marca 2021 roku, minister Błaszczak powiedział na antenie 1PR, że:

"Niestety przeciągają się negocjacje z partnerem szwedzkim w sprawie kupienia zdolności pomostowej, a więc używanych okrętów podwodnych ze Szwecji. Negocjacje nie idą w dobrym kierunku. Zaniepokojeni jesteśmy czasem, jeśli chodzi o możliwość pozyskania tych okrętów i ceną. W związku z tym zwołałem odprawę z dowódcami wojskowymi i zapadła decyzja, że w pierwszej kolejności postawimy na okręt obrony wybrzeża".

Co to oznacza dla modernizacji Marynarki Wojennej?

Dzieci we mgle

Tylko tyle, że rząd nie ma ani długofalowego planu, ani pomysłu na rozwój Marynarki Wojennej w najbliższych dziesięcioleciach, a działa doraźnie i chaotycznie. Plany zmieniają się wraz z kolejnymi nieudanymi negocjacjami, związanymi głównie z rezygnacją kontrahenta. Znakomicie świadczą o tym wypowiedzi obu ministrów.

Najpierw najbliżej wygrania przetargu byli Niemcy. Potem Szwedzi, następnie Francuzi. Znów Szwedzi, którzy zaproponowali dodatkowo dzierżawę okrętów, aby dorównać niemieckiej ofercie. Gdy okazało się, że szwedzka propozycja jest zbyt droga, w MON znów pojawił się wątek francuski. Można odnieść wrażenie, że po przejściach z fregatą, która ostatecznie została kanonierką i otrzymała nazwę ORP "Ślązak" oraz rozmowach ws. Orki z pomysłu współpracy z Polakami zrezygnowali Niemcy. Choć jeszcze  niedawno proponowano Warszawie wspólny program z Norwegami.

Faza analityczno-koncepcyjna trwa już od czasów rządów PO-PSL, które zapoczątkowały program. Nie wiadomo, jak długo potrwa. Jest to informacja niejawna.

- Trudno zwalać całą winę na obecne władze, bo zapaść w marynarce wojennej trwa od 1989 roku - przestrzega Marcin Ogdowski, dziennikarz i specjalista ds. wojskowości. - A jeśliby sięgać głębiej, to czasy swojej świetności przeżywała ona na przełomie lat 60. i 70.

- Dekad zaniedbań nie sposób nadrobić w kilka lat - podkreśla. - Tyle że już co najmniej od 2013 roku sytuacja budżetowa wojska pozwalała na rozpoczęcie programów modernizacyjnych tego rodzaju sił zbrojnych. Tak naprawdę dziś powinniśmy być przy końcówce realizacji programu Orka i fakt, że jest inaczej, wynika przede wszystkim z fatalnego zarządzania ministerstwem obrony narodowej.

Po latach miotania się i braku decyzji Polska została na lodzie. Obecnie dzierżawa i zakup używanych okrętów podwodnych, jako rozwiązania pomostowego przed zakupem nowych jednostek, jest właściwie jedynym sposobem, aby zatrzymać elitarnych specjalistów w służbie. Choć należy pamiętać, że kobbeny również miały stanowić rozwiązanie pomostowe na kilka lat. A pływają pod biało-czerwoną banderą już od 18 lat...

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz! 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama