Zaporoska elektrownia atomowa bez prądu po rosyjskim ataku. Czy zagrożenie jest realne?

Elektrownia w Zaporożu stanowi jedno z najbardziej newralgicznych miejsc od samego początku trwania konfliktu w Ukrainie. Najnowsze informacje ze wschodu donoszą o zmasowanym ataku rakietowym, którego dopuścili się Rosjanie i, w efekcie którego, elektrownia została odcięta od prądu. Zdaniem ukraińskiego operatora Enerhoatom, może to stworzyć ogromne zagrożenie dla całego świata.

Elektrownia atomowa w Ukrainie bez prądu

Ryzyko związane z ewentualną awarią zaporoskiej elektrowni atomowej pojawiło się jeszcze w ubiegłym roku, gdy na skutek działań wojsk rosyjskich została ona ostrzelana. Już wtedy oczy całego świata skupione były na miejscowych reaktorach w obawie przed nuklearną katastrofą. Niestety, zagrożenie nadal istnieje - szczególnie po ostatnich wydarzeniach.

Ukraińska spółka Enerhoatom poinformowała za pośrednictwem Telegrama o całkowitym odcięciu zaporoskiej elektrowni atomowej od prądu. Zgodnie z najnowszymi informacjami z czwartkowego poranka, elektrownia posiada zapas paliwa umożliwiający generowanie zasilania przez około 10 dni. Po tym czasie znacząco wzrośnie ryzyko wystąpienia awarii. Zdaniem strony ukraińskiej, konsekwencje mogą być odczuwalne dla całego świata.

Reklama

Aż siedem ukraińskich obwodów ucierpiało na skutek rosyjskiego ataku rakietowego, który został przeprowadzony w czwartkową noc i nad ranem. Zniszczona infrastruktura sieciowa zasilająca zaporoską elektrownię atomową nie doczeka się jednak szybkiej naprawy przez Ukraińców - teren ten jest kontrolowany przez siły rosyjskie.

Elektrownia w Zaporożu - zasięg rażenia i zagrożenie

Jak podaje Państwowa Agencja Atomistyki, na razie nie wykryto żadnych alarmujących wskazań, choć sytuacja jest monitorowana na bieżąco. Jest to kolejna tego rodzaju sytuacja od początku trwania konfliktu w Ukrainie. Z tego też powodu elektrownię w miarę możliwości rozbrojono, a obecnie znajduje się ona w stanie zaćmienia, choć energii wystarczy zaledwie na 10 dni. 

Chociaż widmo katastrofy nuklearnej jest przerażające, to niekoniecznie musi pokrywać się z rzeczywistością. Współcześnie wykorzystywane systemy i zabezpieczenia dalece wyprzedzają te znane z Czarnobyla, a sama elektrownia i jej zastosowanie różnią się od tych z czasów niesławnej katastrofy w Związku Radzieckim.

Najbardziej krytyczny scenariusz, czyli całkowita dewastacja elektrowni i uwolnienie radioaktywnego opadu są raczej mało prawdopodobne. Nie zmienia to jednak faktu, że ryzyko zawsze istnieje. Jeszcze w ubiegłym roku przygotowano mapę ewentualnej wędrówki opadu w skali Europy. Ta może się oczywiście różnić w zależności od panujących warunków pogodowych.

Inne zdanie na ten temat ma Karol Łyskawiński z Państwowej Agencji Atomistyki. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku zapewniał, że wszelkie symulacje przeprowadzane w naszym kraju zgonie potwierdzają brak większego ryzyka na skutek awarii elektrowni atomowej w Zaporożu. Mapa nie pozostawia złudzeń - ponad 800 kilometrów odległości od naszego kraju to wystarczający bufor. Poza tym, zdaniem polskiego eksperta, większa część opadu skierowałaby się w stronę Morza Czarnego.

Zaporoże - zagrożenie czy karta przetargowa?

Można odnieść wrażenie, że obecnie elektrownia atomowa w Zaporożu stanowi kartę przetargową dla obydwu stron, wszak zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie mogą alarmować zachód o potencjalnym zagrożeniu nuklearnym wynikającym z działań drugiej strony, podając mniej lub bardziej sensowne argumenty.

Z perspektywy polskiego bezpieczeństwa możemy być spokojni, ponieważ na naszą korzyść działa nie tylko odległość od elektrowni w Zaporożu, lecz również pozbawienie jej ładunków i nieustanne monitorowanie sytuacji przez naukowców w kraju.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Rosja | Zaporoże | elektrownie | Zaporoska Elektrownia Atomowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy