Reklama

Naukowy eksperyment czy reality show z góry skazane na porażkę?

Człowiek podróżując w przestrzeń kosmiczną szybko zrozumiał, że perspektywa zasiedlania Księżyca czy innych planet to nie tylko marzenia i naukowa fantastyka, ale realna perspektywa. Brak atmosfery, narażenie na skrajnie niekorzystne warunki wymuszają poszukiwania rozwiązań umożliwiających stworzenie tam namiastki Ziemi w ściśle kontrolowanych warunkach. Jednym z takich eksperymentów miał być projekt Biosfera 2.

Eksperyment rozpoczął się w 1991 roku i trwał dwa lata. Przygotowania do niego rozpoczęły się kilka lat wcześniej. W latach 80 XX w. amerykański inżynier John Allan, związany z ruchem New Age, przekonał swojego rodaka Edwarda Bassa do sfinansowania całego projektu. Bass był amerykańskim milionerem, spadkobiercą fortuny naftowej. Zafascynowany pomysłem wyłożył sumę 200 milionów dolarów, co pozwoliło na stworzenie projektu z ogromnym rozmachem. W 1987 roku rozpoczęto budowę szczelnej, szklanej konstrukcji, w której wiernie miała zostać odtworzona Ziemia. Pomysł opierał się na prostym, o ile nie naiwnym założeniu, że skoro Ziemia jest zamkniętym środowiskiem to nie ma nic prostszego niż w zamkniętej przestrzeni posadzić rośliny, które będą wytwarzały tlen oraz wpuścić tam zwierzęta i ludzi.

Reklama

Biomy, fale i zuchwałe mrówki

Nazwa Biosfera 2 może być myląca, gdyż projektu Biosfera 1 nigdy nie było. "Jedynką" jest sama Ziemia, natomiast oznaczenie 2 związane jest z próbą odwzorowania warunków ziemskich w zamkniętej przestrzeni.

Program zakładał budowę siedmiu biomów: lasu deszczowego, oceanu z rafą koralową, terenów podmokłych, sawanny, pustyni, upraw rolnych i siedliska dla ludzi z mieszkaniami, laboratoriami i kuchnią, w której mieli przygotowywać jedzenie z własnych hodowli i upraw. Pod spodem rozmieszczono infrastrukturę techniczną. Energia dostarczana była do obiektu z centrum energetycznego z gazem ziemnym. Zmiany objętości powietrza związane ze zmianami temperatury regulować miały specjalne kopuły położone tuż obok głównych budynków.

Środki przeznaczone na inwestycję pozwoliły sprowadzić liczne gatunki roślin bezpośrednio z ich naturalnego środowiska, Wodę do mini-oceanu wzięto z prawdziwego oceanu. Co ciekawe, miał on nawet system wytwarzania fal. Sprowadzono także liczne gatunki zwierząt, dokonując jednak dużej selekcji. To spowodowało, że wiele z nich nie mając swoich naturalnych wrogów rozmnażało się zbyt szybko. Szczelność konstrukcji także okazała się niewystarczająca, przez co do obiektu wdarły się mrówki, czyniąc ogromne szkody.

Start jak reality show!

Misja rozpoczęła się 26 września 1991. W blasku fleszy do obiektu weszła grupa ośmiu osób: czterech kobiet i czterech mężczyzn, wśród nich lekarz Roy Walford i Jane Poynter, która opisała w książce udział w eksperymencie. Mieli żyć dzięki samoregulującemu się środowisku, a ich pożywieniem miało być tylko to, co sami będą uprawiali lub wyhodują.

Dieta Biosferian składała się bananów, papai, buraków, słodkich ziemniaków, orzechów ziemnych, fasoli, ryżu i pszenicy. Oprócz upraw, hodowali m.in. drób, trzodę chlewną i ryby. Projekt zakładał upakowanie dużej ilości gatunków z myślą, że część ulegnie wymarciu. Niestety szybko okazało się, że obszar upraw był zbyt mały dla ośmiu osób, wskutek czego uczestnicy zaczęli zgłaszać głód. Dieta była monotonna. Na pizzę trzeba było czekać aż cztery miesiące. Najpierw trzeba było wysiać zboże, następnie zmielić i dopiero z mąki można było piec. Kawa również była rarytasem pitym raz na dwa miesiące. Warto jednak zauważyć, że po zakończonym eksperymencie, mimo utraty wagi ich stan zdrowia był bez zarzutu.

Kolejnym problemem była ilość tlenu. Jego stężenie spadło z 21 do 15% co odpowiada życiu na wysokości ponad 4000 m n.p.m. Uczestnicy eksperymentu mieli problemy z oddychaniem, koncentracją, szybko się męczyli. Winę ponosiły bakterie glebowe, które w kontrolowanych warunkach zaczęły się zbyt szybko namnażać produkując duże ilości dwutlenku węgla. Ten, przy udziale wody zawartej w powietrzu wchodził w reakcje z węglanem wapnia zawartym w betonowych fragmentach konstrukcji. Niezbędne okazało się dopompowanie tlenu, który był przywożony cysternami. Duża ilość dwutlenku węgla sprzyjała zakwaszeniu wody w miniaturowym oceanie, co z kolei doprowadziło do obumierania rafy koralowej. Konieczne okazało się regulowanie pH przy użyciu środków chemicznych. Panujące w Biosferze 2 warunki sprzyjały też szybkiemu wzrostowi roślin tropikalnych. Konieczne okazało się ich przycinanie aby nie uszkodziły konstrukcji.

Każdy krok Biosferian był śledzony przez liczne kamery. Z czasem okazało się, że  konflikty czy romanse pomiędzy członkami załogi, podział na dwa obozy a nawet bójki były śledzone przez miliony osób. Zaczęło to przypominać reality show zamiast poważnego eksperymentu.  Eksperyment oficjalnie przerwano podając za przyczynę niezgodność charakterów. Jednak skala niedopracowania nie pozwalała na jego kontynuowanie. Sami uczestnicy po tak długim okresie zamknięcia mieli problem z odnalezieniem się z powrotem w rzeczywistości.

Niewątpliwie sam obiekt można uznać za inżynieryjny cud techniki. Jednak liczne niedopracowania, zgromadzenie licznych gatunków na małej przestrzeni i stworzenie obok siebie  biomów oddalonych w naturze o tysiące kilometrów z góry skazały projekt na niepowodzenie. Jednak nie wszystko poszło na marne. Ostatecznie Biosfera 2 dalej służy nauce dzięki Uniwersytetowi w Arizonie, który ostatecznie ją wykupił i obecnie wykorzystuje do eksperymentów ekologicznych. Jest także otwarta dla turystów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy