Reklama

Najdziwniejsze gadżety prosto z TikToka. Tak, one naprawdę istnieją!

TikTok sam w swojej formule jest trochę szalony. Zostajemy zbombardowani wieloma szybko zmieniającymi się krótkometrażowymi filmikami, wszystko jest głośne, bardzo dynamiczne i czasem trudno się w tym połapać. Jednymi z treści, które są całkiem popularne na tej platformie są polecane gadżety. Oto 6 z tych najdziwniejszych, które udało mi się znaleźć.

Gadżety to coś, co uwielbiam. Specjalne miejsce w moim sercu i życiu mają te, które faktycznie pomagają w codzienności i ułatwiają życie. Na tej liście takich nie znajdziemy. Choć wszystkie z wymienionych mają zaskakująco wysokie oceny na Amazonie, zastanawiam się, z czego to wynika. 

Ten gadżet przytrzyma wam rzeczy, które nie chcą stać

Z wyglądu przypomina ceramicznego, głębokiego donata. Jego zadanie? Trzymanie rzeczy. Głównie szczoteczek, ale poradzi sobie także ze szczotkami z wąską rączką, pędzlami i tego typu przyborami, które zazwyczaj raczej nie współpracują przy próbach postawienia ich. Jego zaletą ma być to, że jest łatwy do mycia i utrzymania w czystości, a nasze łazienkowe przedmioty nie będą już leżeć na powierzchniach płaskich. Występuje w 10 kolorach.

Reklama

Koszt ceramicznego trzymaka Airmoon to 3,99 dolarów, czyli około 19 zł.

Nakładka na pastę, której istnienia nie rozumiem

Samouszczelniająca się nakrętka SqueezMe została opatentowana przez firmę Chrome Cherry Limited. Jej zamocowanie jest dość proste - nakładamy ją na końcówkę pasty i wyciskamy ją, jak zazwyczaj. Możemy też zapomnieć o zwykłej nakrętce, która mogła się gubić. SqueezMe ma znacznie zmniejszyć bałagan, który powstaje przy nakładaniu pasty (zwłaszcza przez dzieci), a także zwiększyć higieniczność całego procesu, choć domyślam się, że jedynie pod warunkiem, że ją wymieniamy itd. Co więcej, producent zachwala, że nakrętka ma powodować oszczędności - dzięki niej wyciśniemy na szczoteczkę dokładnie tyle produktu, ile potrzebujemy.

Nakrętkę (sprzedawaną oczywiście bez pasty czy szczoteczki) kupimy za 8,99 dolarów, czyli około... 43 zł.

Gdyby na świecie zabrakło widelców, nie lękajcie się! Mamy chwytak

Mam wrażenie, że z każdym gadżetem wchodzimy coraz głębiej w las dziwacznych przedmiotów. Przyznaję, że wyciąganie ogórków ze słoika nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń, ale... chwytak do ogórków? Dzięki niemu nie zmoczymy palców, prawdopodobnie również nie nabrudzimy dookoła, ale to wszystko. Narzędzie jest plastikowe i ma szczypce ze stali nierdzewnej. Wygląda strasznie. Producent zaznacza, że można nim też łapać oliwki. Całe szczęście!

Koszt chwytaka do kłopotliwych, mokrych warzyw w słoikach to 5 dolarów, czyli 24 zł.

Koniec z szypułkami, unicestwimy je ze stylem

A pomoże w tym... Berry Blaster. To plastikowy wykrajacz, służący właśnie do wykrajania szypułek. Dzięki temu produktowi mamy to zrobić szybko, zostawiając jednocześnie więcej z pysznej truskawki do zjedzenia. Prawdopodobnie mógłby to być dobry sposób na zaangażowanie w kuchni najmłodszych, ja jednak zdecydowanie pozostanę przy zwykłym nożu.

Pogromca szypułek kosztuje 5,69 dolarów, czyli aż 27 zł.

Mam wiele negatywnych odczuć związanych z tą zdenerwowaną rodzicielką

Mikrofalówka jest najlepszą kucharką każdego studenta. Choć nie wymaga zbyt wielkiego nakładu pracy w celu podgrzania posiłku, może być uporczywa, gdy nadejdzie czas jej mycia. W tym ma pomóc... zła mama, a właściwie parowy środek czyszczący. Wlewamy do niego wodę oraz ocet, a następnie wkładamy do wnętrza mikrofalówki. Złej mamie paruje głowa i po 5-7 minutach urządzenie powinno być łatwiejsze do wyczyszczenia. Mam wiele pytań i nie jestem pewna, czy chcę znać na nie odpowiedzi.

Koszt złej mamy to 6,99 dolary, czyli około 33 zł.

Dzięki temu sejfowi odbierzesz telefon, ale i oduczysz się ciągłego scrollowania

Ten sejf na telefon będzie idealny dla osób uzależnionych od przeglądania internetu, na których czekają codzienne obowiązki. Do środka wkładamy oczywiście naszego smartfona, zamykamy pudełko, ustawiamy blokadę czasową (od 1 minuty do 99 godzin) i... zostawiamy go w spokoju. Dzięki odpowiednim otworom jesteśmy w stanie odebrać telefon, gdyby ktoś zdecydował się do nas zadzwonić w trakcie kwarantanny urządzenia, jednak po zamknięciu sejfu, nie ma możliwości otwarcia go bez uszkodzenia, zatem producent poleca ustawiać rozsądny czas blokady. Sejf umożliwia także ładowanie smartfonów, ale sam nie jest ładowarką. Całość brzmi jak największy koszmar najmłodszych użytkowników elektroniki, marzenie niektórych rodziców oraz potencjalna tragedia dla ofiar znajomych, którzy mają specyficzne poczucie humoru. 

Sejf kosztuje 38,99 dolarów, czyli aż 184 zł

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy