Reklama

Putin oddaje Arktykę bez walki Stanom Zjednoczonym

Arktyka była oczkiem w głowie Władimira Putina. Tam znajdują się jeszcze nieodkryte złoża gazu i ropy. To dzięki nim miał uzależniać kraje Europy od Rosji i w odpowiednim momencie zadać im zabójczy cios. Czar jednak prysł, bo niebawem nikt nie będzie chciał rosyjskich węglowodorów. Do walki o Arktykę właśnie weszły USA.

Arktyka była oczkiem w głowie Władimira Putina. Tam znajdują się jeszcze nieodkryte złoża gazu i ropy. To dzięki nim miał uzależniać kraje Europy od Rosji i w odpowiednim momencie zadać im zabójczy cios. Czar jednak prysł, bo niebawem nikt nie będzie chciał rosyjskich węglowodorów. Do walki o Arktykę właśnie weszły USA.
Pentagon rozbudowuje swoją armię arktyczną /US Army /materiały prasowe

Biała armia Putina, czyli wojska arktyczne, które Kreml tworzył od wielu lat, by zabezpieczyć źródła gazu i ropy, są tak samo słabe, kiepsko wyposażone i skorumpowane jak te biorące udział w agresji na Ukrainę. Chociaż w samej Rosji są wzorem do naśladowania, wojna w Ukrainie pokazała, że potęga i świetne wyszkolenie "arktycznych superżołnierzy" to tylko mit.

Stany Zjednoczone jeszcze kilka lat temu nie inwestowały w swoje wojska na Alasce, by stawić czoła Rosjanom, gdy obecne źródła gazu czy ropy się wyczerpią i trzeba będzie sięgnąć po nowe, czyli te znajdujące się w Arktyce. Rosja cały czas zaznacza, że to jej terytoria i wszystko to, co się tam znajduje.

Reklama

Zmiany klimatyczne sprawiają, że coraz realniejsza wydaje się wizja stworzenia nowych szlaków żeglugowych przez Arktykę. USA nie mogą pozwolić na to, by tranzyt był kontrolowany przez Rosję. Wojna w Ukrainie i słabość rosyjskiej armii sprawiła, że Waszyngton zmienia zadanie. Pentagon ma plan w kolejnych miesiącach wzmocnić swoje wojska na Alasce, a dokładnie 11. Dywizję Powietrznodesantową, oraz połączyć swoje siły z krajami skandynawskimi.

Eksperci uważają, że jesteśmy świadkami rozpoczęcia wojny o Arktykę pomiędzy USA i Rosją. Chociaż obecnie tego nie widać, to amerykańskie koncerny zbrojeniowe i uczelnie technologiczne już rozpoczęły swoje programy budowy sprzętu przeznaczonego do działań operacyjnych w ekstremalnych warunkach.

USA najwyraźniej wyczuły możliwość upadku Rosji i chcą być przygotowane na moment przejęcia Arktyki i jej cennych zasobów. Eksperci uważają, że Putin wojną w Ukrainie kilka razy sam strzelił sobie w stopę. Nie tylko stworzył warunki do wejścia Szwecji i Finlandii do NATO, ale również pokazał nieudolność rosyjskiej armii i, co najważniejsze, wybił z głowy europejskim krajom chęć uzależnienia się od jego gazu i ropy.

Jeśli wojna w Ukrainie rozszerzy się na inne kraje, np. dojdzie do starć na dalekim wschodzie z Japonią o Wyspy Kurylskie, to Kreml będzie zmuszony przerzucić swoją arktyczną armię na inne obszary, bo ochrona gazociągów nie będzie już sprawą kluczową, a wtedy USA spróbują je zająć.

Pierwsze przesłanki świadczące o rozpoczynającej się na naszych oczach wojnie o Arktykę już się pojawiły. Właśnie zostały zorganizowane ćwiczenia prowadzone przez NATO ze świetnie wyszkoloną i przystosowaną do akcji w takich warunkach armią Norwegii.

Możemy oczekiwać, że Kreml będzie starał się odpowiedzieć na te działania, zwiększając swoją aktywność w Arktyce, u granic Norwegii czy Finlandii. Eksperci uważają, że chociaż Putin mówi, że kraje skandynawskie nie stanowią zagrożenia dla Rosji, to jednak bardzo się obawia momentu ich wejścia do NATO i stworzenia potężnej siły arktycznej. 

W kolejnych miesiącach konflikt może przesunąć się właśnie na daleką północ, jednak eksperci są pewni, że Rosja już bez walki oddaje Arktykę Stanom Zjednoczonym, w tym kluczowym momencie na masową skalę nie wzmacniając swojej białej armii na dalekim wschodzie, a tylko odpowiadając na pojawiające się zagrożenie, które sama sobie tworzy, oraz snując w mediach fałszywe przeświadczenie, że nikt nie jest zagrożeniem dla Rosji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy