Reklama

Równowaga strachu

Międzykontynentalne balistyczne pociski rakietowe uratowały świat przed nuklearną zagładą.

Broń nuklearna istnieje już prawie 66 lat. Po raz pierwszy została skonstruowana w USA w ramach projektu "Manhattan". 16 lipca 1945 roku na poligonie Alamogordo w Nowym Meksyku przeprowadzono próbny wybuch bomby atomowej. W niecały miesiąc później USA użyły tej broni przeciwko japońskim miastom Hiroszimie (6 sierpnia 1945 roku) i Nagasaki (trzy dni później).

Tysiące pocisków

Pod koniec lat siedemdziesiątych z posiadanych przez USA 24 tysięcy ładunków jądrowych do NATO wydzielono 15 818: 624 głowice na okrętach podwodnych, 660 ładunków przenoszonych przez strategiczne samoloty bombowe oraz 14 534 ładunki operacyjne i taktyczne. Tych ostatnich na terenie RFN zmagazynowano około 10 tysięcy, z czego połowę stanowiły jądrowe pociski artyleryjskie. W razie wojny około 2,5 tysiąca ładunków miała wykorzystać zachodnioniemiecka Bundeswehra.

Pozostałą część arsenału jądrowego NATO stanowił potencjał Wielkiej Brytanii (192 głowice rakiet balistycznych na okrętach podwodnych i 158 ładunków operacyjno-taktycznych) oraz Francji (250 ładunków jądrowych). W 2002 roku państwa nuklearne NATO miały w swoich arsenałach 11 041 ładunków jądrowych, w tym 2089 strategicznych.

Reklama

Pogoń za USA

W drugiej połowie lat czterdziestych oprócz USA także Związek Radziecki starał się zbudować bombę atomową, aby zniwelować strategiczną przewagę Stanów Zjednoczonych.

Według szefa Zarządu Zadań Specjalnych NKWD z okresu II wojny światowej generała lejtnanta Pawła Sudopłatowa, najważniejsze dane, które umożliwiły produkcję pierwszej radzieckiej bomby atomowej, pochodziły od naukowców pracujących nad bronią amerykańską w Los Alamos w stanie Nowy Meksyk. Sudopłatow zaliczył do nich Roberta Oppenheimera, Enrico Feriego i Leo Szilarda. Mniejszą rolę, jego zdaniem, odegrało małżeństwo Rosenbergów.

W listopadzie 1945 roku w ZSRR wybudowano pierwszy reaktor jądrowy. W dużym stopniu przyczyniło się do tego przekazanie wywiadowi radzieckiemu przez Emila Klausa Fuchsa wyników eksplozji bomb uranowych i plutonowych na atolu Eniwetok. W czasie pierwszych prób radzieckich doszło do wypadku z plutonem. W rozwiązaniu problemu pomógł duński fizyk Niels Bohr. 29 sierpnia 1949 roku, po upływie czterech lat od zniszczenia Hiroszimy i Nagasaki, w ZSRR dokonano próbnej eksplozji pierwszej bomby nuklearnej.

Flota bombowców

Dystans dzielący oba supermocarstwa zaczął maleć. Dziewięć miesięcy po amerykańskiej, w połowie 1953 roku, była gotowa radziecka bomba termonuklearna. Obie strony rozbudowywały arsenały jądrowe, przekraczając wkrótce granice "overkill", czyli potencjału niszczycielskiego wystarczającego do wielokrotnego unicestwienia przeciwnika. Początkowo wydawało się, że Stany Zjednoczone dysponujące flotą bombowców dalekiego zasięgu mają absolutną przewagę nad ZSRR.

W Moskwie jednak wcześnie zrozumiano, jak wielkie możliwości strategiczne tkwią w wykorzystaniu rakiety jako nośnika ładunku nuklearnego. Nastąpiłoby to pewnie szybciej, ale twórcę radzieckich pocisków balistycznych Siergieja Koroliowa wypuszczono z łagru dopiero w 1944 roku.

Latem 1957 roku skonstruowany przez niego pierwszy w dziejach międzykontynentalny balistyczny pocisk rakietowy (ICBM) pokonał odległość około 6,5 tysiąca kilometrów. W październiku tego samego roku identyczna rakieta wyniosła na orbitę pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Pierwszy etap rywalizacji zakończył się zwycięstwem ZSRR.

Cios odwetowy

W ciągu dwóch lat Amerykanie zdołali jednak nadrobić opóźnienie technologiczne, a świat wszedł w kolejną epokę - ICBM. Rakieta międzykontynentalna pozwalała każdej ze stron na zadanie przeciwnikowi bezpośredniego ciosu jądrowego, pozbawiając jednocześnie sensu takie posunięcie. Przy użyciu ICBM można dokonać błyskawicznego ataku, którego nie da się odwołać ani powstrzymać.

Nieprzyjacielska rakieta mogła być namierzona przez radary z wyprzedzeniem pozwalającym zaatakowanemu na zadanie ciosu odwetowego ("odwet martwej ręki"). Pocisk ICBM mógł pokonać odległość między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi w około 30 minut. Już na początku lat sześćdziesiątych ICBM obu supermocarstw zdolne były do opuszczenia swoich silosów w ciągu minuty.

"Pokój strachu"

W okresie zimnej wojny broń jądrowa była podstawą bezpieczeństwa globalnego. Strach przed skutkami jej zmasowanego użycia zapewniał stabilność dwubiegunowego podziału świata. W drugiej połowie okresu zimnej wojny obowiązywała zasada wzajemnego gwarantowanego zniszczenia. Sprawiała ona, że w praktyce użycie broni jądrowej przewidziano jedynie w razie krańcowej konieczności. Była ona przede wszystkim polityczno-strategicznym środkiem odstraszania, powstrzymywania, a nie realną bronią do zastosowania na polu walki.

Wielu analityków ocenia, że bez zagrożenia, jakie stwarzały ICBM, możliwy byłby w zasadzie niespodziewany atak z użyciem bombowców dalekiego zasięgu i pocisków rakietowych odpalanych z okrętów podwodnych, paraliżujący zdolności obronne przeciwnika. Jednak ICBM wykluczały pokusę jego przeprowadzenia. Strategia odstraszania, nieodłącznie wpisana w istotę technologii ICBM, umożliwiała ZSRR i Stanom Zjednoczonym angażowanie się w ograniczone, konwencjonalne wojny lokalne zarówno bezpośrednio (w Korei, Wietnamie i Afganistanie), jak i pośrednio (na przykład w Afryce i Ameryce Łacińskiej). Ten stan rzeczy niektórzy uznają za "rakietowo-nuklearny pokój strachu".

Przewaga maleje

Broń jądrowa stanowiła ważny element strategii USA i NATO oraz doktryny wojennej ZSRR i Układu Warszawskiego. Początkowo jedynym państwem NATO, które dysponowało bombami atomowymi, były Stany Zjednoczone. W chwili powstania tego sojuszu USA posiadały ich 235 egzemplarzy. W 1953 roku do krajów nuklearnych NATO dołączyła Wielka Brytania, a jedenaście lat później Francja.

Potencjał tych państw rósł stosunkowo wolno i ustabilizował się dopiero w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku na poziomie 350 i 250 ładunków jądrowych. W 1967 roku do dyspozycji NATO wydzielono ponad 65 procent ładunków jądrowych USA, które zainstalowane zostały na okrętach podwodnych i rozlokowane na terenie Europy Zachodniej. Amerykańska przewaga nad ZSRR szybko się zmniejszała. W latach siedemdziesiątych siły rakietowo-jądrowe obu mocarstw stały się porównywalne.

Ponad 40 tys. ładunków atomowych

W Układzie Warszawskim broń atomową posiadała faktycznie tylko Armia Radziecka. W chwili powstania tego sojuszu dysponowała ona 200 bombami nuklearnymi (w tym czasie NATO miało 3067 ładunków jądrowych). Pozostałe kraje członkowskie miały jedynie, od początku lat sześćdziesiątych, środki przenoszenia tego typu broni w postaci wyrzutni rakiet taktycznych i taktyczno-operacyjnych oraz samolotów nosicieli. Państwa członkowskie UW wprowadzały do uzbrojenia wojsk nowe typy wyrzutni rakiet o większym zasięgu oraz nowocześniejsze samoloty. Według niektórych analityków, w 1986 roku liczba ładunków jądrowych będących w dyspozycji UW osiągnęła najwyższy poziom - 40 723.

Jak w "Soviet Military Power 1990" pisał sekretarz obrony USA Dick Cheney, w czasach politycznego i ekonomicznego zamieszania w ZSRR prowadzono proces modernizacji arsenału nuklearnego i obrony strategicznej. Kontynuowano wprowadzanie rakiet stacjonarnych i ruchomych SS-24 z głowicami wieloczłonowymi, ruchome SS-25 oraz nowe rakiety SS-18 mogące przenosić dziesięć głowic jądrowych.

Według Cheneya, miało to oznaczać zachowanie wiarygodnych możliwości pierwszego uderzenia ZSRR przeciwko międzykontynentalnym rakietom jądrowym USA. Związek Radziecki modernizował także lotnictwo bombowe, wprowadzając nowe bombowce Tu-95 (w kryptonimie NATO "Bear H") i Tu-160 ("Blackjack"), uzbrojone w rakiety dalekiego zasięgu typu Cruise. W siłach morskich ZSRR wprowadzano okręty typu Delta-IV i Typfon uzbrojone w 16-20 rakiet jądrowych. W czasie rozwiązania Układu Warszawskiego w 1991 roku ZSRR posiadał 28 595 ładunków jądrowych. Rosjanie zwiększyli także obronę strategiczną. Dzięki podwójnemu systemowi (dual layered system) - jedynemu wówczas w świecie - wzmocniono obronę przeciwrakietową Moskwy. Ulepszono też obronę antysatelitarną stolicy, wprowadzając systemy zdolne do niszczenia satelitów na orbitach przebiegających w pobliżu ziemi.

Magazyny w Polsce

Radziecką broń jądrową umieszczono na terytorium kilku państw Układu Warszawskiego. Według raportu CIA z 1979 roku, ujawnionego w 1996 roku, 23 magazyny znajdowały się na terytorium Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Polski, Czechosłowacji, Węgier i Rumunii. Jedenaście spośród nich umiejscowionych było na terenie radzieckich lotnisk wojskowych, pozostałe 12 to integralne, pilnie strzeżone składy głowic dla rakiet taktycznych i taktyczno-operacyjnych oraz jądrowych bomb lotniczych.

Na terenie Polski broń atomowa znajdowała się w kilku miejscach: w trzech radzieckich jednostkach wojskowych (w Templewie koło Trzemeszna Lubuskiego, w Brzeźnicy koło Bornego Sulinowa i w Podborsku koło Białogardu). To z nich w wypadku wojny miały być wydane ładunki jądrowe polskim jednostkom rakietowym i lotniczym. Ponadto jednostki Północnej Grupy Wojsk AR prawdopodobnie posiadały je na własny użytek w składach na lotnisku w Szprotawie, w Bagiczu nieopodal Kołobrzegu i innych.

Równowaga arsenałów jądrowych

Społeczeństwa Wschodu i Zachodu żyły w strachu przed atomową zagładą. Każda decyzja o użyciu broni jądrowej oznaczałaby w istocie samobójstwo. Odpalenie rakiet w kierunku przeciwnika byłoby w praktyce sprowadzeniem pocisków nuklearnych drugiej strony na swoje terytorium. Trudno byłoby sobie wyobrazić dwa antagonistyczne bloki żyjące ze sobą w pokoju, oddzielone jedynie umowną żelazną kurtyną, gdyby nie strach całego świata przed niszczycielską siłą rażenia broni atomowej. W 1986 roku po spotkaniu w Genewie Michaił Gorbaczow i Ronald Reagan ogłosili, że wojna jądrowa nie powinna być nigdy rozpętana i że nie może być w niej zwycięzców.

Strach przed nuklearną zagładą ludzkości nie zniknął wraz z zakończeniem zimnej wojny. Chociaż nie stoimy już na krawędzi wojny globalnej, to problem arsenałów nuklearnych jest nadal aktualny. Dlatego 26 marca 2010 roku Biały Dom i Kreml ogłosiły zawarcie porozumienia (zastępującego układ START z 1991 roku) o redukcji strategicznych arsenałów jądrowych. 8 kwietnia 2010 roku odpowiedni dokument podpisali w Pradze prezydenci USA i Rosji. Traktat przewiduje redukcję głowic i ładunków bojowych z poziomu 2200, ustalonego przez SORT (rosyjsko-amerykański traktat o redukcji strategicznych sił ofensywnych z maja 2002 roku, ratyfikowany w 2003 roku, zwany też traktatem moskiewskim), do poziomu 1530 (redukcja o 30 procent).

Dokument ma obowiązywać przez dziesięć lat, po czym może zostać przedłużony na następne pięć. Możliwe będzie także zastąpienie nowego START przez kolejne porozumienie dwustronne. Jego znaczenie koncentruje się na zachowaniu strategicznej równowagi arsenałów jądrowych obu stron przez najbliższą dekadę, a także zapewnieniu działania mechanizmów weryfikacji.

Jądrowe traktaty

Pierwszy układ o redukcji broni jądrowej zawarto 39 lat temu. USA i ZSRR, a następnie USA i Rosja, w których rękach znajduje się podobno około 90 procent wszystkich głowic jądrowych na świecie, zawarły kilka ważnych porozumień dotyczących broni atomowej.

Były to na przykład ABM z 1972 roku o redukcji systemów obrony przeciwrakietowej, a także układy SA LT I oraz SA LT II z 1972 i 1979 roku o ograniczeniu strategicznych zbrojeń ofensywnych, układ INF z 1987 roku o eliminacji rakiet jądrowych krótkiego i średniego zasięgu, układy START I z 1991 roku, START II z 1993 roku oraz SORT z 2002 roku o redukcji i ograniczeniu strategicznej broni ofensywnej.

Klub atomowy

Obecnie broń jądrowa znajduje się w posiadaniu dziewięciu krajów. Według dostępnych danych bronią jądrową dysponują: USA , Rosja, a wcześniej ZSRR (od 1949 roku), Wielka Brytania (od 1952 roku), Francja (od 1960 roku), Chiny (od 1964 roku), Indie (od 1974 roku), Pakistan (od 1998 roku), Korea Północna (od 2006 roku) oraz Izrael, który oficjalnie nie komentuje dość powszechnych przypuszczeń na ten temat.

W przeszłości bronią jądrową dysponowały też RPA (do końca lat 80.), Białoruś, Kazachstan i Ukraina. Te trzy ostatnie kraje przekazały w 1996 roku poradziecką broń atomową Rosji. W roku 2010 łączną liczbę głowic nuklearnych na świecie szacowano na mniej więcej 23 tysiące, w tym 8 tysięcy w "stanie operacyjności". W czasie zimnej wojny liczba takich głowic przekraczałanawet 50 tysięcy.

Franciszek Puchała

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama