Rosja wysyła ich na śmierć. Najemnicy jako kamikadze
Rosja rekrutuje cudzoziemców różnymi metodami - obiecując wysokie zarobki, manipulując lub wręcz zmuszając do walki. Z raportów ukraińskiego wywiadu wynika, że tylko z krajów afrykańskich pochodzi co najmniej 1436 zidentyfikowanych bojowników, ale rzeczywista liczba może być kilkukrotnie wyższa. Jak zaś dowiadujemy się z dzisiejszych doniesień, ich sytuacja jest tragiczna, bo są tam traktowani jak "mięso", a nie żołnierze.

Mieli być kierowcami, kucharzami, ochroniarzami lub wykonywać inne prace fizyczne, aby utrzymać swoje rodziny. Zamiast tego po podróży do Rosji trafili na front, często bez przeszkolenia, bez znajomości języka i z bronią, której wcześniej nigdy nie trzymali w ręku. Co więcej, najnowsze nagranie z Ukrainy pokazuje, że Moskwa traktuje ich jeszcze gorzej niż własnych żołnierzy, pod groźbą broni posyłając w roli kamikadze na ufortyfikowane pozycje obrońców Kijowa.
Oszukani i wysłani na wojnę
Ukraińskie władze już jakiś czas temu zwracały uwagę, że w rosyjskiej armii walczy obecnie nawet 18 tys. cudzoziemców ze 128 państw, którzy są częściowo ofiarami rekrutacyjnych oszustw. Jak zaś ustaliła pod koniec minionego roku brytyjska telewizja Sky News, rozmawiając z rodzinami zwerbowanych w ten sposób młodych mężczyzn z RPA, to szeroko rozpowszechniony proceder. Brat jednego z nich mówi, że oficjalnie chodziło o pracę "w ochronie", ale po przyjeździe do Rosji odebrano mu paszport i od razu wysłano na front w Donbasie:
To misja samobójcza, oni nigdy nie walczyli, nie są żołnierzami. Chcieli tylko utrzymać swoje rodziny.
"Otwieracze do bunkrów"
Według dziennikarzy za część werbunku miała odpowiadać córka byłego prezydenta RPA Jacoba Zumy, działająca w imieniu prywatnej agencji zatrudnienia. Mężczyźni podpisywali kontrakty napisane po rosyjsku, nie wiedząc, że w świetle prawa stają się najemnikami. Podobne przypadki ujawniono także w Kenii, gdzie mężczyzn wabiono do Rosji obietnicą pracy w kuchniach i bazach wojskowych - na miejscu odebrano im paszporty i telefony, a potem wysłano na wojnę.
Jeszcze bardziej wstrząsające są doniesienia z kanału Exilenova+ na Telegramie, o których informuje na swoim Twitterze dziennikarz niemieckiego BILD, Julian Röpcke. Na opublikowanym przez niego nagraniu widać, jak rosyjscy żołnierze przyczepiają do ciała afrykańskiego najemnika minę przeciwpancerną TM-62 i zmuszają go pod groźbą broni, by pobiegł w stronę ukraińskich pozycji.
Rosjanie nazywać mają takich ludzi "otwieraczami do konserw", bo mają "otwierać" bunkry, wysadzając się na ich wejściach. Wideo pokazuje, jak przerażony mężczyzna protestuje, lecz rosyjski żołnierz mierzy do niego z karabinu i brutalnie wypycha z piwnicy.
Jak przekonuje minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, podobnych sytuacji jest znacznie więcej, bo "większość obcokrajowców walczących po stronie Rosji nie przeżywa miesiąca". Dla Moskwy to sposób na uzupełnienie strat w ludziach bez wzbudzania niezadowolenia wewnętrznego, a dla "rekrutów" najczęściej pułapka bez wyjścia.










