Wydawać by się mogło, że substancje, które są umieszczane w skórze człowieka podczas tatuowania, przechodzą niezwykle rygorystyczne testy potwierdzające ich bezpieczeństwo. Tymczasem jest zupełnie inaczej, bo jak pokazuje badanie zatytułowane "What’s in My Ink: An Analysis of Commercial Tattoo Ink on the US Market", którego wyniki opublikowane zostały w magazynie Analytical Chemistry, w tuszach często można znaleźć substancje niewymienione na etykiecie.
Kelli Moseman z nowojorskiego Binghamton University przeanalizowała ponad 50 tuszów do tatuażu dziewięciu różnych marek, aby zweryfikować, w jakim stopniu ich skład pokrywa się z oficjalnymi informacjami producenta. Naukowcy sięgnęli po wiele technik analitycznych, aby potwierdzić obecność substancji niewymienionych na liście, np. spektroskopia Ramana i XRF pozwoliły naukowcom zidentyfikować pigmenty w każdym tuszu, natomiast spektroskopia NMR i spektrometria mas ustalić, co znajdowało się w roztworach nośników.
"Ukryte" dodatki do tuszów i istotne braki
I nie mają najlepszych wieści dla fanów takiego ozdabiania ciała, bo 45 z 54 atramentów produkowanych zarówno przez globalne firmy, jak i mniejszych producentów, tj. 83 proc., zawierało w składzie substancje, których nie było na etykiecie. Co ciekawe, działa to również w drugą stronę, i tak na niektórych etykietach atramentów wymieniono dodatki, których w produkcie nie było, np. 36 miało zawierać glicerol, ale wykryto go tylko w 29 atramentach.
Mówiąc krótko, tylko jedna marka na etykietach dokładnie wymieniała składniki zawarte w tuszu i chociaż nie wiadomo, czy "dodatki" lub "braki" są przypadkowymi zanieczyszczeniami, błędami w etykietowaniu czy próbą ukrycia czegoś, zjawisko to powinno budzić obawy. Tusze mogą przecież powodować różne reakcje alergiczne, a bez wiedzy o dokładnym składzie trudno jest ustalić, o jakiej substancji mowa i jak udzielić pomocy medycznej.
To może szkodzić zdrowiu
Co więcej, aż piętnaście tuszów miało w sobie glikol propylenowy, czyli alergen roku 2018 według American Contact Dermatitis Society, inne przetestowane próbki zawierały potencjalnie szkodliwe lub po prostu dziwne substancje, jak np. antybiotyki, a nie brakuje badań sugerujących, że niewielkie ilości pigmentu mogą przedostawać się do węzłów chłonnych.
Warto też pamiętać o granicach wykrywalności spektroskopii NMR, tzn. badacze skupili się wyłącznie na substancjach obecnych w roztworze nośnika w bardzo wysokich stężeniach wynoszących 2000 części na milion (ppm) lub więcej, co oznacza, że substancje obecne w tuszach w mniejszych stężeniach mogły nie zostać wykryte. Wyniki amerykańskiego badania pokrywają się z tymi przeprowadzonymi w 2021 roku dla Unii Europejskiej, które wykazały podobną skalę nieprawidłowości, tzn. niewykazane na etykietach dodatki w ok. 90 proc. tuszów.












